PONARY - miejsce "ludzkiej rzeźni"

prof. UG dr hab. Piotr Niwiński, Instytut Politologii Uniwersytet Gdański

 

Ponary – miejsce „ludzkiej rzeźni”

Ponary – to miejsce specyficzne. Nieznane bliżej zarówno polskiemu jak i szerszemu społeczeństwu a jednocześnie symbolizujące wielka tragedie i okrucieństwo. Przez lata zakłamywane, spychane do niepamięci przez równie wielkie tragedie jak Auschwitz, Dachau, Stutthoff. Zakłamywane przez totalitarny reżim sowiecki, zapominane przez naszych sąsiadów Niemców, Austriaków (obywateli III Rzeszy) czy Litwinów. Po siedemdziesięciu latach od rozpoczęcia kaźni na niesamowitą skalę, czas przywrócić prawdziwą pamięć o wileńskich Ponarach.


Wilno i Wileńszczyzna to ziemie przez setki lat będące najpierw trzonem Wielkiego Księstwa Litewskiego, wchodzącego w skład Rzeczypospolitej Obojga Narodów a następnie, po 1918 roku, stanowiące tzw. Kresy północno-wschodnie II Rzeczypospolitej. W tym okresie, w dwudziestoleciu międzywojennym, miasto Wilno stało się przyczyną poważnego konfliktu pomiędzy nowo powstałą Republiką Litwy a Rzeczpospolitą Polską, co przełożyło się na niechęć czy nawet wrogość wzajemną społeczeństw obu krajów.

Teren Wileńszczyzny zamieszkany był przez kilka narodowości, z których dominującą - blisko 70% - stanowili Polacy. Drugą w kolejności narodowość stanowiła mniejszość litewska, około 18%. Pozostałe składowe tworzyła przede wszystkim ludność białoruska i żydowska. Wileńszczyznę zamieszkiwały także niewielkie grupy Rosjan, Karaimów czy Tatarów.

Inna struktura narodowościowa istniała na terenie samego miasta. Zamieszkane było głównie przez ludność polską - ponad 60%. Drugą pod względem narodowości grupę stanowili Żydzi – blisko 34%. Litwini stanowili zaś w mieście niecałe 0,7% mieszkańców. To stanowiło o polskości nie tylko miasta ale i całej Wileńszczyzny. W Wilnie mieszkała bowiem blisko 1/6 mieszkańców województwa, to tam skupiała się władza, tutaj mieszkały i tworzyły się elity intelektualne czy polityczne. Takie postrzeganie przez stronę polską etniczności tych ziem – „polskości Wileńszczyzny”, budziło jednak sprzeciw u rodzącego się narodu i państwa litewskiego.[1]

Wilno i Wileńszczyzna bowiem to ziemie historycznie bliskie zarówno Polakom jak i Litwinom. Dla Litwy to historyczna stolica ich państwa, ziemia gdzie narodziła się władza Wielkich Książąt Litewskich, gdzie istniał odrębny od polskiego aparat administracyjny, gdzie Litwini zachowali samodzielność nawet w czasach unii z Polską. To „macierz” ich odrębności narodowej i państwowej.

Z kolei Polacy uważali Wileńszczyznę za integralny element ziem polskich. W naszej historii Wilno pojawiało się jako ziemia związana z polską państwowością. Faktycznie ziemie te zostały w ciągu wieków w dużej mierze spolonizowane. Po uniach polsko-litewskich granica cywilizacji zachodniej przesunęła się na wschód, obejmując swoimi wpływami także Litwę. Językiem urzędowym, obok łaciny i języka ruskiego stał się polski, którym posługiwała się głównie szlachta. Religią dominującą była religia katolicka. To tutajrodzili się i mieszkali wielcy Polacy: Adam Mickiewicz, Joachim Lelewel, Józef Piłsudski. Te wydarzenia doprowadziły do sytuacji, w której Wilno i Wileńszczyzna stały się ziemiami utożsamianymi z Polską.

Kiedy na początku XX wieku tworzyło się państwo litewskie, szukało ono swojej tożsamości w odrębności od polskości. Nowe elity tego państwa uważały Polskę za swojego najważniejszego wroga, który w sytuacji nawiązania jakichś zrębów współpracy mógł „przytłoczyć” swoją kulturą nowe państwo litewskie, „spolonizować” je ponownie.

Taka postawa doprowadziła w efekcie do wrogich stosunków międzypaństwowych. Brak akceptacji ze strony rządu litewskiego do przeprowadzenia plebiscytu na Wileńszczyźnie, zgodnie z przyjętym podczas konferencji wersalskiej kryterium etniczności, doprowadził do bolesnego rozwiązania. W 1920 roku Wilno i Wileńszczyzna zostały zbrojnie zajęte przez armię polską. Doprowadziło to do całkowitego zerwania stosunków pomiędzy państwami, nawiązanych ponownie dopiero w 1938 roku pod silnym polskim naciskiem.[2]


Początek II wojny światowej przyniósł Polsce przegraną wojnę obronną we wrześniu 1939 roku. Zaatakowana przez dwóch potężnych sąsiadów, III Rzeszę Adolfa Hitlera i Związek Sowiecki Józefa Stalina, Polska znalazła się pod okupacją. Blisko połowa ziem naszego kraju została, wbrew wszelkim umowom międzynarodowym (choćby Konwencji Haskiej z 1907 roku), zaanektowana przez sowietów. Reszta ziem została wcielona do III Rzeszy lub objęta władzą okupacyjną (tzw. Generalne Gubernatorstwo). Niewielka część ziem została zaanektowana przez Republikę Słowacką. Było to efektem porozumienia sowiecko-niemieckiego, bazującego na tzw. Pakcie Ribbentrop-Mołotow.

Jednocześnie realizując swoje długoterminowe plany, Związek Sowiecki przekazał Litwie w październiku 1939 roku Wilno wraz z częścią Wileńszczyzny w zamian za udostępnienie baz na terytorium tego kraju. Litwini wyrazili zgodę, widząc w tym realizację wieloletnich zabiegów politycznych. Otrzymane ziemie oficjalnie wcielono do Republiki Litewskiej. Dla Polaków na tych ziemiach zakończyła się pierwsza, krótka choć bardzo brutalna okupacja.

Okupacja litewska Wilna i części Wileńszczyzny początkowo przebiegała łagodnie. W stosunku do internowanych oficerów i żołnierzy Wojska Polskiego nie stosowano nadmiernych represji, niezbyt przeszkadzając w ich ucieczkach z miejsc odosobnienia i próbach wyjazdu do Francji czy Anglii.

Jednak już w listopadzie 1939 roku zaczął się intensywny i bolesny dla Polaków proces litwinizacji. Agresywnie stosowana polityka likwidowania wszelkich przejawów polskości (łącznie z nabożeństwami, bibliotekami czy szkolnictwem) spowodowała wzrost wrogości pomiędzy Polakami i Litwinami. Wprowadzono nową ustawę o obywatelstwie, w wyniku której w Wilnie, na około 270 tysięcy mieszkańców 150 tysięcy stało się nagle „obcokrajowcami” we własnym mieście tracąc prawo do obywatelstwa, co skutkowało z kolei stratą pracy i brakiem wielu podstawowych praw.Pod względem intensywności represji w dalszym ciągu była to okupacja dość łagodna (choć aresztowano około 1500 Polaków), pozwalająca na tworzenie zrębów konspiracji, przyszłego Polskiego Państwa Podziemnego. Była jednak bardzo dokuczliwa w codziennym życiu.[3]


Zmianę sytuacji zarówno polskiej jak i litewskiej ludności przyniosła nowa sowiecka okupacja. W czerwcu 1940 roku Związek Sowiecki zaanektował republiki nadbałtyckie, wprowadzając rządy bezwzględnego terroru. Liczne aresztowania i masowe deportacje (w samym Wilnie deportowano 5000 Polaków, drugie tyle aresztowano) zawiesiły częściowo polsko-litewski spór. Oba narody traktowane były przez nowego okupanta jednakowo okrutnie. Różnica w oporze przeciw sowieckiemu okupantowi polegała na różnie ukierunkowanych nadziejach na wyzwolenie. Polacy, walczący od samego początku wojny u boku Wielkiej Brytanii i Francji, liczyli na oswobodzenie Polski po pokonaniu Niemiec i zmuszeniu Związku Sowieckiego do ustąpienia z bezprawnie zajmowanych ziem. Z kolei Litwini nadzieję na wolność widzieli w wojnie niemiecko-sowieckiej, gdzie mogliby stać się sojusznikami III Rzeszy.[4]

Te nadzieje sprawdziły się tylko częściowo w czerwcu 1941 roku, po faktycznym wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej. Wkraczający do Wilna niemieccy żołnierze przynosili ze sobą co prawda wyzwolenie od sowieckiego terroru, ale jednocześnie przynosili terror we własnym wydaniu. Nie zezwolono na odbudowę litewskiego państwa, mimo zaangażowania Litwinów, prowadzących nawet walkę zbrojną z wycofująca się Armią Czerwoną. Ustanowiono niemieckie wojskowe władze administracyjne.


Jednak już od początku okupacji nowe władze oparły się na żywiole litewskim, starając się wykorzystać go do kampanii antypolskiej i antyżydowskiej. Uznano powstały w tym czasie Komitet Obywatelski Litwy reprezentujący interesy litewskie (przy braku uznania jakiejkolwiek organizacji ze strony polskiej), oddano Litwinom władzę samorządową i w dużej mierze także policyjną.

Administracja, obsadzona po raz kolejny przez Litwinów, dyskryminowała Polaków, usuwając ich z wszystkich odpowiedzialnych stanowisk i określając ponownie jako „obcokrajowców”. Językiem urzędowym obok niemieckiego został język litewski. Również represje wobec Kościoła, stosowane przez Niemców i Litwinów, miały doprowadzić do jego zlitwinizowania. Prześladowano także polską inteligencję, w tym całą kadrę naukową Uniwersytetu im. Stefana Batorego.

Po ogłoszeniu poboru na roboty przymusowe w Niemczech, wileńskie Biura Pracy (obsadzone niemal wyłącznie przez Litwinów), wyznaczały na wyjazd młodzież polską. Nowo wydane prawa administracyjne również preferowały interes litewski. Swobodne „żonglowanie” tymi prawami umożliwiało zajęcia każdego mienia polskiego (sklepów, mebli, domów) przez Litwinów.[5]

Władze niemieckie zezwoliły na odbudowanie formacji litewskiej policji porządkowej i litewskiej służby bezpieczeństwa (Saugumo policija – zwanej popularnie Saugumą), odpowiedzialnych wspólnie z niemieckim aparatem terroru za pilnowanie ładu okupacyjnego. Szczególną rolę w tych formacjach odgrywali członkowie przedwojennej organizacji paramilitarnej pod nazwą Związek Strzelców Litewskich (Lietuvos Šaulių Sajunga), cechującej się silnym nacjonalizmem oraz antysemityzmem i antypolonizmem. Dlatego też w polskiej świadomości okupacja Wileńszczyzny w latach 1941-1944 roku istnieje jako okupacja niemiecko-litewska.

Realia życia na Wileńszczyźnie pod nową okupacją były równie tragiczne, jak w innych częściach Polski. Szczególnie przerażająco wyglądała sytuacja mieszkańców narodowości żydowskiej, pozbawionych wszelkich praw i skazanych na zagładę. Już w pierwszych dniach po wejściu Niemców doszło do pogromów i masowych mordów. Dużą rolę odegrali tutaj Litwini, którzy czynnie wspomagali wchodzące wojska niemieckie, prowadząc działania dywersyjne a następnie zabijając zarówno przedstawicieli władz komunistycznych, którzy nie zdołali uciec jak i Żydów, oskarżanych o współprace z sowieckim okupantem. Także w późniejszym okresie oddziały policyjne, złożone z Litwinów dokonywały masowych mordów na ludności żydowskiej m.in. w Niemenczynie, Nowej Wilejce, Oranach, Jaszunach, Ejszyszkach, Trokach czy Święcianach.

Niemal natychmiast utworzono getta, separując ludność żydowską. Warunki w nich były podobnie nieludzkie jak i na pozostałym terytorium okupowanej Polski. W wileńskim gettcie znalazło się do 70 tys. osób. Polskie podziemie starało się pomagać  w miarę swoich możliwości. Prowadzono konspiracyjną opiekę sanitarną, przerzucano środki czystości, lekarstwa i żywność. W wielu wypadkach aranżowano także ucieczki, zapewniając przy tym opiekę uchodźcy. Na terytorium getta przerzucano także prasę konspiracyjną.

Pomoc była jednak ograniczona realnymi możliwościami. Mimo, iż siły polskiego podziemia na Wileńszczyźnie liczy się na 10 tys. osób (w szczytowym momencie rozwoju), słabo uzbrojone (wyłącznie w zdobyczną broń) nie było w stanie intensywnie przeciwstawić się zagładzie ludności żydowskiej. W początkach września 1943 roku Niemcy oraz wspomagające ich policyjne jednostki litewskie dokonały ostatecznej likwidacji getta w Wilnie.[6]

Także sytuacja ludności narodowości polskiej była dramatyczna. Do brutalnej polityki niemieckiej doszedł bowiem konflikt z Litwinami. Do najtragiczniejszych wydarzeń doszło w maju 1942 roku w Święcianach, kiedy to policja litewska pod komendą Jonasa Maciulevičiusa rozstrzelała co najmniej 450 Polaków. Do podobnych zdarzeń, choć na mniejszą skalę dochodziło jeszcze wiele razy. M.in. 20 czerwca 1944 roku oddział litewskiej policji z 258 batalionu spacyfikował majątek Glinciszki, zabijając 39 osób, w tym czworo małych dzieci w wieku od 3 do 5 lat i czworo ludzi starych od 63 do 84 lat. W odwecie polskie jednostki partyzanckie dokonały rajdu odwetowego i we wsi Dubinki, skąd głównie pochodzili litewscy policjanci, przeprowadziły pacyfikację, ofiarami której stało się 27 osób.

Wiele obaw polskiej konspiracji wzbudziło powołanie przy boku armii niemieckiej jednostek litewskich pod dowództwem gen. Povilasa Plechaviciusa pod nazwą Litauische Polizeibataillone (litewska nazwa brzmiała Lietuvos Vietine Rinktine - LVR). Formalnie miały być jednostkami broniącymi Litwy przed zbliżającą się Armią Czerwoną ale ich rozmieszczenie na Wileńszczyźnie powodowało obawy kierownictwa polskiego podziemia, iż zostaną wykorzystane do wyniszczenia polskiej ludności. W efekcie, skoncentrowane polskie oddziały partyzanckie rozbiły litewską formację w jednej z największych bitew partyzanckich, 13 maja 1944 r. pod Murowana Oszmianką. Reszta litewskich oddziałów została przez Niemców rozwiązana i wcielona do batalionów roboczych a opornych rozstrzelano na Ponarach.[7] A to właśnie Ponary stały się symbolem tragicznych chwil w stosunkach polsko-litewskich.


Ponary (po litewsku Paneriai) to obecnie dzielnica Wilna. W pierwszej połowie XX wieku była to jednak podwileńska miejscowość, uznawana przez mieszkańców miasta za ustronne, ciche letnisko. Tzw. Wzgórza Ponarskie pokryte były sosnowymi lasami, poprzecinanymi torami kolejowymi i szosą prowadzącą z Wilna do Grodna. Właśnie to ukształtowanie, bliskość linii kolejowych (odległa o 300 metrów stacja kolejowa Wilno-Ponary) i szosy oraz nieliczna drewniana zabudowa, często wypoczynkowa, spowodowały iż sowiecki okupant wybrał to miejsce na bazę paliw płynnych dla Armii Czerwonej. Miała to być baza na szczeblu co najmniej armii a może i frontu, którym miała zapewnić zaopatrzenie w paliwo sowieckie samoloty przygotowywane do uderzenia na Europę.

Rozpoczęte z początkiem 1941 roku prace budowlane doprowadziły do wykopania 7 olbrzymich dołów o średnicy na powierzchni od 27 do 39 metrów zaś na spodzie około 8 metrów i głębokości ponad 5 metrów. Pomiędzy dołami poprowadzono rowy, przeznaczone na rury łączące budowane zbiorniki. Doły miały w ostatecznym kształcie zostać ocembrowane ciosanymi kamieniami i wyłożone blachą stanowiącą wewnętrzne ściany zbiornika. Do czasu wybuchu wojny zdołano wykończyć częściowo tylko dwa zbiorniki. Cały obszar bazy, obejmujący ponad 5 km2, został otoczony wysoką na 4 metry metalowa siatką zwieńczoną drutem kolczastym.[8]

Kiedy Wileńszczyzna znalazła się pod okupacją niemiecką, nowe władze uznały to miejsce za teren odpowiedni do przeprowadzania na nim masowych egzekucji. Zwyciężyła pragmatyka. Wykopane doły nadawały się na masowe groby. Odpowiednia odległość od większych skupisk ludzkich i zalesienie terenu zapewniały częściową dyskrecję – huk strzałów był stłumiony. A jednocześnie bliskość linii kolejowej i szosy pozwalały na sprawny transport osób przeznaczonych do zagłady.

Wzdłuż istniejącego ogrodzenia założono najprawdopodobniej pola minowe, w każdym razie takie oznaczenia znalazły się na okalającym dawną bazę płocie. Całość była strzeżona przez wartowników, bezwzględnie używających broni w stosunku do wszystkich, którzy nawet zbliżali się do ogrodzonego obszaru.

Pierwszych egzekucji na Ponarach, sowieckich jeńców oraz pierwszych grup ludności narodowości żydowskiej, dokonały niemieckie oddziały podległe Einsatzgruppen (Grupy Operacyjnej) – tzw. Einsatzkommando 3a (oddział operacyjny 3a) dowodzony przez SS-Obersturmführera Ericha Wolffa juz na początku lipca 1941 roku. Były to oddziały sformowane jeszcze przed rozpoczęciem walk, mające „oczyścić zaplecze frontu z elementu szkodliwego – komunistów i Żydów”. Według niepełnych danych, przez pierwsze dwa tygodnie okupacji zamordowały one blisko 5 tys. Żydów a także bliżej nieustalona liczbę sowieckich jeńców. Wkrótce oddział ten ruszył jednak dalej, za frontem, aby kontynuować swoją bestialska działalność.[9]


Niemal natychmiast jednak utworzono na jego miejsce specjalny oddział, mający zajmować się masowymi egzekucjami. W nomenklaturze niemieckiej nazwany on został Sonderkommando der Sipo und SD. Jego organizatorem i zwierzchnikiem ze strony niemieckiej był funkcjonariusz SD (niemiecka służba bezpieczeństwa) Martin Weiss. Zwerbował on wśród masowo zgłaszających się do służby policyjnej Litwinów pierwszych członków oddziału. rekrutujących się głównie z organizacji Lietuvos Šaulių Sajunga, zwanych potocznie „szaulisami”. Ich dowódcą został początkowo Juzoas Šidlauskas a po nim Balys Norvaiša – byli oficerowie armii litewskiej. Pod koniec 1943 roku dowództwo przejął były sierżant litewskiej armii Jonas Tumas.

Na początku, w lipcu 1941 r., oddział ten liczył zaledwie 50 ochotników, lecz w niedługim czasie rozrósł się do kilkuset żołnierzy i oficerów. Składał się niemal wyłącznie z młodzieży litewskiej, choć w jego skład weszło też czasowo trzech Polaków i kilku Rosjan. Językiem obowiązującej komendy był język litewski a jego nazwa po litewsku brzmiała Ypatingasis Būrys (pełna nazwa Vokiečių Saugumo policijos ir SD ypatingasis būrys - Specjalny Oddział SD i Niemieckiej Policji Bezpieczeństwa). Z czasem otrzymał też wśród polskiej ludności pogardliwą nazwę „strzelców ponarskich”.

Umundurowanie członków oddziału składało się w pierwszym roku jego istnienia z sortów mundurowych litewskiej armii: spodnie bryczesy koloru szarego, buty z cholewami, zielona bluza wojskowa, zielony płaszcz i czapka polowa litewskiej armii. Członkowie oddziału nosili tez insygnia przedwojennej armii litewskiej – Pogoń. W 1942 roku oddział został przemundurowany w zielone sorty mundurowe, rude koszule i okrągłe czapki z trupią główką.

Za pełnioną służbę żołnierze i oficerowie otrzymywali zróżnicowane wynagrodzenie, ale z reguły dość niskie. Wytworzyło to tolerowany przez przełożonych mechanizm handlowania rzeczami zabranymi osobom rozstrzeliwanym. Jednocześnie przydzielano dodatki funkcyjne w postaci wódki i papierosów. Uzbrojenie oddziału składało się z przejętej przez Niemców broni sowieckiej.[10]

Zadaniem oddziału miało być prowadzenie służby wartowniczej w getcie wileńskim, w niektórych budynkach policyjnych na terytorium Wilna oraz w miejscu kaźni na Ponarach. Ale jego podstawowym celem istnienia było przeprowadzanie egzekucji. Ze względu na brak doświadczenia  w prowadzeniu tego typu kaźni, system wykonywania egzekucji z czasem się zmieniał. Był modyfikowany. Początkowo duże grupy skazanych na śmierć przywożono samochodami lub transportem kolejowym. Ustawiano je nad istniejącymi dołami i rozstrzeliwano z ustawionej broni maszynowej. Nie gwarantowało to jednak śmierci wszystkich, a jednocześnie pochłaniało dużą ilość amunicji. Zdarzało się bowiem, szczególnie w tym pierwszym okresie, że po jakimś czasie ranne osoby wydostawały się z dołów śmierci.


Zmodyfikowano więc już po kilku tygodniach sposób mordowania. Na miejsce kaźni przyprowadzano niewielkie, dziesięcioosobowe grupy skazańców. Musieli się rozebrać z wierzchniego ubrania, a następnie musieli stanąć twarzą do dołu, plecami do plutonu egzekucyjnego. Naprzeciw nich stało dziesięciu „strzelców”. Większe dzieci stały w szeregu z dorosłymi, a małe były trzymane przez matki na rękach. W tym drugim wypadku jeden strzelec przypadał na matkę a drugi na dziecko. Czasami dla „zaoszczędzenia” amunicji małe dzieci wrzucano żywcem do dołów.

Skazańców następnie mordowano z broni długiej bądź krótkiej pojedynczymi strzałami. Aby mieć pewność co do skuteczności strzałów, szkolono wcześniej egzekutorów. Jeden ze świadków zbrodni Stanisław Chomiczewski opisywał: „przed rozstrzelaniem oficer pokazywał plansze z sylwetką człowieka, na której zaznaczone były miejsca, gdzie są umiejscowione ważne dla życia organy, w które mieli celować żołnierze biorący udział w egzekucji. Po oddaniu salwy przez pluton egzekucyjny oficer podbiegał do ofiary i sprawdzał celność strzałów, zgodnie z wcześniejszymi instrukcjami”.[11] Jeśli któryś z mordowanych dawał oznaki życia, musiał dobijać go ten strzelec, który wcześniej do niego celował.

Trupy wpadały do dołów tworząc warstwy z poszczególnych egzekucji. Poszczególne warstwy posypywano następnie warstwą wapna, fosforu i ziemi. Ze względu na głębokość dołów, zapełniał się on ciałami dopiero po większej ilości egzekucji. Takie nagromadzenie trupów było jednak powodem obaw władz niemieckich, obawiających się wybuchu epidemii. Dlatego co pewien czas posypywano zapełnione już doły dodatkowo wapnem i narzucano nową warstwę ziemi.

Jednocześnie, z pragmatycznych powodów, chęci wykorzystania do maksimum miejsca na groby, po jakimś czasie zbudowano nad dołami kaźni rodzaj specjalnego pomostu. Prowadził on kilkanaście metrów w głąb dołu. Ta zakończona ślepo kładka (typu trampoliny) służyła także do rozstrzeliwań. Skazanych wpychano na kładkę, a po przejściu w odpowiednie miejsce byli zabijani. W ten sposób ciała wypełniały też równo środek dołu kaźni a nie tylko obrzeża.

Tymczasem reszta oczekujących na śmierć stała w długiej kolumnie. Utrzymanie porządku wśród nich zapewniano poprzez zastraszanie. Służyły do tego gumowe pałki, którymi przez okres oczekiwania na egzekucję bito skazańców. Osłanianie się przed razami powodowało skupianie się na obecnej chwili, odciągało od myśli o ucieczce.  Podobną rolę pełniły psy.

Jeden z anonimowych świadków takiego postępowania, złożył polskiemu podziemiu relację: „Niemcy i szaulisi puścili psy na nich, ludzi męczyli, bo nie mieli czym obronić się, ręce mieli związane z tyłu. Psy rwały ich ciało. A oni tak się śmiali jak maszynowe karabiny.”[12]

Jednocześnie wprowadzono zasadę okradania skazanych z ubrań i kosztowności, którymi „strzelcy ponarscy” następnie handlowali. Każda grupa osób, przyprowadzona z oczekującej kolumny nad dół śmierci musiała się rozebrać. Wyrywano wtedy też złote zęby i zdejmowano złote koronki nazębne. Oprawcy formalnie byli zobowiązani przekazywać Niemcom znalezione przy ofiarach pieniądze, złoto i inne drogocenne przedmioty, które miały być wywożone do Rzeszy. Jednak z obowiązku tego wywiązywali się niechętnie i niedokładnie. Twierdzili, że za gorliwą służbę należy im się nagroda w postaci kosztowności znalezionych przy ofiarach.

W tej sprawie pisali nawet memoriały do władz niemieckich, w których prosili o zrozumienie ich stanowiska. Niektórym z oprawców w ten bestialski sposób zdobyte bogactwo posłużyło pod koniec wojny do ucieczki do Niemiec lub do ukrycia się na terytorium rdzennej Litwy.

„Strzelcy ponarscy” często skarżyli się na „trudne warunki pracy”. Liczne egzekucje, przeprowadzane bez względu na pogodę, traktowane jako ciężka praca fizyczna oraz „obciążenie psychiczne” powodowały czasami chęć rezygnacji ze służby. Nie było to proste, co prowadziło do różnych form samookaleczenia, byle tylko wyrwać się z „upiornego” oddziału. Były to raczej pojedyncze przypadki.

Aby choć częściowo przeciwdziałać psychicznym zmianom wśród „strzelców ponarskich” wydawano im podczas prowadzonych egzekucji alkohol. Butelki z wódką były wlewane do dużego kotła, z którego każdy żołnierz mógł czerpać go w dowolnej ilości. Powodowało to otępienie wrażliwości i większą brutalność a także zdecydowanie w działaniu. [13]

Służbę w oddziałach egzekucyjnych pełnili rotacyjnie wszyscy żołnierze Ypatingasis Būrys, na zmianę ze służbą wartowniczą. Odpowiednią równomierność zapewniały przygotowywane przez oficerów grafiki. Tylko niewielka część z tych dokumentów zachowała się do dziś. Znacząca ilość została zniszczona.

Dlatego największą wiedzę posiadamy dziś z relacji naocznych świadków. Niewiele zachowało się jednak tych relacji z prowadzonej kaźni. Zeznania schwytanych oprawców z reguły pomniejszają tragedię tych wydarzeń a ocalałych świadków było bardzo niewielu. Dlatego z tym większą uwagą należy pochylić się nad tymi, które powstały. 


O tym co działo się w ponarskiej kaźni, najwięcej przekazują zapiski mieszkańca pobliskiego osiedla Kazimierza Sakowicza, odnalezione po wojnie w butelkach zakopanych w ogrodzie koło werandy jego domu. Notatki obejmują okres od 11 lipca 1941 r. do 4 listopada 1943 r., a stanowią owoc jego obserwacji z okna na poddaszu domu. Możemy tam przeczytać np., jak mordowano przedstawicieli polskiej inteligencji. „cóż okazuje się, że strzelali polskich adwokatów i doktorów! Strzelano po dwóch naraz, rozebranych. Trzymali się fajnie, nie płakali, nie prosili, tylko żegnali się ze sobą i przeżegnawszy się - szli…”[14] – zanotował Sakowicz, który sam wojny także nie przeżył. Zginął z rąk litewskiego policjanta na kilka dni przed wyzwoleniem miasta.

Przypadkowym świadkiem mordu był również pisarz i publicysta Józef Mackiewicz, który w październiku 1943 r. wybrał się do znajomego mieszkającego w Ponarach. Widział masakrę Żydów, która zaczęła się już na torach kolejowych. Swoją wstrząsającą relację opisał w polskim periodyku ukazującym się w Londynie – „Orzeł Biały” nr 35(170) z 1945 roku.

Żyd chciał przeskoczyć rampę, ranny w nogę padł na kolana i teraz słyszę wyraźnie i kolejno: płacz, strzał, rzężenie... Ach, a ten co r o b i ?!!!Ten tam, obok, o czterdzieści kroków, nie dalej w czarnym mundurze! Co on chce zro ... Rozkraczył nogi koło słupa, stanął ukosem, zamachnął się dwiema rękami ... Sekunda jeszcze ... Co on ma w ręku?! Co on ma w tych rękach ?!!! Na rany Jezusa Chrystusa! Na rany Boga! Coś wielkiego, coś strasznie strasznego!!! Zamachnął się i – bęc głową dziecka o słup telegraficzny! ...A w niebie... nie w niebie, a na tle tylko nieba, zadrgały od uderzenia przewody drutów telegraficznych.”

Całość relacji liczy 10 stron i jest jeszcze bardziej wstrząsająca. Dotyczy ona dziejów jednego z transportów kolejowych, którymi przywożono wilnian narodowości żydowskiej z likwidowanego getta. Doszło wtedy do próby ucieczki, zakończonej rzezią części osób już na dworcu kolejowym w Ponarach. Po tym zdarzeniu Mackiewicz określił Ponary jako „rzeźnię ludzką”.

Wstrząsająca jest relacja Ity Straż, którą jako 19-letnią żydówkę rozstrzelano w Ponarach w 1942 roku. Oddany w jej kierunku strzał chybił i padając ocalała pod stosem coraz większej ilości trupów. Ponieważ zapadł zmrok, oprawcy zostawili zasypywanie dołu na dzień następny. Umożliwiło jej to wydostanie się z miejsca kaźni i ucieczkę. Schroniła się w pobliskich domach.

„(...) przed Łukiszki zajechały samochody. Zakryte były brezentem. Wepchnięto nas na te maszyny (...) wszyscy zachowywali się bardzo cicho. Po pewnym czasie jeden z jadących uchylił trochę brezentu i szepnął nam: „Jedziemy do Ponar”. Teraz juz wiedzieliśmy dokąd jedziemy. Słowo Ponary wszystko wyjaśniało.(...) O kilka kroków od miejsca zatrzymania się maszyny był duży rów. Zapełniony juz był trupami. Postawili mnie nad tym rowem. (...) Musieli chyba strzelić. Pewnie ze strachu upadłam natychmiast w rów. (...) ktoś na mnie upadł i uczułam, że cieknie po mnie cos ciepłego. Co miało zapach krwi. Tego zapachu nigdy nie zapomnę i zapachu tych ciał. Policjanci wciąż strzelali. Potem usłyszałam, że nawołują, aby już na dziś skończyć bo się ściemnia. (...) Nie zdążyli zasypać rowu piaskiem, bo było coraz ciemniej. Zaczekałam jeszcze trochę (...) podniosłam się i poszłam wzdłuż rowu. Szłam i szłam po trupach, a końca tego zdawało się nie być.(...) zabici leżeli nieruchomo, tylko od czasu do czasu słyszałam jakiś jęk. To jęczeli ranni, których strzał nie trafił śmiertelnie.”

Ita Straż spotkała też wtedy drugą ocaloną osobę: „(...) zobaczyłam jakąś postać, która ostrożnie się do mnie zbliżała (...) to był dziewczynka, jakby w moim wieku „Muszę pójść poszukać wśród trupów moich braci i siostry” – powiedziała mi i odeszła, schodząc znowu do rowu. I tak rozstałyśmy się. Więcej juz jej nie widziałam[15]


Zamordowanych w Ponarach podzielić można na dwie grupy. Pierwszą stanowili więźniowie władz okupacyjnych skazani na śmierć czy to decyzją sądu czy zwykłą decyzją administracyjną. Drugą grupę stanowiły zaś osoby, które zgodnie z niemieckimi rasistowskimi planami miały zostać zabite ze względu na swoją narodowość. Dotyczyło to głównie ludności żydowskiej.

I to właśnie Żydzi są często uznawani za jedyne ofiary tego miejsca. W rzeczywistości Ponary to miejsce kaźni wielu narodowości. Na pewno wśród ofiar najwięcej było Żydów, zresztą obywateli polskich. Liczba zamordowanych nie jest jednak do końca ustalona.  Jak głosi napis umieszczony dziś przy wejściu do memoriału ponarskiego, w latach 1941-1944 zginęło około 70 tysięcy Żydów. Według innych danych liczba ta jest nieco mniejsza i wynosi 59 tysięcy. Dokładna liczba zamordowanych nie była i zapewne nie będzie nigdy znana.

Ale ginęli też ludzi innych narodowości. Zabijano Cyganów, Tatarów czy Białorusinów. Trzeba jednak pamiętać, iż wszyscy oni, bez względu na narodowość, byli obywatelami Rzeczypospolitej Polski. W Ponarach ginęli też jeńcy sowieccy, a także działacze komunistyczni narodowości litewskiej, współpracujący podczas okupacji sowieckiej z Rosjanami. 20 maja 1944 r. Niemcy rozstrzelali tu także kilkudziesięciu oficerów i żołnierzy litewskich ze wspomnianych wyżej Lietuvos Vietine Rinktine.

Ginęli wreszcie też Polacy, stanowiący po Żydach najliczniej eksterminowaną grupę narodowościową w Wilnie. Ich liczba także jest nieznana, ale zastrzelono w Ponarach nie mniej niż 2000 osób, a niektóre dane mówią nawet o 20 tys. Nie liczby jednak stanowią najtragiczniejszy wyznacznik, ale selekcja mordowanych. O ile nie można mówić o selekcji wśród Żydów, których starano się wymordować wszystkich o tyle Polaków zabijano według z góry ustalonych zasad.[16]

Dość często byli to zakładnicy, zatrzymani przez niemiecko-litewską administrację, mający zapewnić bezwarunkowe wykonywanie różnych decyzji władz niemieckich. Często były to osoby, które były zatrzymane podczas łapanek ulicznych. Jednak w wielu wypadkach zakładników dobierano spośród elity polskiego narodu na podstawie list proskrypcyjnych przygotowanych przez litewską tajną policję Saugumę. W Ponarach rozstrzelano więc wielu uczniów wileńskich gimnazjów, harcerzy, przedstawicieli inteligencji, w tym nauczycieli, księży, profesorów Uniwersytetu Stefana Batorego.

Kultura i nauka polska poniosły olbrzymie straty wraz ze śmiercią w Ponarach światowej sławy naukowców: profesora Kazimierza Pelczara, pioniera polskiej onkologii i profesora Mieczysława Gutkowskiego, wybitnego znawcę skarbowości i prawa skarbowego. W Ponarach zginęli także m.in. mecenas Stanisław Węsławski, uznany kompozytor i konspiracyjny prezydenta Wilna oraz adwokat Mieczysław Engiel, poseł na Sejm Wileński.

Wśród innych ofiar wymienić należy choćby Wandę Rewińską, geografa i zasłużoną działaczkę harcerską i niepodległościową, popularnego aktora Karola Wyrwicz-Wichrowskiego, kierownika teatru muzycznego „Lutnia” w Wilnie czy Stanisława Lisowskiego – przewodniczącego wileńskiego oddziału Związku Nauczycielstwa Polskiego a także przedstawicieli duchowieństwa takich jak księża Romuald Świrkowski – prezes wileńskiej Akcji Katolickiej czy Tadeusz Zawadzki – proboszcz parafii św, Piotra i Pawła w Wilnie. Zginęło tam także wielu działaczy polskiej konspiracji.[17]

W czasie okupacji niemiecko-litewskiej polskie podziemie stało się silnym i groźnym przeciwnikiem dla okupanta. Siatka konspiracyjna objęła całe terytorium Wileńszczyzny, prowadząc aktywną działalność. 10 tys. żołnierzy Armii Krajowej szkoliło się, zdobywało broń, opracowywało plany zbrojnych wystąpień. Prowadzono także bieżącą akcję dywersyjną, likwidując posterunki policji terroryzujące ludność cywilną czy atakując sieć komunikacyjną niemieckiego okupanta. Zabijano, skazanych wyrokami podziemnego sądu, kolaborantów i przedstawicieli okupacyjnej administracji, zagrażających swoją działalnością życiu wielu obywateli. Prowadzono także na wielką skalę kolportaż podziemnej prasy, informującej o rzeczywistych wydarzeniach na świecie i podtrzymującą społeczeństwo na duchu.


Polskie podziemie było fenomenem w tym okresie. Wytworzyło faktycznie Państwo Podziemne, z konspiracyjnymi strukturami administracyjnymi i konspiracyjną armią. Konspiracyjna administracja pod nazwą Delegatura Rządu zajmowała się nie tylko przygotowywaniem do natychmiastowego rozpoczęcia pracy po wyzwoleniu ale także prowadziła działalność bieżącą. Wydawano dyrektywy dla ludności, które były przestrzegane w codziennym życiu. Wśród nich wymienić można choćby zasadę sabotowania pracy na rzecz okupanta, zakaz kolaborowania czy nakaz wzajemnej pomocy. Z kolei podziemne wojsko – Armia Krajowa, skupiała się na przygotowywaniu powstania powszechnego, które miałoby wyzwolić Polskę oraz prowadziła walkę bieżącą.

Najważniejszym jednak celem była ochrona ludności cywilnej przed represjami. Stąd działalność bieżąca, wobec zasady stosowania masowego odwetu przez Niemców, była stosowana „punktowo”. Za jednego zabitego Niemca czy Litwina zabijano bowiem co najmniej dziesięciu Polaków. Uderzano więc tam, gdzie przynosiło to faktycznie znaczną szkodę okupantowi a jednocześnie można było się spodziewać braku zdecydowanego odwetu ze strony Niemców czy Litwinów.

Ważnym elementem było prowadzenie działalności wywiadowczej i informacyjnej. Zebrane informacje służyły nie tylko prowadzeniu działań zbrojnych czy pozyskiwaniu informacji o zamierzeniach wroga, ale także miały archiwizować wszelkie przejawy terroru ze strony okupanta a także osoby za ten terror odpowiedzialne. Stąd jednym z ważniejszych zadań polskiego podziemia było śledzenie tragedii dziejącej się w Ponarach.[18]

Wysyłano specjalne patrole konspiratorów (głównie składające się z młodzieży, także harcerzy) aby zbierały informacje o tym miejscu kaźni. Kilkuosobowe grupy przekradały się przez płot, obok wartowników, starając się wykonać dokumentację fotograficzną popełnianych zbrodni. Starano się także ewidencjonować ilość mordowanych ludzi, zbierać informacje o członkach Ypatingasis Būrys. Jedną z takich osób, zaangażowanych w polskim podziemiu w zbieranie danych o Ponarach, był prezes Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, ppłk Czesław Cywiński, poległy w katastrofie smoleńskiej.

Aktywność polskiego podziemia nie umknęła uwagi władz okupacyjnych. Dzięki sprawnej pracy, głównie litewskiej Saugumy, rozpoczęto masowe aresztowania. Pierwsza fala aresztowań w środowisku polskim ruszyła pod koniec 1941 r. Dotknęły one początkowo wileńskie środowisko młodzieży licealnej i studenckiej. W prowadzonych przez władze niemieckie (przy współudziale Saugumy) poszukiwaniach polskiego podziemia natrafiono na ślad działającej w podziemiu grupy absolwentów gimnazjów i liceów wileńskich, którzy wraz z byłym kuratorem Wileńskiego Okręgu Szkolnego, Stanisławem Feliksem Rymińskim, utworzyła w 1939 r. Związek Wolnych Polaków.


Organizacja ta, na czele której stał Jan Kazimierz Mackiewicz ps. „Konrad”, podporządkowana Armii Krajowej, prowadziła aktywną działalność propagandową, m.in. organizując akcje ulotkowe i plakatowe z okazji polskich świąt narodowych. Prowadzono także szkolenie wojskowe i przygotowywano plany wystąpienia zbrojnego. W wyniku prowadzonego śledztwa aresztowano 90 osób, które zostały osadzone w więzieniu na Łukiszkach. a następnie po brutalnych przesłuchaniach w dniach 5, 12 i 13 maja 1942 r. rozstrzelane w Ponarach. Kolejne egzekucje członków tej organizacji miały miejsce we wrześniu 1942 r.  Warto pamiętać, iż większość z zamordowanych była niepełnoletnia w chwili śmierci.

Żołnierze Armii Krajowej, wywodzący się z ZWP byli też aresztowani i rozstrzeliwani w późniejszym okresie. M.in. w maju 1943 roku został zatrzymany 17-letni Bronisław Komorowski ps. „Korsarz”. Zaangażowany w kolportaż podziemnej prasy i prowadzenie akcji sabotażowych został w więzieniu poddany brutalnym przesłuchaniom, trwającym pół roku. Pod koniec śledztwa na przesłuchania był przynoszony na noszach. Nie załamała się jednak i nikogo nie wydał. W grypsach przemycanych do rodziny pisał: „Kochani rodzice, jestem zdrów, nie martwcie się, to trudno, tak trzeba”. W innym przewidywał swoja bliska śmierć: „możliwe, że nas wywiozą do Ponar”. Ostatecznie został zamordowany na Ponarach w styczniu 1944 roku, w dzień swoich 18-tych urodzin. Na pamiątkę poległego stryja swoje imię otrzymał obecny Prezydent RP – Bronisław Komorowski.[19]

Z kolei w lutym i marcu 1942 r. aresztowano działaczy podziemia zaangażowanych w pracę tzw. komórki legalizacyjnej. Była to jedna z najistotniejszych części polskiego podziemia. Mocno zakonspirowana grupa ludzi wytwarzała fałszywe dokumenty, umożliwiające uzyskanie nowych tożsamości przez żołnierzy podziemia. Dokumenty te były tak dobrze wydrukowane, iż sami Niemcy mieli wątpliwości co do ich braku autentyczności.

Wśród aresztowanych a następnie zamordowanych w Ponarach osób z tej grupy były m.in. siostry Józefa i Maria Rymkiewiczówne, odpowiedzialne za łączność w komórce legalizacji. Z kolei śmierć komendantki grupy łączniczek AK Marii Tomkiewicz „Grażyny” obserwował pracujący przy chowaniu zwłok Żyd, która przekazał relację z tej tragedii. „Grażyna” miała zginąć z okrzykiem „Niech żyje wolna Polska!”.[20]

W miarę rozpracowywania polskiego podziemia w Ponarach były rozstrzeliwane kolejne grupy Polaków, m.in.: 15 lipca 1942 r. 26 Polaków przywiezionych z więzienia na Łukiszkach, 16 lipca 18 Polaków, 18 lipca w grupie 80 osób również kilku Polaków.

Wiosną 1943 r. rozpoczęły się aresztowania osób związanych z wydawaniem pisma „Niepodległość. Organ Ziemi Wileńskiej”, które było organem prasowym Armii Krajowej Okręgu Wileńskiego i wydawane było w ramach struktur wileńskiego Okręgowego Biura Informacji i Propagandy. Rozstrzelano wówczas w Ponarach Franciszka Turło, Zofię Dunin –Borkowską oraz ppor. Zygmunta Andruszkiewicza ps. „Nienaski”. Zamordowany został również Lucjan Krawiec ps. „Kazimierz” – szef kolportażu podziemnej prasy, działacz socjalistyczny i paradoksalnie jeden ze zwolenników nawiązania rozmów z Litwinami mimo ich represyjnej polityki. Brał nawet udział w sondażowych rozmowach.[21]


Większość aresztowanych przez niemiecką bądź litewską policję bezpieczeństwa w pierwszym okresie prowadzonego przeciwko nim śledztwa osadzana była w areszcie przy ulicy Ofiarnej. Budynek ten, u zbiegu ulic Mickiewicza i Ofiarnej, cieszył się w czasie wojny złą sławą. Przed wojną był to gmach polskiego sądu. W czasie okupacji kolejno swoje siedziby miały tam litewska Sauguma, sowieckie NKWD i niemieckie Gestapo, ponownie wraz z litewską Saugumą. W podziemiach mieścił się, cieszący złą sławą, areszt śledczy. To tutaj prowadzono przesłuchania, z reguły połączone z ciężkimi torturami cielesnymi i psychicznymi.

 Kiedy śledztwo docierało do końca, przetransportowywano aresztowanego do więzienia na Łukiszkach. Nie kończyło to gehenny, bo niejednokrotnie także na Łukiszkach prowadzono przesłuchania, czasem jeszcze bardziej brutalne. Tutaj też czekano na wyrok wydany przez okupanta. Oprócz osób czekających na wyrok przetrzymywano tutaj także osoby skazane na śmierć decyzjami administracyjnymi – m.in. niektórych Żydów.

Śledztwa prowadzone przez funkcjonariuszy niemieckiej policji bezpieczeństwa i służby bezpieczeństwa w Wilnie zazwyczaj kończyły się wyrokiem skazującym na śmierć. Dzień przed planowaną egzekucją pracownik odpowiedniego referatu Gestapo lub Saugumy prowadzącego dane postępowanie, kierował pismo do administracji więzienia na Łukiszkach w Wilnie z prośbą o wypisanie z więzienia wymienionych w piśmie osadzonych i przygotowanie ich do przejęcia przez pracownika niemieckiej policji bezpieczeństwa.

Opatrzone klauzulą tajności pisma miały prawie zawsze zbliżoną treść np.: „osadzonych w areszcie śledczym Polaków należy zwolnić z aresztu w dniu 19 III 1942 r. Zwolnienie należy tak załatwić, by osoby te jeszcze w tym samym dniu o godzinie 8.00 mogły zostać przejęte przez funkcjonariusza niemieckiej policji bezpieczeństwa”; lub też „osoby te należy natychmiast zwolnić z policyjnego aresztu i doprowadzić do tutejszej placówki celem pouczenia”. W ten sposób maskowano w dokumentacji planowaną egzekucję. Innym sposobem maskowano dokumentowanie wykonanej już egzekucji.

Wyrok śmierci zawsze był odnotowywany w księgach więziennych i w kartotece niemieckiej policji bezpieczeństwa następującymi symbolami: bb – befehlsgemäss behandelt (potraktowany zgodnie z rozkazem), exekutiert (stracony), liquidiert (zlikwidowany), perduotas ipatingu būrio vadui (przekazany do dowódcy oddziału specjalnego), perduotas ipatingu burio (przekazany do oddziału specjalnego), paleistas iąvežimui paèèm Vokieciu Saugumas (zwolniony w celu przejęcia przez niemiecki urząd bezpieczeństwa), iąduotas saugumui (wydany organom bezpieczeństwa). Jak więc widać tylko w dwóch na siedem przypadkach w dokumentacji jasno oznaczano wykonany mord.[22]

Poza wyrokami śmierci więźniowie z Łukiszek skazywani byli również na pobyt w obozach koncentracyjnych i obozach pracy (np. w Prawieniszkch koło Kowna), na przymusowe prace na terenie Rzeszy czy też odsiadywanie kary więzienia w innym miejscu.

Liczba przeprowadzanych egzekucji i traconych ludzi zmieniała się w całym okresie okupacji niemiecko-litewskiej. Największa intensywność egzekucji miała miejsce w drugiej połowie 1941 roku, kiedy po raz pierwszy na wielką skalę mordowano ludność żydowską. Potem intensywność rozstrzeliwań zmalała. Jednocześnie okazało się, że kończyła się już „pojemność” dołów śmierci. Następne egzekucje zaczęto wykonywać więc nad rowami łączącymi poszczególne doły, oraz nowymi dołami, wykopanymi przez specjalnie sprowadzony spychacz. Zaś po ostatecznej likwidacji getta wileńskiego we wrześniu 1943 roku egzekucje przeprowadzano już z dużo mniejszą intensywnością.

Ostatniej masowej egzekucji dokonano 3 i 4 lipca 1944. Zamordowano wówczas około 4 tys. osób z więzienia na Łukiszkach i aresztu przy ul. Ofiarnej.[23]


Zajęcie Wileńszczyzny przez Armię Czerwoną przerwało kaźń, ale ukaranie jej sprawców okazało się sprawą trudną. Już jesienią 1943 roku zaczęto zacierać ślady po zbrodni. Pierwszym krokiem ku temu było zarządzenie okupacyjnych władz administracyjnych o wysiedleniu mieszkańców okolicznych wsi. W ten sposób rozproszono potencjalnych świadków (wspomniany Kazimierz Sakowicz schował wówczas prowadzone przez siebie notatki w ogródku swojego domu, do którego nigdy miał juz nie wrócić).

Z kilkudziesięciu sowieckich jeńców oraz ocalałych Żydów utworzono specjalny oddział - komando, mający zając się tym procederem. Zaczęli oni wydobywać z dołów śmierci ciała, układać w wielowarstwowe stosy i palić je na wielkich stosach, używając do podsycania ognia drewno i smołę. Wielkie stosy ludzkich ciał paliły się po 7-8 dni. Między grudniem 1943 r. a 15 kwietnia 1944 r. wydobyto i spalono w ten sposób blisko 70 tys. ciał. Pozostałe z nich niedopalone kości rozcierano między żeliwnymi płytami, a następnie popiół mieszano z piaskiem, który wsypywano do przygotowanych w tym celu rowów.

W połowie kwietnia 1944 r., praca ta została przerwana. Powodem byłą ucieczka wszystkich członków komanda. Strażnicy trzymali ich w ziemiance – faktycznie wykopanym i częściowo zadaszonym dole, skutych łańcuchami, trzymając wokół straż. Jednak jeńcy przez kilka miesięcy wykopali posiadanymi łyżkami i gołymi rękami tunel, prowadzący z dołu poza obręb miejsca kaźni – ponad 30 metrów. Mimo pościgu części z nich udało się dotrzeć do sowieckich oddziałów partyzanckich i ocalić życie.[24] W późniejszym okresie byli świadkami w procesie przeciw zbrodniarzom. Nie mniej zamaskowanie zbrodni odniosło częściowy sukces. Nie można dziś ustalić, ze względu na brak szczątków, ilości ofiar tej zbrodni. Opieramy się tylko na przypuszczeniach i częściowo zachowanej dokumentacji.


Miejsce kaźni w Ponarach w okresie komunizmu pozostawało w całkowitym zaniedbaniu, a wiedza o nim w narodach litewskim i polskim była znikoma. Co prawda zaraz po wojnie władze sowieckie ustanowiły tzw. Komisję Nadzwyczajną do spraw badania zbrodni hitlerowskich popełnionych na terenie Litwy, której celem było m.in. zbadanie zbrodni w Ponarach. Ale oprócz wyników przeprowadzonych dość pobieżnie badań niewiele informacji przedostało się do opinii publicznej. Wiadomo było tylko, że popełniano tam zbrodnie.

Przez długie lata miejsce kaźni wielu tysięcy osób było całkowicie zaniedbane. Co prawda w 1954 roku mieszkańcy Wilna postawili tam symboliczny krzyż, lecz szybko został on zniszczony przez sowieckie służby bezpieczeństwa. Wywołało to jednak spodziewaną reakcję. Władze komunistyczne postawiły wreszcie w miejscu kaźni drewniane tabliczki, informujące w językach rosyjskim i litewskim o „rozstrzelaniu w tym miejscu w latach 1941-1944 obywateli sowieckich”. Mimo, iż mijały się z prawdą (niewiele spośród ofiar było obywatelami ZSSR), stały się pierwszym elementem upamiętnienia.

Dopiero w 1980 roku postawiono w Ponarach symboliczne muzeum-barak, które miało upamiętniać ofiary masowej zagłady. Jego znaczenie w dalszym ciągu było jednak małe, gdyż było ono przeważnie zamknięte. Dodatkowo w 1981 r. barak doszczętnie spłonął. Jedynym śladem co się tutaj działo był w tym okresie niewielki obelisk upamiętniający zamordowanych Żydów, z napisem „Ofiarom faszystowskiego terroru 1941-1944.

Dopiero cztery lata później teren zbrodni został uporządkowany przez komunistyczne władze (nota bene z okazji 45 rocznicy utworzenia władzy sowieckiej na Litwie), które utworzyły tzw. Ponarski Zespół Pomnikowy. Zamontowano wówczas dwie tablice z napisami w języku litewskim i rosyjskim: „Tu w ponarskim lesie od lipca 1941 do lipca 1944 hitlerowcy rozstrzelali ponad 100 tysięcy obywateli sowieckich”. Napis co prawda znowu był błędny, ale już ukazywał skalę zbrodni.

W 1990 r. pomiędzy istniejącymi tablicami odsłonięto nową z wyrytą Gwiazdą Dawida i napisem w języku hebrajskim: „Wśród zabitych w ponarskim lesie – 70 tys. Żydów: mężczyzn, kobiet i dzieci”. Także w tym okresie Polacy z Wileńszczyzny w pobliżu toru kolejowego wkopali dębowy krzyż i ustawili pamiątkową tablicę, na której znalazł się napis: „Pamięci wielu tysięcy Polaków zamordowanych w Ponarach, w hołdzie Rodacy Ziemi Wileńskiej”. Od tamtego czasu miejsce to stało się celem pielgrzymek Polaków mieszkających nad Wilią, w Polsce i rozproszonych po całym świecie.

W dniu 22 października 2000 r. w Ponarach odsłonięto i poświęcono nowy metalowy krzyż oraz tablicę z napisem „Żołnierze Armii Krajowej, Polskiego Państwa Podziemnego, polska inteligencja i młodzież, którzy oddali życie za wolność ojczystej ziemi.” Obok znalazły się tablice upamiętniające nazwiska zidentyfikowanych 329 ofiar spośród naszych rodaków.[25]

Sprawa Ponar została zaakcentowana w procesie w Norymberdze. W późniejszym okresie sowieckie służby sądownicze osądziły ponad 20 sprawców z Ypatingasis Būrys, ale śledztwo nie było prowadzone zbyt intensywnie. Sprawę Ponar prowadziła też Główna Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, Jednak poza zbieraniem szczątkowych informacji nie udało się osiągnąć większego przełomu w śledztwie. W latach siedemdziesiątych udało się jedynie wykryć i skazać trzech członków oddziału „strzelców ponarskich”, mieszkających do tego czasu bezpiecznie na terytorium Polski. Także prowadzone po 2000 roku śledztwo przez IPN zostało umorzone ze względu na brak możliwości wykrycia sprawców.[26]

Jako ciekawostkę można dodać, iż także Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Rządu Polskiego na emigracji prowadziło własne dochodzenie i zbierało materiały na temat Ponar. Zbierane materiały, dokumenty, fotografie i relacje znajdują się dziś w Instytucie im. gen. Sikorskiego oraz w Studium Polski Podziemnej w Londynie.


Obecnie temat zbrodni ponarskiej jest ciągle mało znany. Na miejscu kaźni znajdują się ciągle tablice z błędnymi napisami o mordowaniu obywateli sowieckich. Warto czytając je pamiętać, iż głównie ofiarami byli obywatele polscy różnych narodowości. Najwięcej rzeczywiście zginęło osób narodowości żydowskiej.

Miejsce Memoriału Ponarskiego jest powszechnie dostępne, choć dojazd tam jest słabo oznaczony. Brak jest jednak choćby krótkiej informacji wyjaśniającej. Oprócz napisów na pomnikach nie ma praktycznie żadnych informacji. Możliwe, iż jest to efektem traktowania Ponar przez władze obecnej Litwy jako wstydliwego elementu jej historii.

Ponary jednak są niezmiernie istotnym elementem naszej świadomości. To miejsce jedyne w swoim rodzaju. Jak stwierdził kiedyś niezwykle trafnie p. Henryk Sobolewski „Sobol”, żołnierz Armii Krajowej „Wileńskie Ponary – to coś nieporównywalnie gorszego od Oświęcimia i każdego innego hitlerowskiego obozu koncentracyjnego, bo z Ponar nikt nie wychodził. Były miejscem śmierci każdego tam kierowanego”.

W dzisiejszej literaturze doczekaliśmy się tylko dwu monografii dotyczących tych zbrodni. Jako pierwsza publicznie nagłośniła sprawę Ponar Helena Pasierbska ps. „Nawoja”, założycielka i przewodnicząca Stowarzyszenia "Rodzina Ponarska", wydając w 1996 roku monografię „Wileńskie Ponary” (wznowiona i rozszerzona w 2005 roku). Co ciekawe, wydała to nakładem własnym, gdyż nie było osób chętnych do sfinansowania tej publikacji.

Jej i Stowarzyszenia dziełem są także upamiętnienia polskich ofiar Ponar na cmentarzach i w kościołach w kilkunastu miastach Polski – w Warszawie, Gdańsku, Białymstoku, Lublinie, Poznaniu, Bydgoszczy, Ełku, Skarżysku-Kamiennej, Kałkowie-Godowie, Olsztynie, Wrocławiu, Gdyni, Słupsku, Toruniu, Szczecinie i  Łodzi. Na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie ustawiono krzyż ponarski, koło której stoi tablica gdzie otwarcie wskazano litewskich wykonawców tej zbrodni.

W Domu Kultury Polskiej w Wilnie zaś w 71. rocznicę wybuchu II wojny światowej tablicę upamiętniającą Polaków pomordowanych w Ponarach w latach 1941-1944 odsłoniła nowa (po śmierci H.Pasierbskiej) prezes Stowarzyszenia Rodzina Ponarska Maria Wieloch. To z inicjatywy Stowarzyszenia co roku, 12 maja, Polacy związani z Wileńszczyzną obchodzą "Dzień Ponarski" w rocznicę największej egzekucji młodzieży, która miała miejsce w podwileńskim lesie w 1942 roku. Jednak członków Stowarzyszenia jest już tylko 70-ciu. Ostatnio zmarło 20-tu.

Druga pozycja, Moniki Tomkiewicz „Zbrodnia w Ponarach 1941-1944” to podsumowanie prowadzonego przez IPN śledztwa. Jednak obok nich jest już pustka. Ponary – miejsce „ludzkiej rzeźni” ciągle nie istnieje w zbiorowej pamięci.


Bibliografia podstawowa:

  1. Balberyszski Mendel, Likwidacja getta wileńskiego, Warszawa 1946

$12.      Banasikowski Edmund, Na zew Ziemi Wileńskiej, Paryż 1998

$13.      Bubnys Arūnas, The Holocaust in Lithuania between 1941 and 1944, Vilnius 2008

$14.      Jegelevičius Sigitas, Okupacja i kolaboracja na Litwie w czasie II wojny światowej [w] Opór wobec systemów totalitarnych na Wileńszczyźnie w okresie II wojny światowej, red. Piotr Niwiński, Gdańsk 2003

$15.      Kasperavicius Algis, Relituanizacja i powrót do macierzy. Spojrzenie z Kowna ... [w] Tematy polsko litewskie pod red. R.Traby. Olsztyn 1999

$16.      Korab-Żebryk Roman, Biała księga w obronie Armii Krajowej na Wileńszczyźnie, Lublin 1991

$17.      Krzyżanowski Bronisław, Wileński matecznik 1939-44. Paryż 1979

$18.      Lewandowska Stanisława, Życie codzienne Wilna w latach II wojny światowej, Warszawa 1997

$19.      Łossowski Piotr, Litwa a sprawy polskie 1939-1940, Warszawa 1985;

$110.  Łossowski Piotr, Po tej i tamtej stronie Niemna. Stosunki polsko-litewskie 1883-1939, Warszawa 1985

$111.  Mackiewicz-Wojciechowicz Maria, Związek Wolnych Polaków. Wspomnienia, Bydgoszcz 2001

$112.  Makowski Bronisław, Litwini w Polsce, Warszawa 1986

$113.  Pasierbska Helena, Ponary i inne miejsca męczeństwa Polaków z Wileńszczyzny w latach 1941-1944, Łowicz 2005

$114.  Pasierbska Helena, Wileńskie Ponary, Gdańsk 1996

$115.  Pilietinis pasipriešinimas Lietuvoje ir Lenkijoje: sąsajos ir ypatumai, 1939–1956 , red. Arvydas Anušauskas, Vilnius 2004

$116.  Stankeras Petras, Lietuvių policija, 1941–1944 m., Vilnius 1998

$117.  Tomaszewski Longin, Wileńszczyzna lat wojny i okupacji 1939-1945, Warszawa 2002

$118.  Tomkiewicz Monika, Zbrodnia w Ponarach 1941-1944, Warszawa 2008

$119.  Warakomski Romuald, Komórka legalizacyjna Sztabu Okręgu Wileńskiego Armii Krajowej w latach 1939-1947, Krzeszowice 2006

$120.  Wardzyńska Maria, Sytuacja ludności polskiej w generalnym Komisariacie Litwy czerwiec 1941-lipec 1944, Warszawa 1993

$121.  Wilczur Jacek E., Wileński pierścień śmierci, Warszawa 2005

$122.  Wizner Henryk, Litwa i Litwini, Warszawa 1991

$123.  Wołkonowski Jarosław, Okręg Wileński Związku Walki Zbrojnej Armii Krajowej w latach 1939-1945. Warszawa 1996

$124.  Żepkajtie Reginie, Okupacja Wilna przez Armię Czerwoną [w] Społeczeństwo białoruskie, litewskie i polskie na ziemiach północno-wschodnich II Rzeczypospolitej w latach 1939-1941, Warszawa 1995

 



[1] Bronisław Makowski, Litwini w Polsce, Warszawa 1986, s.28; Henryk Wizner, Litwa i Litwini, Warszawa 1991, s.201

[2] Algis Kasperavicius, Relituanizacja i powrót do macierzy. Spojrzenie z Kowna ... [w] Tematy polsko litewskie pod red. R.Traby. Olsztyn 1999; Piotr Łossowski, Po tej i tamtej stronie Niemna. Stosunki polsko-litewskie 1883-1939, Warszawa 1985

[3] Piotr Łossowski, Litwa a sprawy polskie 1939-1940, Warszawa 1985; Jarosław Wołkonowski, Litewska okupacja Wileńszczyzny [w] Mars 3/95 s.66

[4] Longin Tomaszewski, Wileńszczyzna lat wojny i okupacji 1939-1945, Warszawa 2002 s. 114-179; Żepkajtie Reginie, Okupacja Wilna przez Armię Czerwoną [w] Społeczeństwo białoruskie, litewskie i polskie na ziemiach północno-wschodnich II Rzeczypospolitej w latach 1939-1941, Warszawa 1995

[5] Stanisława Lewandowska, Życie codzienne Wilna w latach II wojny światowej, Warszawa 1997

[6] Bronisław Krzyżanowski, Wileński matecznik 1939-44. Paryż 1979 s.65 i następne

[7] R.Korab-Żebryk, Biała księga w obronie Armii Krajowej na Wileńszczyźnie, Lublin 1991; Longin Tomaszewski, Wileńszczyzna … op.cit. s. 290-308, 434-444; Edmund Banasikowski, Na zew Ziemi Wileńskiej, Paryż 1998, s.98; Sigitas Jegelevičius, Okupacja i kolaboracja na Litwie w czasie II wojny światowej [w] Opór wobec systemów totalitarnych na Wileńszczyźnie w okresie II wojny światowej, red. Piotr Niwiński, Gdańsk 2003

[8] Helena Pasierbska, Ponary i inne miejsca męczeństwa Polaków z Wileńszczyzny w latach 1941-1944, Łowicz 2005 s. 31-33; Monika Tomkiewicz, Zbrodnia w Ponarach 1941-1944, Warszawa 2008 s.174-179

[9] Monika Tomkiewicz, Zbrodnia … op.cit. s. 112-113

[10] Helena Pasierbska, Ponary … op.cit. s.15; Monika Tomkiewicz, Zbrodnia … op.cit. s.196-197 i dalej; Jacek E. Wilczur, Wileński pierścień śmierci, Warszawa 2005, s. 17-24; Roman Korab-Żebryk, Biała księga … op.cit. s.14-20

[11] Monika Tomkiewicz, Zbrodnia … op.cit. s.199

[12] Monika Tomkiewicz, Zbrodnia … op.cit. s.196-203; Helena Pasierbska, Ponary … op.cit. s.

[13] Helena Pasierbska, Wileńskie Ponary, Gdańsk 1996, s. 24-28

[14] Maria Wardzyńska, Sytuacja ludności polskiej w Generalnym Komisariacie Litwy czerwiec 1941-lipiec 1944, Warszawa 1993 s. 143

[15] Monika Tomkiewicz, Zbrodnia … op.cit. s. 203-204

[16] Monika Tomkiewicz, Zbrodnia … op.cit. s.208-251;

[17] Helena Pasierbska, Ponary … op.cit.

[18] Jarosław Wołkonowski, Okręg Wileński Związku Walki Zbrojnej Armii Krajowej w latach 1939-1945. Warszawa 1996

[19] Maria Mackiewicz-Wojciechowicz, Związek Wolnych Polaków. Wspomnienia, Bydgoszcz 2001; Helena Pasierbska, Ponary… op.cit. s.94-95

[20] Romuald Warakomski, Komórka legalizacyjna Sztabu Okręgu Wileńskiego Armii Krajowej w latach 1939-1947, Krzeszowice 2006

[21] Longin Tomaszewski, Wileńszczyzna … op.cit. s.244; Monika Tomkiewicz, Zbrodnia … op.cit. s.142

[22] Monika Tomkiewicz, Zbrodnia … op.cit. s.181-184

[23] Ibidem s.207

[24] Helena Pasierbska, Ponary… op.cit. s.46-48; Monika Tomkiewicz, Zbrodnia … op.cit. s.252-259

[25] Helena Pasierbska, Ponary … op.cit. s.221-242

[26] Monika Tomkiewicz, Zbrodnia … op.cit. s.268-289