Strona Główna arrow Wrażenia uczestników
wyłączny patronat prasowy:
moto VOYAGER

 

 

SiteGround web hosting

Designed by: Joomla Templates


Adaptacja szablonu
i wykonanie strony:
tchorzewski.net
Wrażenia uczestników Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Redaktor: Administrator   
15.11.2008.
Dzień czwarty
Wtorek 29 sierpnia Wilno. Czwarty etap rajdu.
Wstaję o godz. szóstej. Wyjazd o ósmej, ale ja ciągle potrzebuję dużo czasu. Nie mogę się zorganizować, nie wiem jak się ubrać. Do tej pory pogoda nas nie oszczędzała. Wszystko przemoczone, nie ma kiedy wyschnąć. W dodatku tylko jeden prysznic a są z nami panie, które mają przecież pierwszeństwo. Złoszczę się na siebie, że znowu za późno wstałem. Niektórzy już odpalają swoje maszyny. Nie mogą spać czy co, myślę. Jakoś załapuję się na toaletę i dawaj się pakować. To pestka, najgorzej to powiązać toboły na motor tak, aby przynajmniej przez 200 km były na swoim miejscu. Jest śniadanie przygotowane przez Siostry z wileńskiej parafii, ale ja nie mam czasu. Udaje mi się wysiorbać w pośpiechu szklankę gorącej herbaty, gdy zbliża się czas odjazdu. Pędzimy z Jackiem podziękować Siostrom za serdeczne przyjęcie i obiecujemy, że kiedyś z nami polecą do Ameryki. Są śmiechy i serdeczności.
Ruszamy ostro. Na razie nie pada, chociaż chmury ciągle straszą. Droga niezła i w miarę pusta. Razem, na zakładkę, w odstępach 2 sekundowych, jak nakazał Wiktor. Tylko Marek czasem przemknie z boku wzdłuż kolumny sprawdzając, czy wszystko w porządku. Jego enduro z długą anteną CB, aluminiowymi pojemnikami na bagaż i przytroczonym termosem sprawia, że czuję się jakby czekała na nas Sahara. Ciągle jest jednak zielono.
Skręcamy za prowadzącym. Kilkaset metrów, wioseczka, żadnej tablicy. Niewielki drewniany kościółek, kilka domków, jeden sklepik. Hałas zjeżdżających tu motorów nie wywołuje niczyjego zainteresowania. Żywego ducha, kościół zamknięty, ludzie gdzieś w pracy. Takich kościołów jest na Wileńszczyźnie wiele, dlaczego więc tutaj, myślę sobie.
Po jakimś czasie udaje się ustalić, że kobieta opiekująca się parafią mieszka w pobliżu i niebawem przyjdzie. Nie kazała nam długo czekać. Wchodzimy do schludnego wnętrza. W imię Ojca i Syna... Pachnie drewnem i świeżą farbą. Niektórzy wiedzą, ja wciąż się zastanawiam. I oto wzrok wszystkich kieruje się na chór. Tutaj nad drzwiami wejściowymi drewniana tablica mówiąca wszystko. „Kościół Sorokpolski, miejsce chrztu Marszałka Józefa Piłsudskiego – Wodza Narodu, od synów tej Ziemi”. Po prawej stronie w gablocie srebrna chrzcielnica przykryta szarfą z przyrzeczeniem: „pamiętamy i będziemy pamiętać”. Siadam w zadumie w ławce i patrzę na ołtarz, który jest niemym świadkiem tamtych chwil. Któż wtedy mógł przypuszczać, jak potoczy się życie chrzczonego wówczas chłopca? Zapewne rodzice w najśmielszych marzeniach nie odważyli się przypisać synowi roli, jaką przyjdzie mu spełnić dla Polski.
   
Spracowana kobieta opowiada tymczasem o losach kościoła, polskich rodzin i swoim ciężkim życiu. O pielęgnowaniu tego miejsca, o tym jak ukrywano chrzcielnicę przed sowieckimi agentami, o tym, że to świętość tej Ziemi, tych ludzi, i że tak już pozostanie. Nie ma czasu na Mszę Świętą, modlimy się więc w skupieniu z naszymi księżmi w miejscu, gdzie przed oblicze Boga przyniesiono po raz pierwszy przyszłego Naczelnika Państwa.

Ruszamy. Jazda niezbyt długa, mijamy pola i lasy. Skręt w lewo w szutrową drogę, kilka łuków. Jakieś porośnięte fundamenty, pozawalane budowle. Zostawiamy motory i ostatnie metry pod górkę pokonujemy piechotą. Idziemy w to miejsce, gdzie rośnie dąb. Jedyny taki dąb na świecie. Ma niespełna 70 lat. Dęby Królewskie w Puszczy Białowieskiej mają przecież po 400 i więcej. Ten nie jest królewski. To Dąb Marszałkowski. Rośnie w miejscu, gdzie stał dom, w którym urodził się twórca II Rzeczypospolitej. Obok granitowy pomnik. Czytamy inskrypcję, następnie Łucja i Jurek składają wieniec od „polskich motocyklistów”. Ze wzruszeniem wszyscy razem odśpiewujemy „Pierwszą brygadę”.
   Tymczasem z pobliskiego domu będącego niegdyś oficyną wybiega młoda dziewczyna. Bosa, z grubą księgą przy piersi. Wpiszcie się, prosi. Wszyscy rodacy, którzy tu przybywają wpisują się do mojej Księgi Pamiątkowej. Dziewczyna jest bardzo ładna. Drobna blondynka z niebieskimi oczami. Opowiada o delegacjach, które odwiedzały to miejsce. Do niedawna nie było tu żadnej oficjalnej delegacji polskiego rządu. Do niedawna, bo tej wiosny z oficjalną wizytą przybył Marszałek Sejmu, pan Marek Jurek. Dziewczyna dobrze zapamiętała ten dzień. Pamięta też, że prosiła kogoś o ksiażkę o Józefie Piłsudskim. Któregoś dnia dostała wezwanie na pocztę. To musi być pomyłka, ja nie dostaję paczek, powiedziała listonoszowi. To była książka, o którą prosiła. Ktoś nie zapomniał, mówi ze wzruszeniem. Kiedy tak opowiada, jej trójka dzieci dołącza i tuli się do mamy. Pytamy jak tu się żyje, jak rodzina? Smutnieje i głos jej mięknie. „Mąż pracuje na budowie. Ja opiekuję się dziećmi i ponieważ jestem na miejscu dbam o to, co jest tutaj symbolem wolnej Polski” – powiada. Nie mam tu łatwego życia, jej głos coraz bardziej się łamie. Mieszkam wśród nieprzychylnych ludzi. „Drwią ze mnie, wyśmiewają, gdy pielę koło pomnika albo zbieram butelki i śmieci pozostawione po libacjach wokół dębu. Nawet dzieciom nie dają spokoju, a ostatnio wyżywali się na naszym źrebaczku...” Podbródek drży, a łzy jak grochy płyną po tej pięknej twarzy. Ale głowa uniesiona wysoko, dumnie. Tutaj na Wschodzie Polacy chodzą z podniesionymi głowami, kiedy trzeba zapłakać też głowy nie spuszczają.
Wszyscy mamy ściśnięte gardła. Patrzę jak Wiktor całuje te spracowane młode ręce i przyciska dziewczynę mocno do piersi. Coś w niej pękło, płacząc opowiada, jak wybiegła z krzykiem, kiedy zaczęli piłować dąb. Najgorsi są młodzi… Nie można poskarżyć rodzicom, bo ci jeszcze podpuszczają. Dla nich nie ma świętości, pamiętają jedynie chlewy i płynącą tu gnojowicę. Sowieckie wychowanie: bez Boga, bez korzeni, bez poszanowania czegokolwiek.

Chcemy coś zrobić, tylko co? Grzesiek chce rozprawić się z nimi natychmiast, ale to tylko pogorszy sprawę. Robimy spontaniczną zbiórkę pieniędzy. Do kasku wędrują dolary, lity i euro. Dziewczyna z oporami przyjmuje. Łucja pyta ją o numer buta i zabiera gdzieś ze sobą. Postanawiamy obdarować wyrostków słodyczami. Stoją daleko z boku i przyglądają się spode łba. Namawiamy ich do pilnowania pomnika. Obiecujemy powrót za rok i wtedy ich nagrodzimy. Nie mówią nic. Pewnie nie wierzą. Przechodzimy do motorów i jeszcze kilka minut stoimy w milczeniu. Każdy udaje, że ma coś do zrobienia. Ja bezmyślnie kręcę kluczykiem w stacyjce, Jacek sprawdza zamocowanie bagażu, ktoś inny patrzy w ziemię. Jest nam strasznie przykro opuszczać to miejsce. Czy dąb przetrwa? Czy wystarczy jej woli, aby zmagać się w pojedynkę z hołotą?
Musimy ruszać. Przed nami Łotwa. Wiktor na czele, ustawiamy maszyny w szyku. Jedziemy powoli, nikt nie przyśpiesza. Myśli kłębią się pod kaskiem. Znowu zaczyna padać.

Sławek Iwanicki



Drogi Wiktorze,

minął już tydzień od naszego powrotu do domów, a ja nie przestaję być ciągle na rajdzie. Zamykam oczy próbując zasnąć i widzę obrazy, które były treścią mego życia przez te minione dwa tygodnie. Cóż było takiego w tej wyprawie, że nie mogę przestać o niej myśleć? Moje życie to ciągła podróż. Nowe miejsca, nowi ludzie….

Byłem już prawie wszędzie. Sudańska pustynia, czy północna Kanada, gujańska dżungla, czy japońskie wyspy. A może Kuba, albo Curacao? Gdzie jest piękniej? Do tej pory nie wiedziałem. Nie trzeba było tak daleko szukać. Zrozumiałem, że miejsca, to ludzie. Polacy z kresów II Rzeczpospolitej, których dane mi było spotkać, te przyczółki polskości w maleńkich wioskach Litwy i Ukrainy witające nas chlebem i polską pieśnią.

Żyją innym trybem i mają zapewne inny sposób wartościowania. Pielęgnują to, o czym my już dawno zapomnieliśmy. To dzięki nim możemy teraz odkłamywać historię.

Ciekawość, potem wzruszenie, a na końcu smutek i żal, że Polska o nich zapomniała. Dobrze, że my im tej Polski, którą tak ukochali, przywozimy odrobinę. Nigdy nie czułem się tak potrzebny tylko przez to, że byłem. Nigdy nie czułem się tak podle, uświadamiając sobie jak słabo znam historię. I nie tłumaczy mnie to, że w szkole nie uczyli. To była dopiero lekcja! Lekcja pokory i solidarności, lekcja współczucia i patriotyzmu. Nie oczekiwałem czegoś podobnego, ale nie mogło stać się inaczej, bowiem na wyprawie tej od początku panował klimat zadumy i skupienia. Wzruszone i przejęte twarze młodych uczestników rajdu były świadectwem na to, że duch tej imprezy udziela się nam wszystkim bez względu na wiek i doświadczenie. Byliśmy równi, byliśmy solidarni, byliśmy wyrozumiali dla swoich słabości. Byliśmy jednością. Zasługa to nas wszystkich.

Była też jazda. Jazda w strugach deszczu, czasem w ciemności i znużeniu. Nikt nie powie, że było łatwo. I dobrze. Tak miało być, tym większa satysfakcja. Brzmią mi w uszach słowa młodego księdza, który mówił: „ mogliście jechać na plażę, ale woleliście przyjechać tu i za to wam dziękuję”. Było nas tylko pięćdziesięciu i aż pięćdziesięciu. Niech jadą do Monte Carlo, biedni. Rajd Katyński to męska sprawa. Nikt łatwo nie rezygnuje. A ci, co ucierpieli? No cóż. Jak w księdze Hioba, tylko Bóg wie dlaczego doświadcza cierpieniem wybranych. Oni nie rezygnują podobnie jak biblijny Hiob.

Kończy się powoli sezon motocyklowy. Nastaną wkrótce długie zimowe wieczory. Przy ciepłym ogniu kominka i z lampką koniaku w dłoni wspominać będziemy te wspaniałe, wspólne przeżyte chwile. I pewnie gdzieś tam na kresach będą wspominać polskich motocyklistów, którzy nie pojechali na plażę, ale tam, gdzie pozostała prawdziwa Polska.

Dziękuję Ci Wiktorze z całego serca.

Uczestnik VI Rajdu Katynskiego Sławomir Iwanicki
kapt. PLL LOT, B-767 pilot

 


 

".... Tyle wspaniałych, historycznych miejsc... Tak wielu wyjątkowych ludzi, wielogodzinna jazda motocyklem, czasem tak wyczerpująca, że na drugi dzień aż nie chciało się nam wsiadac :-), niezapomniane ogniska a przy nich "wieczorne Polaków rozmowy", śpiew, śmiech, zabawa. I tych parę wzniosłych, pięknych chwil. Chwil, kiedy wszyscy oddawaliśmy hołd zamordowanym żołnierzom, Polakom, w tych wszystkich strasznych miejscach; w Katyniu, Charkowie... i choć ich garstka, to jednak to te chwile byly i będą dla mnie NAJWAŻNIEJSZE! Za każdym razem kiedy o tym myślę, a myśl ta towarzyszy mi niemal codziennie, przeżywam to jeszcze raz. Przeżywam to tak jakbym znów tam był. Jeszcze raz sluchał płomiennej przemowy ks. Marka i patrzył jak po jego policzkach spływają łzy, a głos nawet w najczulszych punktach przemowy nie drży, jest spokojny. Jakbym znów płakał, kiedy w Katyniu czarnowłosa dziewczyna grała na gitarze i śpiewała wraz z wtórującymi jej starszymi kobietami jakąś polską piosenkę z której nie zapamiętałem ani jednego słowa, czułem się jak zahipnotyzowany. Kiedy Wojtek w Kamieńcu Podolskim grał na harmonijce ustnej "Ciszę" a my w milczeniu słuchaliśmy jej... i jeszcze wiele, wiele innych. Cały czas tam z wami jestem. ZAWSZE tam z wami będę! Chciałbym podziękować wszystkim, naprawdę wszystkim uczestnikom rajdu, za to jaką atmosferę stworzyli i za to, że kazdy z nich zostawił mi coś od siebie. To miłość do ojczyzny i ...PAMIĘĆ! Trzymam to wszystko w sercu i na pewno, na pewno przekażę dalej."

Uczestnik V i VI Rajdu Katynskiego Robert Beltowski




Witam serdecznie
Moje wrażenia z Rajdu są ogromne. Wróciwszy do kraju czułem się naprawdę szczęśliwy ze mieszkam w Polsce. Wg. mnie wszystko było super. Jadąc indywidualnie na taka trasę nie zobaczył bym tylu ciekawych rzeczy i nie spotkał tylu wspaniałych ludzi. Jestem Ci bardzo wdzięczny za cały trud który włożyłeś w przygotowanie i prowadzenie Rajdu.

Andrzej

P.S. Wspólnie spędzony czas na zawsze pozostanie głęboko w mojej pamięci.

Moje wrażenia
Najprawdopodobniej nigdy tam bym nie był, a już na pewno tak nieskrępowanie ( w konwencji rajdu motocyklowego). Wszyscy się w tym połapali (bo motocykliści) i stworzyła się zgrana paka. Wrażenia i wspomnienia dużo większe niż z moich różnych autostopów sprzed 30-tu. No i cel, który w młodych latach rzadko kiedy był wzniosły, tutaj był określony precyzyjnie, a jego osiągniecie przepełnia mnie autentyczną dumą. Dlatego wyrazy uznania dla paru młodych co z nami byli i mają oszczędzone szwendanie się bez celu i satysfakcji. Mają więcej szczęścia niż ja w ich wieku, a może i rozumu. Starzy trochę jak by urwali się z domu w delegację albo do sanatorium czerpiąc wszelkie dobroci z tych odmiennych stanów. Ale tyłek odciskali na siodełku po te 500 km równo jak wszyscy, byli prymusami z historii, zawsze przygotowani dzielili się wiedzą różnoraką. Więc była to Pielgrzymka, choć nikt nie używa tego słowa. Niech ono nie wystraszy wszystkich chętnych na przyszłość, bo była też delegacja, wczasy, sanatorium i obóz harcerski. U każdego z nas proporcje różnie się układają, ale w znacznej mierze była też zaduma, świadomość dramatu i ogromu zła w miejscach, gdzie mordowani byli Nasi, pamięć i potrzeba zaświadczania o tym. Należy też potrącić Wiktora, bo to wszystko dzięki niemu. Jako znany w swoim otoczeniu legendziarz, będę miał długo o czym opowiadać. Do następnej rajzy na Wschodzie (no może Monte Cassino).

Danek - Boja


Jak wiadomo ideał nie istnieje, także mimo pewnych niedociągnięć wynikających z braku doświadczenia w organizacji tak potężnych imprez (co może się zmienić jako, że doświadczenia uczą) uważam przedsięwzięcie za wielce wartościowe. Byłem w miejscach gdzie każdy Polak przynajmniej raz w życiu być powinien, byłem w miejscach pięknych, ciekawych, poznałem interesujące postacie. Do tego zrobiłem to wszystko na motocyklu, co zwiększa wrażenia dziesięciokrotnie. Jednym słowem podpisuję się pod "Rajdem" obiema rękoma i pojadę na następny (o ile zostanę zaproszony).

Grzegorz


Zrobiłeś naprawdę wielka rzecz. To trzeba przeżyć, przejechać, aby zdać sobie sprawę z wielkości i celowości tego Rajdu. To trzeba kontynuować za wszelka cenę. Ściskam raz jeszcze

Jacek


Cześć Wiktor!
Chciałbym tobie podziękować za to ze poświęciłeś swój czas i zorganizowałeś taką imprezę w której miałem przyjemność uczestniczyć. Podczas rajdu miałem okazje przeżyć chwile: Katyń - msza, dom dziecka, powitanie na Łotwie przez Polaków i wiele innych, których nie miałbym możliwości przeżyć w innej sytuacji. Poznałem wielu ludzi z którymi spotkanie zaliczam do przyjemności i myślę ze znajomość nasza nie ograniczy tylko do rajdu. Uważam ze tworzyliśmy zgrana grupę mimo drobnych nieporozumień. Ogólnie moje wrażenia są bardzo pozytywne. Organizując taka imprezę nie da się wszystkiego przewidzieć, tak więc jest rzeczą normalną ze musza wystąpić pewne problemy i kłopoty. Jednak największą zmorą dużej grupy są różnorodne ludzkie charaktery różnie reagujące w danej sytuacji. Ja osobiście spodziewałem się że będzie gorzej pod względem wyżywienia, noclegów, toalety, a było naprawdę całkiem OK.
Pozdrawiam i do zobaczenia.

Jurek


Chwała Wiktorowi, że zorganizował ten rajd. Mam nadzieję, że następne będą pozbawione większości braków jakie nas nieco bulwersowały. Choć to czego nie można odmówić Rosji to ciągła wielka niewiadoma. Wielu wspaniałych ludzi zebrało się akurat pod berłem Wiktora i gorąco popieram Zibiego - Wiktor dla Wiktora.
Do zobaczenia.

Marek


Drogi Wiktorze
W imieniu mojego męża i swoim chciałabym Ci serdecznie podziękować za zapał i poświęcenie z jakim zorganizowałeś II MRK. Z różnych przyczyn nie mogłam w nim uczestniczyć, ale czuję, że coś mnie w życiu ominęło. Gdy Rafał wrócił do domu powiedział, że to była wspaniała przygoda. Czułam, że jest bardzo poruszony tym co przeżył i zobaczył. Byliśmy bardzo mile zaskoczeni, gdy w Starej Iwicznej otrzymaliśmy gazetę z reportażem - świetna pamiątka. Mam nadzieję, że będziesz o nas pamiętał, gdy się skrystalizują plany następnego rajdu. Może wtedy uda mi się wybrać wspólnie z Wami. Jeszcze raz dziękujemy i serdecznie pozdrawiamy.

Kinga i Rafał Przydryga

P.S. Nasz córka była zachwycona orkiestrą :))) i uroczystą odprawą wart



Katyń, Miednoje, Kozielsk, Bykownia - nazwy tych miejscowości były dla mnie obce, mimo, że mieszkałam w Związku Radzieckim i byłam jego obywatelką. O tych miejscach, i o tragicznych rozdziałach polsko - radzieckiej historii, dowiedziałam się, gdy wyjechałam z ojczystego kraju, Ukrainy, i zamieszkałam w Polsce. Podczas IV Międzynarodowego Motocyklowego Rajdu Katyńskiego miałam okazję poznać te wszystkie miejscowości, które jak dotąd były mi nieznane. Miałam okazję wstąpić na cmentarze wojenne w Katyniu, Miednoje, białoruskich Kuropatach, ukraińskim Charkowie i wraz z innymi uczestnikami Rajdu oddać hołd niewinnie pomordowanym ofiarom systemu komunistycznego. Miałam okazję zobaczyć, jak Polacy odwiedzają swoich rodaków, mieszkających w Rosji, na Białorusi i na Ukrainie. Przekonałam się, że losy tych ludzi dla wielu nie są obojętne. Dziękuje organizatorom Rajdu, za wszystko, co zobaczyłam, za ogromne przeżycia i emocje. Uważam, że takie wyjazdy są niezbędne, zarówno dla Polaków mieszkających w Polsce, jak i tych, znajdujących po drugiej stronie granicy wschodniej, którzy być może nigdy nie byli w Ojczyźnie i którzy czekają niecierpliwie na kontakty z rodakami.

Tatiana Serwetnyk


Witam
Niniejszym chcę podziękować za udział w Rajdzie Katyńskim. Sam organizowałem kilka różnych imprez motocyklowych (zloty, spotkania i rajdy), dlatego wiem, ile czasu i pracy kosztuje przygotowanie tak dużej imprezy, w nie zawsze sprzyjającym klimacie na Wschodzie. Ogromna praca ! Naprawdę warto było jechać ! Życzę powodzenia przy kolejnych edycjach Rajdu. Pozdrawiam.

Wojtek


Wiktor
Chwała Ci za to co robisz. Już od pierwszego rajdu byłem sercem z Tobą. Dopiero za czwartym razem mogłem pojechać z Wami. Dzięki Tobie spełniłem się. Wszystkie niedogodności oraz braki organizacyjne to nic!!! Jestem bardzo szczęśliwy!!! Dziękuję ci z całego serca

Wojtek, kolejarz z Rzeszowa


Witam serdecznie!!
Rajd uważam za bardzo udany. Przeżycia były niesamowite spotkania z dziećmi polskimi utkwiły mi na długo w mojej pamięci. Nie zdawałem sobie sprawy iż tęsknota za Polską może być tak silna. Rajdy takie są konieczne po to by miejsca mordów Polaków nigdy nie zostały zapomniane. Zdaję sobie sprawę z ogromu trudności przy organizacji tego typu wypraw i jestem pełen podziwu i wdzięczny, że są ludzie Twojego pokroju, którzy z pełnym zaangażowaniem oddają się sprawie. Pozdrawiam.

Cezary


Relacja Leszka Kwietnia z "IV Rajdu Katyńskiego"

W tym roku przy wsparciu magazynu "Biznes i Motocykle" wziąłem udział w "IV Międzynarodowym Motocyklowym Rajdzie Katyńskim". Oprócz organizatorów i 42 motocyklistów w rajdzie wzięli reporterzy telewizji "TRWAM" i gazety "Nasz Dziennik". W trakcie trwania rajdu oficjalnie poinformowano mnie, że jest to pielgrzymka. Nie mam nic przeciwko pielgrzymkom ale uważam, że nie tylko ja ale i inni zostali wprowadzeni mam nadzieje, nie celowo w błąd. Innymi prawami kieruje się pielgrzymka a innymi rajd. Nie wiem dlaczego w nazwie podano IV Rajd a nie VI Pielgrzymka. Nie podejrzewam organizatorów o brak odwagi aby przed zebraniem chętnych wyjaśnić prawdziwy cel wyjazdu. Sam chętnie wziąłem w niej udział i gdyby w przyszłym roku również się odbyła nie wykluczam w niej swojego udziału. Nawet ze względu na atmosferę jaką potrafił stworzyć kapelan ksiądz Roman z Łodzi. Również uczestnicy rajdu bardzo między sobą przychylni tworzyli to co pozwalało przezwyciężyć brak organizacji i dbałość organizatorów o pielgrzymów. Organizację przejazdów, wyżywienia i noclegów oceniam na zero. Wiem ,że tak krytyczna ocena spowoduje ostra dyskusję , dlatego też podam tylko przykłady:

Jadąc w czasie ulewy około 400 km do Miednoje zarządzono nocleg pod namiotami, które rozstawiano w czasie deszczu. Nie muszę tłumaczyć motocyklistom co znaczy jazda cały dzień w deszczu a potem spanie w mokrym namiocie bez możliwości chociaż częściowego wysuszenia przemoczonych ubrań. Dla mnie i kilku uczestników dziwnym wydała się ta decyzja gdyż około 1km był hotel. Tam też część uczestników uzyskała bez żadnego kłopotu nocleg w pokojach 2 osobowych z łazienką za 200 rubli czyli około 27 zł. Czy nie można było tam zakwaterować wszystkich? Tym bardziej, że zapewniono ochronę motocykli. Drugi przykład - z Miednoje jedziemy w dalszym ciągu w deszczu. Część grupy rezygnuje z wjazdu do Moskwy. Między innymi komandor Rajdu-Pilegrzymki. Znajduje On motel. Po uzyskaniu informacji o jego położeniu sam wraz z księdzem Romanem szukamy motelu przez 1,5 godziny w strugach deszczu i tylko dzięki spotkaniu miejscowego mieszkańca trafiliśmy tam. Inni nie mieli takiego szczęścia i spali w innych hotelach. Wystarczyło na stacji benzynowej po drugiej stronie autostrady postawić motocykl lub zostawić informację. Są to może w perspektywie czasu drobne szczegóły, lecz w czasie kiedy dotyczą uczestnika, który mokry w nocy nie ma gdzie się podziać jest to na pewno problem. Inna nieprzyjemna sprawą było niewątpliwie zachowanie części uczestników w czasie zorganizowanego przyjęcia na cześć naszego przyjazdu przez motocyklistów Charkowa. Motocykliści z Charkowa przygotowali dla nas przyjęcie na którym nie zabrakło napojów, piwa i jedzenia w tym gorące danie. Część uczestników ostro zabrała się do konsumpcji i po krótkim czasie okazało się, że przy stole są sami goście a gospodarze przyglądali się tej uczcie stojąc opodal nie zapraszani do stołu. Szkoda, że niektórzy uczestnicy tej biesiady nie zdawali sobie sprawy z faktu znajomości polskiego przez niektórych motocyklistów z Charkowa. Pozwoliłoby to na im na ograniczenie swych wypowiedzi niejednokrotnie w tzw. nieocenzurowanym języku. Uważam, że należy przesłać motocyklistom z Charkowa słowa podziękowania i przeproszenia co niniejszym czynię. Są to fakty. Może ktoś z uczestników rajdu-pielgrzymki zechce napisać cos więcej.


WASZE KOMENTARZE

Oczywiście rajd.

Byłem na tym rajdzie uważam, że ocena nazbyt niekorzystnie odzwierciedla atmosferę i organizację. Dla niezadowolonych polecam wycieczki z niemieckich firm specjalizujących się w tego rodzaju wyprawach. Kogo z nas będzie na to stać. Będzie za to profesjonalnie i dopięte na ostatni guzik. Pozdrowienia dla wszystkich uczestników. Podziękowania dla Komandora Rajdu - Wiktora i NASZEGO Marka Harasimiuka.

Franek


Nieistotne

A czy za lat kilka na wspomnienie rajdu ktoś z nas będzie pamiętał o dwóch godzinach stania bez sensu na stacji benzynowej?? Myślę ze nikt. Będziemy pamiętać piękne i zmuszające do zadumy miejsca, ciekawych ludzi, których poznaliśmy (i swoja droga niezłe imprezy :) ). tak wiec główny cel rajdu został spełniony. Chwała za to Wiktorowi i wszystkim uczestnikom (bo to oni tworzą ta niepowtarzalna atmosferę) i przestańcie rozstrząsać jak to nazwać, co poprawić itd. bo i tak założę się, że każdy z was już szykuje się do wyjazdu za rok :). Pozdrawiam wszystkich uczestników IV.

Natalia

 



OPINIE UCZESTNIKÓW V RAJDU MOTOCYKLOWEGO 

"Wrażeń moich nie sposób opisać, pozostaną na długo w mojej pamięci. Rajd był dla mnie swoistymi rekolekcjami patriotycznymi, niesamowita, wzruszająca lekcja historii, wspaniali, naprawdę wspaniali ludzie – to wszystko bardzo wzmocniło moją wiarę w Polaków, którą mocno nadwątliła propaganda „rodzimych” środków masowego przekazu (...widocznie komuś zależy na pozbawieniu nas świadomości narodowej). Dlatego właśnie zachęcałbym wszystkich, szczególnie młodych, ludzi do uczestnictwa w tym rajdzie – żeby mieli siłę dostrzec i przeciwstawić się prądowi telewizyjno-prasowego ścieku."
Marcin

 



"(...) goraco dziękuję za to, że mogłem uczestniczyć w tak wspaniałym wydarzeniu. Na Rajd jechałem z bardzo mieszanymi uczuciami. Jak to będzie? Przecież nikogo nie znam a do tego mam zaledwie 19 lat. Te odczucia runęły już w pierwszym dniu. Od razu zobaczyłem, że uczestnicy rajdu to wspaniałe osoby, mające jeden wspólny cel - uczczenie naszych rodaków bezprawnie zamordowanych przez NKWD. Cały wyjazd przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Nie spodziewałem się, że podczas tak długiej podroży można każdą chwilę wspominać jako coś wspaniałego. Pomimo trzech przykrych zdarzeń V Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński będę wspominał przez długie lata."
Michal Szeliga

 



"Oglądając zdjęcia z IV edycji i słuchając opinii niektórych uczestników domyślałem się, że jest to fajne wydarzenie, ale nie wiedziałem, że aż tak. Niezapomniana lekcja historii, wrażenia i przeżycia odbierające mowę, spotkania z Rodakami i miejscowymi życzliwymi ludźmi, chwile zadumy, śmiech, łzy.. . Być może liczba uczestników tym roku nie była duża, ale tylu sympatycznych i wartościowych ludzi nie udało mi się jeszcze poznać w tak krótkim czasie. Dzięki Wam za wszystko."
Przemek

 



"To był wspaniały rajd. Byłem pierwszy raz. Marzyłem, aby tam pojechać. Rajd ani trochę nie zawiódł moich oczekiwań. Jeszcze długo będę go wspominał i nim żył. Oczywiście, na pewno jeszcze pojadę. Wszystkich patriotów-motocyklistów gorąco zachęcam. Nigdzie nie spotkacie tylu pokrewnych dusz. Nigdzie na motocyklu nie zaczerpniecie tyle Polski, ile możn jej znaleźć na kresach. Każdy z nas przywiózł stamtąd coś w sercu. Coś, czego nie da się przekazać słowami. Dziękuje wszystkim za mile i pożytecznie spędzony czas. "

Marek Nowak

 



"V Rajd Katynski po raz kolejny udowodnił jak niezwykle ważne są spotkania Polaków z rodakami mieszkającymi na wschodzie. Ci ludzie nieustannie czekają na cząstkę polskości, którą motocykliści zabierają ze sobą i przekazują krajanom, zamieszkałym tysiące kilometrów od Ojczyzny. Godna podziwu i naśladowania jest przyjazna atmosfera Rajdu, solidarność w trakcie podróży, a przede wszystkim - pragnienie odwiedzić rodaków i oddać hołd polskim ofiarom reżimu stalinowskiego w rosyjskim Katyniu i Miednoje, białoruskich Kuropatach i ukraińskim Charkowie. Emocje, związane z Rajdem Katyńskim, na długo pozostają w pamięci. Dziękuję z całego serca."
Tatiana Serwetnyk

 



"To byla moja motocyklowa inauguracja – pierwszy motocykl posiadam od marca 2005 roku. Niestety, po przejechaniu ponad połowy trasy, z powodu jeszcze małego doświadczenia, uległem drobnemu wypadkowi w Odessie (szyna tramwajowa, złamany obojczyk) i byłem zmuszony przerwać rajd i wrócić do Polski. Niesamowite przeżycia jakich mogłem doświadczyć dzięki Wiktorowi i jego wyprawie, tak patriotyczne jak i czysto motocyklowe oraz ludzie jakich tam poznałem powoduje, iż nie mogę już doczekać się kolejnych wyjazdów - oczywiście na dwóch kółkach! Chyba nigdy nie zapomnę, gdy w szyku prawie 40 motorów, przy łopocie prawie 40 polskich flag, jadąc w większości przez historycznie polskie ziemie, czuliśmy się jak kawaleria, jak niepokonana kiedyś husaria, czuliśmy, że niesiemy ze sobą część Rzeczypospolitej... Wspaniałe, niezapomniane uczucie!."
Piotr

 



"(...) Gdyby w dzień powrotu do domu ktoś zaproponował mi tą samą trasę, potrzebowałabym kilku godzin na przepakowanie rzeczy i ewentualnie kąpiel, i ani chwili więcej, żeby wsiąść na motocykl i ruszyć w drogę. Niepowtarzalne przeżycie. Najwspanialsze podróż poślubna, jakiej mogłam sobie życzyć. Jeśli chodzi o tak często poruszaną sprawę organizacji, to szczerze mówiąc cudowne towarzystwo na rajdzie, miejsca, zdarzenia, poznani ludzie - to wszystko przesłoniło mi jakiekolwiek niedociągniecia. Zresztą, doskonałość wyklucza przygodę. A tej właśnie oczekiwałam. W tej sprawie mam jedną tylko sugestię. Organizowanie takiego rajdu i potem sprawowanie pieczy podczas całej trasy to ogromna praca i odpowiedzialność. Uważam, że można podzielić część zadań na uczestników, szczególnie młodych. Może usprawniłoby to organizacje szczególnie podczas nieprzewidzianych zdarzeń. No i wspólna odpowiedzialność z pewnoscią jest zdrowa i pozadana, kiedy grupa ludzi jest zdana na siebie nawzajem w nietypowych warunkach. Dziękuję wszystkim za wspaniałe towarzystwo, bardzo sobie cenię znajomość tylu wartościowych, mądrych osób. Pozdrawiam serdecznie i mam nadzieję, że bęzie mi dane spędzić jeszcze czas z Wami. "
Paulina

 



".... Tyle wspaniałych, historycznych miejsc... Tak wielu wyjątkowych ludzi, wielogodzinna jazda motocyklem, czasem tak wyczerpująca, że na drugi dzień aż nie chciało się nam wsiadac :-), niezapomniane ogniska a przy nich "wieczorne Polaków rozmowy", śpiew, śmiech, zabawa. I tych parę wzniosłych, pięknych chwil. Chwil, kiedy wszyscy oddawaliśmy hołd zamordowanym żołnierzom, Polakom, w tych wszystkich strasznych miejscach; w Katyniu, Charkowie... i choć ich garstka, to jednak to te chwile byly i będą dla mnie NAJWAŻNIEJSZE! Za każdym razem kiedy o tym myślę, a myśl ta towarzyszy mi niemal codziennie, przeżywam to jeszcze raz. Przeżywam to tak jakbym znów tam był. Jeszcze raz sluchał płomiennej przemowy ks. Marka i patrzył jak po jego policzkach spływają łzy, a głos nawet w najczulszych punktach przemowy nie drży, jest spokojny. Jakbym znów płakał, kiedy w Katyniu czarnowłosa dziewczyna grała na gitarze i śpiewała wraz z wtórującymi jej starszymi kobietami jakąś polską piosenkę z której nie zapamiętałem ani jednego słowa, czułem się jak zahipnotyzowany. Kiedy Wojtek w Kamieńcu Podolskim grał na harmonijce ustnej "Ciszę" a my w milczeniu słuchaliśmy jej... i jeszcze wiele, wiele innych. Cały czas tam z wami jestem. ZAWSZE tam z wami będę! Chciałbym podziękować wszystkim, naprawdę wszystkim uczestnikom rajdu, za to jaką atmosferę stworzyli i za to, że kazdy z nich zostawił mi coś od siebie. To miłość do ojczyzny i ...PAMIĘĆ! Trzymam to wszystko w sercu i na pewno, na pewno przekażę dalej."
Uczestnik V i VI Rajdu Katynskiego Robert Beltowski

 



"(...)   Pytam jedną z pań:
- Dlaczego zostaliście tutaj? Dlaczego nie chcieliście wracać do Polski? A ona na to,
- Do Polski? A gdzie ta Polska jest tak naprawdę? Dla mnie zawsze tutaj była moja Polska. Widzisz tą resztkę nagrobka młody człowieku?
- Widzę - odpowiadam niepewnie.
- Tutaj leży moja matka.
- A w tym miejscu - odzywa się druga kobieta - leży mój ojciec zamordowany przez NKWD w 1963r. czyli w tym roku kiedy NKWD zdewastowało polski cmentarz.
- To był straszny rok dla Polaków - stwierdza starszy gość w opasce białoczerwonej z czarnym napisem AK.
Aż do opuszczenia cmentarza nie odezwałem się już ani słowem. Mam nadzieje że moje milczenie było wymowne. Mam nadzieję, że zrozumieli, że ja zdałem sobie sprawę z tego, czym dla nich jest ta ziemia. Mam nadzieję!"
Zły Bob - www.motowyprawy.krv.pl

 




Zapraszamy uczestników Rajdów Katyńskich do zamieszczania swoich opinii, zwłaszcza krytycznych, bo tylko takie pomogą przy organizowaniu kolejnych Rajdów.