Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński

ZBRODNIA KATYŃSKA


WIDZIAŁEM NA WŁASNE OCZY

Józef Mackiewicz o swoim pobycie na miejscu zbrodni w Katyniu.

 

Znany literat i dziennikarz wileński p. Józef Mackiewicz powrócił przed kilku dniami ze Smoleńska, gdzie był obecny przy wydobywaniu zwłok w lesie katyńskim pomordowanych oficerów polskich. Współpracownik naszego pisma zwrócił się do p. Mackiewicza z prośbą o wywiad. Odpowiedzi, które przytaczamy poniżej, oddane są z dokładnością stenograficzną i przez p. Mackiewicza autoryzowane.

 

Pierwsze pytanie jest najtrudniejsze i dlatego wypada trochę bezprzedmiotowo: – „Więc był pan tam?" – Oczywiście wiedzieliśmy, że był.
– Tak jest. Widziałem na własne oczy.
I znów nasuwają się pytania, których liczbę i formę trudno od jednego razu opanować: – „Jak to wygląda?" – „Jak tam jest?" – „Więc istotnie?" – „Czy bardzo strasznie, wstrząsająco, okropnie?" – Właściwie chodzi o wszystko razem, o ogólny obraz, całokształt wrażenia i jednocześnie szczegóły, jak najwięcej szczegółów. Interpelowany nie chce nam pomóc przy pierwszych krokach, być może jest tylko zmęczony podróżą.
– Jest pan ciągle pod wrażeniem?
– Nie wiem, czy podobna to nazwać „wrażeniem". Wrażenie zyskuje się raczej na skutek jakiegoś, najczęściej pojedynczego zdarzenia czy faktu, w sobie ograniczonego. Smoleńsk, który widziałem, Katyń, zbrodnie, trupy, ruiny, bolszewizm, który sam przeszedłem, i listy, listy dzieci do swych ojców, zaczynające się od słów: „Kochany Tatusiu", czy „Kochany Ojczulku", wydobywane dziś ze stosów sprasowanych, cuchnących ciał, z tej mazi śmierci lub na wpół zasuszonych mundurów polskich... Tak, wszystko to razem wytwarza jakby długi łańcuch asocjacji, myśli, refleksji, zapadający głęboko w duszę. Nie nazwałbym tego wrażeniem. To raczej przeżycie.
– Czy mógłby pan zatem przedstawić nam w kolejności obrazy, jakie rzuciły się panu w oczy, tam, w Katyniu?
– Był to chłodny dzień... Słusznie pyta pan tylko o „obrazy". Nie mam bowiem zamiaru powtarzać całego materiału rzeczowego, tylokrotnie już opublikowanego w licznych komunikatach, enuncjacjach, raportach komisji międzynarodowej, tudzież Polskiego Czerwonego Krzyża. To są rzeczy znane. Prace nie zostały jeszcze ukończone. Trafiłem na ich tok, jakkolwiek zbliżać się wydają ku końcowi. – Był tedy chłodny dzień i nad Smoleńsk, od strony frontu ciągnęły szkwałowe chmury, zlewając deszczem okoliczne ruiny domów. Jechaliśmy do Katynia pośród tych ruin, zwalisk żelaza, wypalonych wozów i wagonów, sterczących sztab żelaznych i łóżek żelaznych, tkwiących jeszcze w rumowiskach. Ludzie obyci twierdzili, że jest to pogoda najodpowiedniejsza. Zimno i deszcz, wiatr rozpędza swąd trupi, no i nie ma much. Można zatem wytrzymać. W pewnym miejscu szosa przekracza szyny kolejowe i biegnie wśród wyrębów. „Tu" – powiedział ktoś – „zaczyna się ta Golgota"...
– Przepraszam, jak to „tu", to znaczy gdzie?
– To znaczy od stacji Gniezdowo. Na stację Gniezdowo przywożono naszych oficerów. Stąd tylko cztery kilometry do lasku katyńskiego. Te cztery ostatnie kilometry swego życia jechali tak samo jak my teraz, mijając te same drzewa, powiedzmy, tę oto czy tamtą brzózkę, której wygląd chciałbym sobie zapamiętać, ale która, jak to bywa, zatraca się zaraz w pamięci wśród szeregu innych brzózek i innych krzaków. Lasek Katyński nie jest duży. Obejmuje kilka hektarów. Dziś wjazd do niego strzeżony jest przez wartę, szlaban i tablicę z odpowiednim napisem. Droga gruntowa w głąb wyślizgana gumami samochodów. Stąd już tylko kilkanaście kroków. Przy wyjściu z auta uderza nas wnętrze lasu, odpowiadającego strefie naszego klimatu, a więc takiego samego jak nasz, wileński, gdy się składa z młodych sosenek, brzózek, mchu i świeżej, wiosennej trawy. Ale nie pachnie tam ani wilgotnym mchem, ani igliwiem. Przytłacza ohydnie cuchnący, słodkawy, lepki swąd trupi. Był on pomimo zimna i wiatru tak dotkliwy, że cofnąłem się odruchowo o krok w tył i właśnie wtedy nastąpiłem na przedmiot, który się ugiął pod nogą. Była to czapka oficera polskiego o ciemnozielonym otoku naszej artylerii. Podniosłem ją i odłożyłem na dywanik rosnących w tym miejscu nieśmiertelników. Może zakrawa to trochę na patos, że zwróciłem uwagę na rosnące kwiatki...
– Proszę, proszę, niech pan opowiada dalej.
– A więc podłoże lasu w tym miejscu wygląda brzydko. Wygląda po prostu tak, jak powiedzmy, podmiejski lasek opuszczony przez majówki i wycieczkowiczów niechlujnych, którzy w niedzielę rozkładają się pod drzewami, a później pozostawiają po sobie odpadki, niedopałki, papiery, śmiecie. W Katyniu pomiędzy tymi śmieciami rosną nieśmiertelniki. Przy bliższym przyjrzeniu stajemy przykuci niezwykłym widokiem. Nie są to bowiem żadne śmiecie. Osiemdziesiąt ich procent stanowią pieniądze. Polskie papierowe banknoty złotowe, przeważnie wyższych emisji. Leżą niektóre w paczkach po sto, po pięćdziesiąt złotych, po dwadzieścia. Leżą pojedynczo i drobniejsze, wojennej emisji dwuzłotówki, w jednym wypadku widziałem czerwońce. Wyblakłe, oblazłe, przesiąkłe trupim odorem i cieczą trupów. Tuż obok cygarniczki drewniane, papierosy, strzępy sowieckich gazet, guziki z orłami, rękawiczki, kawałki mundurów, chustki do nosa, skórzane portmonetki... Wszystko to są rzeczy wydobyte z grobów. Dzieje się tak nie na skutek lekceważenia lub braku sumienności ze strony pracującej tu komisji Polskiego Czerwonego Krzyża, która przeciwnie, jak to opowiem dalej, z pełnym samozaparciem i poświęceniem pracuje nad zidentyfikowaniem pomordowanych i zachowaniem pozostałych po nich pamiątek. Dzieje się tak dlatego, że pomordowane tysiączne ofiary, rzucane były do straszliwych dołów łącznie z całym ich osobistym życiowym balastem codzienności. Jest tego strasznie dużo, co każdy człowiek nosi przy sobie i czym wypycha kieszenie za życia, gdy się to mu wydaje ważne. Ale po śmierci ważne są tylko rzeczy niektóre. Dla komisji przede wszystkim wszystko, co służy do zidentyfikowania zwłok, jak legitymacje, listy, pamiętniki itd. Poza tym wszystkie przedmiotu metalowe, nie ulegające psuciu, podlegające oczyszczeniu, mogące pozostać drogą relikwią dla rodziny. Wszystko inne, bezwartościowe, na wpół przegniłe, przesiąkłe na wieki już jadem rozkładu, usuwa się na razie na bok. I to leży. Leży teraz w postaci świadectwa, straszliwego, ponurego świadectwa, bezładnymi strzępami wśród drzewek lasu katyńskiego.
– A właściwe groby, czy doły z trupami, znajdują się obok?
– Tak, jest ich, a raczej było, siedem. W dwóch największych warstwa trupów sięgała dwunastu rzędów w głąb.
– I pan to widział?
– Czy widziałem! Straszliwy odór przyprawił mnie w pierwszej chwili o mdłości, zanim całym wysiłkiem woli zdołałem się opanować. Poszliśmy ścieżką usianą wydobytymi już rzędami trupów i tam, za grubą sosną, za wałem świeżo wykopanego piasku, spojrzałem w dół.
– Straszne...
– Straszne. Jeden, dwa, trzy trupy ludzkie robią już ciężkie i przygniatające wrażenie. Proszę sobie wyobrazić ich tysiące, tysiące, i wszystkie w mundurach oficerów polskich... Kwiat inteligencji, rycerstwo Narodu! Tworzą warstwy w głąb, warstwy ciał ludzkich jedne na drugich. W tej okropnej chwili przychodzi mi straszliwe porównanie ich do wielkiej skrzyni sardynek. Ułożone są jak sardynki, przekładane nawzajem to nogami, to głową, sprasowane, spłaszczone w trupim soku, który na dnie niektórych dołów ustaje się nieraz w postaci zielonej, martwej cieczy, nie odbijającej ani wierzchołków drzew, ani obłoków na niebie. Obnażyliśmy głowy i stali nieruchomo, jakieś ptaszki ćwierkały na sośnie. Deszcz akurat przestał padać, błogosławiony wiatr odegnał na przeciwną stronę grobu odurzający swąd. I nawet na chwilę wyjrzało słońce. Był to moment, którego nie zapomnę nigdy, bo promienie tego słońca padły i zabłysły nagle na złotym zębie czyichś tam, w głębi, na wpół otwartych ust. Odchyliłem głowę, by zmienić kąt odbicia i nie patrzeć na te słoneczne igraszki. W takich chwilach samo życie wydaje się cynizmem. Wiosna nad dołem splątanych nawzajem rąk, nóg, wykrzywionych twarzy, zlepionych włosów, oficerskich butów, strupieszałych mundurów, pasów. Pomyśleć sobie, że każda z tych pozycji leżących, skrzywienie kolana, odrzut głowy był ostatnim odruchem najwyższej męki, rozpaczy, strachu, bólu... czy ja wiem zresztą, jakich najgorszych odczuwań ludzkich.
– Nie stawiali oporu?
– Owszem, stawiali. Znaczna część skrępowana była sznurami, niektórzy pokłuci bagnetami. Tego dnia, gdy opuszczałem Katyń, wydobyto zwłoki, które tym się różniły od innych, że nie były strzelane tym stereotypowym strzałem w potylicę czaszki, jak to już powszechnie wiadomo, a wykazywały postrzał z tyłu między łopatki, przebite poza tym prawie na wylot bagnetem i kilkakrotnie jeszcze pokłute w różnych miejscach. Właśnie stawiających opór, jak to wykazały badania, krępowano. Widziałem ten charakterystyczny węzeł. Nie potrafię go powtórzyć, ale chodzi w nim głównie o to, że którąkolwiek bądź rękę poruszy delikwent, zaciska wszystkie więzy. Niektórym sznury założone były na szyi, w takim wypadku szarpnięcie skrępowaną ręką zaciskało jednocześnie pętlę na szyi i dusiło. Ostatni raport dr Mariana Wodzińskiego, przesłany do centrali Polskiego Czerwonego Krzyża mówi, że 0,4 procent zwłok wykazało podwójny postrzał w potylicę, zaś 1,5 procent podwójny postrzał szyi. Kaliber jak wiadomo był zawsze ten sam 7,63, nie dający zresztą dużej detonacji. Również na kilka dni przed moim przybyciem dokonano wstrząsającego odkrycia, o którym doprawdy mówić można tylko przez zaciśnięte zęby: oto w jednym z dołów znaleziono warstwy oficerów, których kładziono żywcem twarzami na dół na poprzednio już zabite warstwy albo jeszcze drgające w konwulsjach przedśmiertnych, i strzelano ich w pozycji leżącej.
– Ach, jakież to straszne! W jaki sposób fakt ten został ustalony?
– W ten sposób, że delikwent leżał twarzą w dół, w czapce. Daszek tej czapki był załamany na czole, a kula tkwiła w daszku. W każdej innej pozycji taka okoliczność byłaby niemożliwa.
– Jak dokonywano tych zbrodni? To znaczy chodzi mi o techniczny po prostu przebieg. Przecież tyle tysięcy oficerów...
– Widzi pan, poruszamy tu temat może kulminacyjny tej tragedii, która dziś nie jest już tragedią poszczególnych osób czy ich rodzin, ale całego Narodu. Wiem, że pytanie postawione jest po to, aby odpowiedź, czy opowieść następnie opublikować. Jestem zupełnie głęboko przekonany i nie wstydzę się tego, i nie ukrywam, i nie ukrywałem nigdy, że najszersze warstwy naszego Narodu, jak zresztą wszystkich narodów, powinny zrozumieć głębszy sens i niebezpieczeństwo bolszewizmu. Sięgamy tu jednak w dziedzinę okropności. Dla obcych być ona może źródłem sensacyjnych dreszczów tylko. Dla Polaków winna być sprawą ich wewnętrznej przeżywanej dziś męki. Nie chciałbym, aby cokolwiek powiem, miało posmak sensacji. Otóż pytanie, które pan postawił, przyznam, mrożące krew w żyłach, zadawałem sobie i innym w Katyniu nieraz. W tej chwili nie znamy świadka, który by na nie mógł dać wyczerpującą odpowiedź. Istnieją hipotezy, które ozdobić możemy literacko-psychologiczną fantazją.
[...]
– Poza już wymienionymi zeznaniami świadków, byłem obecny przy pracy wydobywania zwłok i następnej identyfikacji. Zaznaczyłem już na początku, że trafiłem w chwili, gdy prace te były w toku. Prace prowadzi Polski Czerwony Krzyż. Delegacja składa się z siedmiu osób, na czele z panem Wodzinowskim. Kieruje zaś robotami zaproszony przez Polski Czerwony Krzyż dr Marian Wodziński z Instytutu Medycyny Sądowej w Krakowie. Tak jak wszystko w Katyniu widziałem również na własne oczy, jak się to robi.
– Mianowicie...
– Mianowicie robotnicy miejscowi wkraczają do dołów, w których spoczywają zabici, oddzielają pojedyncze zwłoki, często przy tym zmuszeni są je odrywać, tak bardzo spłaszczone i sprasowane są warstwy trupów. Układają je na nosze i niosą na wolną przestrzeń, gdzie zostają złożone na ziemi. Inna grupa robotników, pod ścisłym kierownictwem członków i funkcjonariuszów Polskiego Czerwonego Krzyża wydobywa wszystko, co się przy zwłokach znajduje. Widziałem stan zwłok i stan mundurów. Gleba piaszczysto–gliniana sprzyja częściowo mumifikacji znanej w nauce pod nazwą „tłuszczowosk". Mundury są oczywiście sprasowane, zlepione, kleiste, bezbarwne. O odpinaniu guzików mowy być nie może. Operuje się nożami. Rozcina się więc kieszenie i kieszonki, nawet cholewy butów, aby wydobyć wszystko, co człowiek ten nosił przy sobie za życia. I oto nastaje chwila, w której niemy, ponury grób zaczyna przemawiać. Przed oczyma naszymi przesuwają się obrazy prywatnego życia i politycznego, i duchowego, i rodzinnego, i więziennego, i... no i tak dalej. Przy niektórych zwłokach znajdują się tylko drobne ułamki ich osobistych spraw. Przy niektórych liczne i nawet bardzo liczne wskazówki, które pomagają stwierdzić datę, historię ostatnich tygodni, nastroje, nazwiska, stan rodzinny, stopień wojskowy, zawód cywilny. Nie wstydźmy się powiedzieć, że z grobu tego, z cuchnącej zbrodni, o której pokoleniom zapomnieć nie będzie wolno, idzie ku nam człowiek już nie żywy, który kiedyś żył jak inni, cieszył się, cierpiał, marzył, pił, modlił, romansował, płakał, czytał, pisał, myślał, grał, miał wady i zalety. Na światło dnia tej wiosny, wydobywane jest z grobu wszystko, co było jego: zgniecione zapałki, ostatnie nie wypalone papierosy, pieniądze, medaliki i legitymacje, ordery i portmonetki, książeczka do nabożeństwa obok gazety sowieckiej, świadectwa szczepienia w Kozielsku, pamiętnik i fotografie, a nade wszystko listy. Atrament i chemiczny ołówek najczęściej nie wytrzymują próby wilgotnego grobu. Natomiast świetnie zachowuje się pisane ołówkiem zwykłym i słowo drukowane. Oto proszę pana...
Pan Mackiewicz ma w tej chwili wyraz człowieka nad wyraz zmęczonego, gdy sięga po plik fotografii.
– ...oto proszę zobaczyć, jak się to robi, jak rozcina mundury, bada i sprawdza, segreguje rzeczy potrzebne od niepotrzebnych. A oto jeszcze dowód, bardzo przykry, bardzo cuchnący, ale cóż począć...
Sięga teraz po paczkę, zawiniętą w ogromną ilość gazet. Rozwija. Zwolna w powietrzu zawisa swąd trupi. Jeszcze jeden papier, jeszcze jeden papier. Potem widzimy mały, drewniany portcygar, w nim trzy, dobrze zachowane papierosy. Obok guziki z orłami. Gazetę sowiecką z grudnia 1939 roku. Papierowe 2 złote. Kulę wyjętą z czaszki. Naramienniki majora z liczbą trzy i naramienniki kapitana.
– I tak mniej więcej wyglądają wszystkie te rzeczy tam, w Katyniu. Taki jest ich stan. Oto na przykład kładą na stole zwłoki o nieco podkurczonych nogach, z głową odrzuconą na bok, z czoła której zieje dziura wylotowa kuli. Władysław Bielecki. Kartka pocztowa doskonale zachowana. Stempel pocztowy wskazuje datę. Białystok 14.I.1940 r. W bocznej kieszeni „Głos Radziecki" z dnia 29 marca 1940 r. Druk przebija wyraźnie poprzez lepką wilgoć: „Towarzysze. Idziemy ku lepszemu jutru. Przychodzą nowi ludzie, którzy naszą ojczyznę... Towarzysz Stalin..." no itd. Następny. List do Kozielska. Nazwisko nieczytelne. Książeczka do nabożeństwa. Portfel. Doktór Wodziński otwiera go i nagle na nas wszystkich, którzyśmy zbliżyli głowy, patrzy mokra, tak dziwnie wyraźna, kobieta, jasna, o dużych oczach, blondynka, z dzieckiem na ręku. Może ma na tej fotografii trochę niemodną i przydługą suknię, może się komuś wydać banalną... To jego żona z córeczką. Poszedł z nimi do grobu. Kula siedzi mu jeszcze w czaszce, co się zdarza rzadko.
– Tak, proszę panów – mówi dalej pan Mackiewicz – fotografie i listy, to drugi tom tej tragedii, a dla mnie osobiście ten tom drugi wydaje się jeszcze smutniejszy, jeszcze bardziej rozdzierający. Mówiłem poprzednio o kulminacyjnym punkcie tematu. Dotyczy on wszakże strony niejako rzeczowej, tych oficerów, tych mężczyzn rodaków naszych, którzy ginęli mordowani w nieludzki sposób przez największego z naszych wrogów. Jest jeszcze inny punkt kulminacyjny, gdy oderwawszy wzrok od trupów pomordowanych ojców, skierujemy go na listy ich dzieci. Te które miałem w ręku, wszystkie pisane były do Kozielska.
„Kochany Tatusiu. Jesteśmy niespokojni, bo nie mamy wiadomości ani listu. Wysłaliśmy 100 rubli i paczkę, i rzeczy, o które Tatuś prosił. My jesteśmy zdrowi i na tym samym miejscu. Proszę się o nas nie bać. Gdy się zobaczymy... Podpisane: Twoja Stacha. 15 lutego 1940 r."
„Drogi Ojczulku. Dziękuję Ci bardzo i życzę również zdrowia i wszystkiego, wszystkiego najlepszego. Do szkoły nie chodzę. Z powodu mrozów jest zamknięta. Na Hnidówce nie byliśmy bo daleko i mróz. Znaczki pocztowe zbieram..."
Jakże ważną wydawała się ta wiadomość synka, która turkotała po szynach sowieckich kolei, zanim dosięgła ojca na niewiele dni przed jego straszliwą śmiercią: Tadzio zbiera znaczki. Tadzio wierzy: „...kiedy wrócisz" – pisze. Ten refren powtarza się ciągle: „gdy wrócisz", „jak będziemy razem", albo: „zobaczysz", „Tatuś zobaczy"... Nie!! nie zobaczył już nigdy! Dzieci są pełne zaufania. Wierzą w dobry koniec, w samo przez się zrozumiały powrót do domu. Przebija w nich taka doza wiary i tęsknoty, że czytając te listy, tam w Katyniu, nad przedziurawionymi czaszkami, jakaś gorzka ślina dusi w gardle. Tu mam jeszcze jeden, tak pełny miłości dziecinnej, tak tchnący troską o los „najukochańszego Tatusia", a jednocześnie wiarą i otuchą, że nie ważę się go przytoczyć, ani wymienić imienia. Mimo wszystko byłoby to świętokradztwem. List ten doszedł na krótko przed końcem. Widziałem na własne oczy, jak w stosie trupów wyglądał ten, do którego był adresowany. Złożył on to pismo dziecinne, pisane ołówkiem, wielkimi literami, skrupulatnie we czworo i schował w portfelu. Teraz dopiero go wydobyto z cuchnącego padołu. Ale nie zdaje mi się, żeby pisany był daremnie. Dziś już przeadresowany jest na imię Boga i wołać będzie o pomstę.
[...]

 

„Goniec Codzienny" Wilno, nr 577; 3 czerwca1943 r


dr Witold Wasilewski

Zbrodnia Katyńska

Napaść sowiecka w 1939 r. Polacy w niewoli.

 

17 września 1939 r. sowiecka Robotniczo-Chłopska Armia Czerwona (RKKA), realizując postanowienia paktu Ribbentrop–Mołotow z 23 sierpnia 1939 r., uderzyła na walczącą od 1 września 1939 r. z niemieckim Wermachtem Polskę. W wyniku działań wojennych i następujących bezpośrednio po ich ustaniu aresztowań w niewoli sowieckiej znalazło się około 250 tysięcy żołnierzy, w tym około 10 tysięcy oficerów Wojska Polskiego (WP). Część wziętych do niewoli szeregowców, czyli strzelców (byli to żołnierze z poboru, niezawodowi) i podoficerów WP w kolejnych miesiącach skierowano do przymusowych robót w obozach pracy rozsianych na terenie Związku Socjalistycznych Sowieckich Republik (ZSSR), część pochodzących z terenów Rzeczpospolitej Polskiej (RP) wcielonych do ZSSR, głównie uznanych za bliskich klasowo oraz z mniejszości narodowych, zwolniono do domów, zaś część jeńców pochodzących z terenów RP okupowanych przez III Rzeszą Niemiecką przekazano władzom niemieckim.

Oficerów WP władze ZSSR potraktowały w sposób szczególny, zostali oni — wraz z grupą chorążych (stopień pośredni pomiędzy podoficerskim i oficerskim) i podchorążych (stopień pośredni pomiędzy podoficerskim a oficerskim, były to osoby kończące szkoły podchorążych, które otrzymywały następnie stopnie oficerskie i zasilały korpus oficerski WP) — przekazani do dyspozycji Ludowego Komisariatu Spraw Wewnętrznych (NKWD) ZSSR. W celu przejęcia dużej grupy polskich jeńców Ludowy Komisarz Spraw Wewnętrznych ZSSR, czyli szef NKWD, Ławrientij Beria powołał 19 września 1939 r. specjalny Zarząd ds. Jeńców Wojennych NKWD. Większość oficerów i podchorążych WP, przebywszy drogę przez obozy rozdzielcze, np. w Szepietówce, została osadzona jesienią 1939 r. w trzech tzw. obozach specjalnych NKWD w: Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie. W tym ostatnim obozie ich relatywnie najmniejsza grupa dołączyła do rzeszy przetrzymywanych tam funkcjonariuszy różnych polskich służb mundurowych. W trzech obozach NKWD — od jesieni 1939 r., aż do decyzji o zbrodni nazwanej później katyńską — przebywało około 90 % pojmanych i zidentyfikowanych przez władze ZSSR oficerów Wojska Polskiego.

W Starobielsku, według stanu z 4 grudnia 1939 r., przetrzymywano 3907 jeńców, z czego tylko dwadzieścia sześć osób nie było oficerami WP — zawodowymi lub rezerwy (oficerowie rezerwy w czasie pokoju pracowali w cywilnych zawodach, ale jako posiadający wyszkolenie i stopnie oficerskie byli powoływani do czynnej służby w armii na czas wojny).

W Kozielsku, według stanu na 1 grudnia 1939 r., znajdowało się 4727 jeńców, również w zdecydowanej większości oficerów WP.

W Ostaszkowie przetrzymywano, według stanu z 1 grudnia 1939 r., 5963 osoby (do końca roku liczba ta wzrosła do 6364 osób), wśród nich kilkudziesięciu oficerów WP. Największe grupy jeńców w Ostaszkowie stanowili: funkcjonariusze Policji Państwowej (PP), żołnierze Korpusu Ochrony Pogranicza (KOP), funkcjonariusze Służby Więziennej, Straży Granicznej i innych mniejszych służb mundurowych. W związku z tym obóz ten określano później często mianem „policyjnego”. Byli to funkcjonariusze lub żołnierze posiadający stopnie odpowiadające w wojsku stopniom: oficerskim, podoficerskim oraz szeregowców (czyli np. w PP posterunkowi, odpowiednik szeregowca—strzelca WP). Fakt jednakowego, niezależnie od stopnia, potraktowania tej grupy osób służących w mundurach, należy tłumaczyć m. in. tym, że wszyscy oni pełnili służbę zawodową, podczas gdy w pochodzącej z poboru powszechnego armii w 1939 r. nie było zawodowych szeregowców.

We wszystkich wymienionych obozach specjalnych NKWD internowało też niewielkie grupy cywilnych przedstawicieli polskich elit politycznych i społecznych.

Całe zbiorowości obozów specjalnych w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie, (wojskowi, policjanci, a nawet cywile) były w nomenklaturze sowieckiej określane jako „wojennopliennyje”, czyli jeńcy wojenni. Jeńcy wojenni z tych obozów stanowili bardzo ważną, ale tylko jedną z wielu prześladowanych przez władze sowieckie grup Polaków.

Liczniejsza niż grupa przetrzymywanych w obozach dla jeńców wojennych, zbiorowość kilkudziesięciu tysięcy obywateli RP — głównie osób cywilnych została wtrącona w 1939 r. i w pierwszych miesiącach 1940 r. do więzień na obszarach tzw. zachodnich obwodów Ukraińskiej Socjalistycznej Sowieckiej Republiki (USSR) i Białoruskiej Socjalistycznej Sowieckiej Republiki (BSSR), czyli okupowanych przez ZSSR ziem wschodnich Polski. Część z nich, po wyrokach kolegiów NKWD lub sądów i bez nich, zabito, innych skazano na długoletnie kary w łagrach w głębi ZSSR, niewielką grupę z różnych powodów zwolniono, reszta, często poddawana bardzo brutalnemu śledztwu, oczekiwała w więzieniach na rozstrzygnięcie swojego losu.

Grupę oficerów WP, którzy nie trafili do obozów specjalnych NKWD, przetrzymywano głównie w więzieniach NKWD na obszarach anektowanych przez ZSSR wschodnich województw RP i w więzieniach NKWD w Moskwie: na Łubiance i Butyrkach. Większość z nich była poddana intensywnemu śledztwu. Do łagrów w głębi Związku Sowieckiego wojskowi trafiali na podstawie wyroków sowieckich instytucji sądowych, głównie z więzień, ale również z obozów. Pomiędzy poszczególnymi miejscami istniał przepływ jeńców: generała Władysława Andersa więziono najpierw we Lwowie, a następnie w Moskwie; majora Wincentego Bąkiewicza, wieloletniego szefa samodzielnego referatu „Rosja” Oddziału II Sztabu Generalnego WP (wywiad wojskowy), przeniesiono, gdy zorientowano się jaką funkcję pełnił, ze Starobielska do Moskwy; występowały również przepływy pomiędzy poszczególnymi obozami dla jeńców wojennych.

Do wiosny 1940 r. jeńcy trzech wielkich obozów znajdowali się w ciężkich, ale pozwalających na przeżycie warunkach, zachowując wiarę w pozytywny obrót swojego losu, nawet w teoretycznie najbardziej, również wedle sądu samych przetrzymywanych, narażonym na zaostrzenie represji „policyjnym” Ostaszkowie. Oficerowie WP podlegali z jednej strony szykanom władz obozowych i częstym przesłuchaniom, z drugiej byli obiektem zabiegów, mających skłonić ich do współpracy z władzami sowieckimi i poparcia ideologii komunistycznej. Działania perswazyjne prowadzili oficerowie NKWD z Zarządu ds. Jeńców Wojennych i specjalnie do tego celu delegowani z innych wydziałów komisariatu, np. w Kozielsku as sowieckiego wywiadu kombrig (generał brygady) Wasilij Zarubin. Zdecydowana większość polskich jeńców, przywiązanych do idei niezawisłości i wielkości Rzeczypospolitej oraz zasady lojalność wobec legalnych Władz RP, nie poddawała się jednak manipulacjom sowieckich służb specjalnych i obozowej propagandzie prokomunistycznej.


Zbrodnicza decyzja Politbiura WKP(b) z 5 marca 1940 r.

 

W początku marca 1940 roku Ludowy Komisarz Spraw Wewnętrznych ZSSR Ławrientij Beria skierował do Komitetu Centralnego Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików) – KC WKP(b), adresowane do kierującego pracami KC i jego Biura Politycznego „towarzysza Stalina”, pismo z projektem decyzji o likwidacji polskich jeńców wojennych i więźniów.

14 700 przewidzianych do wymordowania jeńców miało pochodzić spośród przetrzymywanych w obozach specjalnych NKWD w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie: 14 736 osób — według narodowości ponad 97% Polaków, których charakterystykę rozpisano na kategorie i stopnie, w wypadku jeńców wojskowych precyzując np.: Wśród nich jest: Generałów, pułkowników i podpułkowników – 295, majorów i kapitanów — 2 080, poruczników, podporuczników, chorążych – 6 049. Pozostałych 11 000 ofiar miano wyselekcjonować z grupy: 18 632 (wśród nich 10 685 Polaków) więźniów przetrzymywanych w więzieniach na anektowanych ziemiach RP.

Ł. Beria proponował najwyższym władzom partii i państwa: „Polecić NKWD ZSSR:

1) sprawy znajdujących się w obozach dla jeńców wojennych 14 700 osób, byłych polskich oficerów, urzędników, obszarników, policjantów, i agentów wywiadu, żandarmów, osadników i służby więziennej.

2) jak też sprawy aresztowanych i znajdujących się w więzieniach zachodnich obwodów Ukrainy i Białorusi 11 000 osób członków różnorakich kontrewolucyjnych, szpiegowskich i dywersyjnych organizacji, byłych obszarników, fabrykantów, byłych polskich oficerów, urzędników i zbiegów

– rozpatrzyć w trybie specjalnym [czyli jak poniżej sprecyzowano: bez wzywania aresztowanych i przedstawiania zarzutów, decyzji o zakończenia śledztwa i aktu oskarżenia], z zastosowaniem najwyższego wymiaru kary – rozstrzelanie.

Należy wyjaśnić, że wymienieni w rozkazie: osadnicy to byli żołnierze WP, zwykle weterani walk o niepodległość i granice RP w latach 1918–1920, którzy w uznaniu zasług otrzymali od państwa ziemię; zbiedzy to osoby, które uciekły spod okupacji niemieckiej (często w obawie przed represjami) na terytorium ZSSR; a członkowie różnorakich kontrewolucyjnych, szpiegowskich i dywersyjnych organizacji to z reguły działacze polskich partii i organizacji politycznych, społecznych lub wojskowych — bądź istniejących w 1939 r., bądź funkcjonujących w przeszłości, takich jak utworzona w czasie I wojny światowej Polska Organizacja Wojskowa, która w konspiracji i jawnie walczyła o odzyskanie przez Polskę niepodległości po okresie zaborów (prowadząc w tym celu również działania wywiadowcze). Inne kategorie ofiar, nawet opisane na sowiecką modlę, jak np. polscy ziemianie zmienieni w obszarników czy też żandarmi, czyli służący w wojskowej Żandarmerii, są łatwo czytelne również dla dzisiejszego odbiorcy.  

Wniosek ten został opatrzony przez Biuro Polityczne KC WKP(b) 5 marca 1940 r. W dokumencie z propozycją, podpisanym wcześniej przez wnioskującego Ł. Berię, wpisano feralną datę 5 marca 1940 r., zaś na nim znalazły się odręczne podpisy: Józefa Stalina, Klimienta Woroszyłowa, Wiaczesława Mołotowa i Anastasa Mikojana oraz adnotacja sekretarza o zaakceptowaniu decyzji również przez Michaiła Kalinina i Łazara Kaganowicza. W decyzji jako osoby odpowiedzialne za jej wykonanie wskazano „trójkę” wysokich funkcjonariuszy NKWD, w składzie: Wsiewołod Mierkułow, Bachczo Kabułow i Leonid Basztakow. W ten sposób Politbiuro KC WKP(b) skazało decyzją polityczną, abstrahując od udowodnionej sądowo winy, na zagładę 25 700 Polaków.

Postanowienie Politbiura WKP(b) na czele z Józefem Stalinem było zarazem decyzją kierownictwa rządzącej partii komunistycznej, jak i kierownictwa państwowego Związku Sowieckiego. Wśród sygnujących decyzję członków Biura Politycznego, obok szefa partii i faktycznego przywódcy państwa J. Stalina, znaleźli się m. in.: W. Mołotow — Przewodniczący Rady Komisarzy Ludowych ZSSR (czyli sowiecki odpowiednik premiera) i zarazem Ludowy Komisarz Spraw Zagranicznych (czyli minister spraw zagranicznych) oraz Michaił Kalinin — Przewodniczący Rady Najwyższej ZSSR (swoisty prezydent, jako przewodniczący ciała stanowiącego sowiecki kolektywny odpowiednik głowy państwa). Wszyscy pozostali decydenci zbrodni również piastowali najwyższe stanowiska państwowe. O zespoleniu władz partyjno-państwowych w ZSSR, decydowała, obok rzeczywistego układu władzy, również sformalizowana zasada dekretowania decyzji Biura Politycznego wprost do wykonania administracji państwowej. Zbrodnia Katyńska była zatem zbrodnią popełnioną przez komunistyczną partię i przez sowieckie państwo. Postanowienie Politbiura zapisano, pod datą 5 marca 1940 r., w Protokole nr 13 posiedzeń Politbiura w 1940 r., w punkcie 144. Z Protokołu sporządzano następnie wyciągi z samą tylko decyzją katyńską, w tym od razu kluczowy — dla Ł. Berii, jako szefa mającego wykonać zbrodniczą decyzję NKWD ZSSR. (patrz źródło).


Operacja NKWD w kwietniu – maju 1940 r. i jej krwawa statystyka

Poczynając od pierwszych dni kwietnia 1940 r. NKWD realizowało akcję tzw. „rozładowania” trzech obozów specjalnych, wywożąc z nich, a następnie rozstrzeliwując jeńców. W chwili jej uruchomienia w obozie w Kozielsku więziono 4599, w Starobielsku 3895, w Ostaszkowie 6346 osób. Spośród przetrzymywanych w obozach w chwili przystąpienia do ich likwidacji zabito około 97 % osób.

Ocalała grupa 395 jeńców, „wyłączonych” z list śmierci wedle nie do końca jasnych do dziś kryteriów, m. in.: na skutek interwencji obcych państw, jak np. w wypadku rotmistrza Jozefa Czapskiego, do dalszego śledztwa lub wykorzystania do realizacji celów politycznych ZSSR (co wobec niektórych, np. płk. Zygmunta Berlinga, odniosło zamierzony skutek). Grupę tę przeniesiono najpierw do obozu juchnowskiego w Pawliszczew Borie, a następnie do obozu w Griazowcu. Kilkunastu ocalonych oficerów WP, ocenionych nie zawsze trafnie jako podatnych na wpływ ideologii komunistycznej i skłonnych do współpracy, wyselekcjonowano i odizolowano w podmoskiewskiej tzw. „willi szczęścia” NKWD. Większość jeńców wyrwanych zagładzie, po wybuchu wojny sowiecko—niemieckiej i zawarciu układu polsko-sowieckiego w 1941 r., zasiliła tworzoną z inicjatywy legalnych Władz RP w Londynie, dowodzoną przez zwolnionego z sowieckiego więzienia gen. W. Andersa, Armię Polską w ZSSR, a po jej ewakuacji w 1942 r. na Bliski Wschód II Korpus Polski, w którym walczyła m. in. pod Monte Cassino. Mniejszość pozostała w ZSSR i współpracowała z Sowietami przy tworzeniu w 1943 r. 1 Dywizji im. Tadeusza Kościuszki, dowodzonej przez byłego więźnia Starobielska generała (z nadania sowieckiego) Z. Berlinga, zalążku podporządkowanego politycznie władzom ZSSR (Ludowego) Wojska Polskiego.

Pozostałych polskich jeńców NKWD, zgodnie z decyzją Politbiura, wymordowało. Jeńców z Kozielska transportowano w grupach koleją do stacji Gniazdowo niedaleko Smoleńska, a stamtąd samochodami więziennymi na teren Lasu Katyńskiego. Na stacji kolejowej odłączony został z konwoju, na polecenie z Moskwy, porucznik Stanisław Swianiewicz, który przed wojną zajmował się m. in. studiami nad rozwojem społecznym i przemysłowym ZSSR i mógł posiadać ważne dla władz sowieckich informacje. Swianiewicz, który widział ładowanych do czarnych więźniarek kolegów, był później ważnym świadkiem ich ostatniej drogi. Jeńców, wśród których była jedna kobieta — pilot Janina Lewandowska, zamordowano w Lesie Katyńskim: w położonej na jego terenie daczy NKWD lub bezpośrednio nad dużymi dołami, w których następnie ukryto ciała ofiar.

Jeńców ze Starobielska przewieziono partiami, transportem kolejowym, do Charkowa. Po przewiezieniu ze stacji samochodami, zastrzelono ich w miejscowym więźniu NKWD — w nocy, w wyciszonych celach w piwnicy, do których ofiary były wprowadzane pojedynczo. Ciała ofiar przewożono nocami w przykrytych ciężarówkach do ogrodzonej strefy Parku Leśnego na obrzeżu Charkowa (niedaleko osady Piatichatki, w miejscu gdzie NKWD już wcześniej ukrywało zwłoki swoich ofiar) i tam po wrzuceniu do uprzednio przygotowanych dołów zakopano.

Jeńców z Ostaszkowa, których transport i mord wyglądał podobnie do starobielskiego, zastrzelono w więzieniu w Kalininie (obecnie Twer). W tym wypadku transportowane samochodami ciała ukryto w największej odległości od miejsca mordu, koło oddalonej od Kalinina o kilkadziesiąt kilometrów miejscowości Miednoje.

We wszystkich wypadkach główną metodą mordu był strzał w tył głowy. Część ofiar miała ręce wykręcone do tyłu i skrępowane drutem lub sznurkiem. Oględziny zwłok wskazały, że niektórzy, orientując się w ostatniej chwili co ich czeka, próbowali się bronić. Groźbę zbiorowego desperackiego buntu NKWD z góry wyeliminowało dzięki przemyślnej operacji dezorientacji poprzedzającej transporty śmierci z obozów, większość jeńców licząc na poprawę losu z nadzieją oczekiwała kiedy nadejdzie pora ich transportu.

Równolegle NKWD dokonało mordu na więźniach przetrzymywanych na zagarniętych ziemiach II Rzeczypospolitej, czyli w tzw. zachodnich obwodach Związku Sowieckiego. Jest to cały czas najsłabiej poznana część Zbrodni Katyńskiej. 21 marca 1940 r. Ł. Beria zwrócił się do Ludowego Komisarza Komunikacji ZSSR Ł. Kaganowicza o dostarczenie taboru kolejowego w celu opróżnienia z 8 000 osób więzień w centralnych i wschodnich rejonach Ukrainy, m. in. w Kijowie, Charkowie i Chersoniu. Do opróżnionych więzień w: Kijowie, Charkowie, Chersoniu i prawdopodobnie innych — z więzień w tzw. zachodniej Ukrainie: Lwowskiego, Rówieńskiego, Wołyńskiego, Tarnopolskiego, Drohobyckiego, Stanisławowskiego — przywieziono 3 000 osób. Równocześnie z więzień w tzw. zachodniej Białorusi: Brzeskiego, Pińskiego, Baranowickiego, Wileńskiego (lub, o ile to ostatnie pomylono w dokumencie, Wilejskiego) do więzienia w Mińsku wyekspediowano także 3 000 osób. Była to główna operacja przewozowa związana z tą częścią mordu, ale źródła wyraźnie wskazują, że wymordowano co najmniej 7305 osób, czyli brakującą liczbę prawdopodobnie albo wcześniej albo później przewieziono z tych samych lub innych więzień (np. Białostockiego) do „opróżnionych” więzień. Nie możemy wykluczyć, że część więźniów wymordowano od razu w więzieniach na anektowanych ziemiach wschodnich RP, np. we Włodzimierzu Wołyńskim. Niezależnie od na pewno zamordowanej grupy brakującej do liczby 7305 osób, pozostaje pytanie czy ofiar z więzień nie było więcej, choć zapewne nie aż 11 tysięcy, wymienione w decyzji Politbiura. Nie znamy do dziś pełnego i pewnego wykazu miejsc kaźni ofiar wymienionych w drugim „punkcie” decyzji katyńskiej, domyślając się jedynie na podstawie tras transportów i innych pośrednich wskazówek, że były to Mińsk, Kijów, Charków, Chersoń. Jako miejsce ukrycia zwłok części ofiar tego fragmentu Zbrodni Katyńskiej udało się potwierdzić, dzięki ekshumacjom zwłok, tylko Bykownię pod Kijowem. Odpowiedz na pozostałe pytania przynieść może dopiero przeprowadzenie kolejnych ekshumacji, a przede wszystkim ujawnienie nowych źródeł.

Wedle pochodzącej z 1959 r. ściśle tajnej odręcznej notatki szefa Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego (KGB) ZSRR Andrieja Szelepina dla I sekretarza Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego (KPZS) Nikity Chruszczowa na podstawie decyzji z 5 marca 1940 r.: rozstrzelano 21 857 osób, z czego: w Lesie Katyńskim (obwód Smoleński) 4421 osób, w obozie Starobielskim w pobliżu Charkowa 3820 osób, w obozie Ostaszkowskim (obwód Kaliński) 6311 osób, a 7305 osób było rozstrzelanych w innych obozach i więzieniach Zachodniej Ukrainy i Zachodniej Białorusi. (…) Od momentu przeprowadzenia wymienionej operacji, tj. od 1940 roku żadnych informacji związanych z tą sprawą nikomu nie udzielano i wszystkie akta w liczbie 21 857 przechowywane są w opieczętowanym pomieszczeniu. Autor nieprecyzyjnie określił część miejsc mordów, które były drugorzędne z punktu widzenia celu powstania notatki, zasadzającego się na propozycji zniszczenia jednej z kategorii akt, ale z tego samego powodu bardzo precyzyjnie podał liczbę ofiar i ich akt osobowych. Szef KGB dysponował przy tym w 1959 r. aktami ewidencyjnymi i osobowymi ofiar, których my do dzisiaj nie znamy, co każe uznać jego statystykę zbrodni za bardzo wiarygodną.

Dane te nieomal pokrywają się ze zweryfikowanymi w oparciu o materiały operacyjne i sprawozdawcze NKWD (głównie tzw. listy dyspozycyjne z kwietnia i maja 1940 r.) liczbami zamordowanych jeńców wojennych z trzech obozów, odpowiednio dla: Katynia – 4410, Charkowa – 3739, Kalinina – 6314. Wszystkich ich znamy z imienia i nazwiska.

W odniesieniu do ofiar z więzień możemy określić na podstawie dokumentacji NKWD z 1940 r. (lista ekspedycyjna akt osobowych ofiar wysłanych wcześniej na śmierć) liczbę ofiar z więzień tzw. zachodniej Ukrainy — na ok. 3435. Jest to tzw. lista ukraińska Zbrodni Katyńskiej. Pozostaje, jeśli wierzyć ogólnym materiałom sprawozdawczym i notatce A. Szelepina (określających liczbę zabitych więźniów na 7305 osób) grupa blisko 3900 ofiar z więzień tzw. zachodniej Białorusi. W tym wypadku nie dysponujemy jednak dokumentami operacyjnymi NKWD z wiosny 1940 r., które pozwoliłyby precyzyjnie zweryfikować liczbę zamordowanych oraz zidentyfikować ofiary z imienia i nazwiska. Jest to tzw. lista białoruska Zbrodni Katyńskiej – do dziś poszukiwana.

Wobec powyższego nie można całkowicie wykluczyć, że liczba wymordowanych więźniów była wyższa od przyjmowanej obecnie, podnosząc tym samym aktualną statystykę Zbrodni Katyńskiej, która oscyluje około liczby — 21 857 zmordowanych osób.

Katyń był zbrodnią masową o której wyjątkowości decydował m. in. szczególny profil jej ofiar. Listy strat nie sposób tu ciągnąć, jest ona bardzo długa i straszliwie przygnębiająca. Warto jednak zwrócić uwagę na charakterystyczne cechy tej listy, ujawniające zarazem kluczowe wątki zbrodni, jak i jej wspólny mianownik.

Wśród zabitych na mocy decyzji z 5 marca 1940 r. było przeszło 8 tysięcy oficerów WP. Nigdy w żadnej bitwie czy całej kampanii korpus oficerski armii polskiej nie poniósł choćby zbliżonych do tej hekatomby strat. Wielki upływ krwi dotyczył wszystkich stopni. Z Kozielska i Starobielska na śmierć poprowadzono znanych i doświadczonych generałów: Stanisława Hallera, Mieczysława Smorawińskiego czy kontradmirała Xawerego Czernickiego i innych, zginęli oficerowie starsi: pułkownicy, podpułkownicy i majorzy, zwykle zawodowi. Zginęli oficerowie młodsi: kapitanowie, porucznicy, podporucznicy i chorążowie, którym sama śmierć wskazała miejsce w korpusie oficerskim. Zginęli naczelni i inni kapelanii WP wszystkich występujących w wojsku wyznań chrześcijańskich: rzymsko i greko-katolickiego, prawosławnego, ewangelickich oraz religii mojżeszowej. Wśród ofiar, głównie z obozów w Kozielsku i Starobielsku, były tysiące oficerów rezerwy, w życiu cywilnym np. naukowców, jak dr hab. chemii fizycznej materiałów wybuchowych Tadeusz Tucholski z Uniwersytetu Poznańskiego i Politechniki Warszawskiej czy artystów, jak według wielu najbardziej uzdolniony polski poeta okresu międzywojennego, pacyfista Władysław Sebyła. I kilkuset lekarzy oraz nauczycieli. I wielu innych wykwalifikowanych pracowników instytucji publicznych i firm prywatnych. Łączyło ich bardzo dobre, zwykle wyższe, ówcześnie nie częste, wykształcenie i z reguły wykonywanie zawodów o dużym znaczeniu społecznym i prestiżu, często zaufania publicznego. Byli ludźmi młodymi lub w wieku średnim.

W całej Zbrodni Katyńskiej NKWD wymordowało także zbliżoną do liczby oficerów wojska łączną ilość: funkcjonariuszy Policji Państwowej i innych służb mundurowych, w tym żołnierzy powołanej do obrony granicy wschodniej RP wojskowo–policyjnej formacji KOP. Starty poniesione w 1940 r. w Kalininie i innych miejscach przez polską policję państwową, formację z zasady nie służącą do działań wojennych, są nieporównywalne z żadnymi innymi. Suma wszystkich strat polskiej policji poniesionych podczas wypełniania służby nie zbliża się nawet do rzędu wielkości strat poniesionych w 1940 r. w kaźniach NKWD. W wypadku KOP, gdzie straty były relatywnie największe wobec stanów z 1939 r., można mówić wręcz o zmasakrowaniu formacji. Większość ofiar spośród niewojskowych formacji mundurowych było przetrzymywanych w Ostaszkowie, ale wielu również w więzieniach tzw. zachodniej Ukrainy i prawdopodobnie tzw. zachodniej Białorusi.

Wśród ofiar z więzień na anektowanych ziemiach RP przeważali cywile, choć i tu były osoby służące państwu polskiemu w mundurach. Na tzw. liście ukraińskiej było bardzo dużo: osadników i ziemian, działaczy politycznych i społecznych, urzędników państwowych i samorządowych, np.: Stanisław Widacki, prezydent Tarnopola, poseł na Sejm RP kadencji 1935–1938 r.; Dezydery Smoczkiewicz, poseł na Sejm kadencji 1934–1938 r., w czasie I Wojny Św. żołnierz Legionów i działacz Polskiej Organizacji Wojskowej; Zygmunt Piotrowski, działacz PPS i poseł na Sejm RP, a także np. sędzia Sądu Okręgowego, profesor prawa karnego na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie Ludwik Dworzak. Zauważyć należy, że sędziowie, prokuratorzy, członkowi palestry RP znaleźli się wśród ofiar z praktycznie wszystkich list katyńskich. Wszystkich rozpoznanych, bo należy w tym miejscu zaznaczyć, że nie znamy nadal imiennej list ofiar z więzień w tzw. zachodniej Białorusi. Na podstawie ramowej kategoryzacji w decyzji katyńskiej i analogii z tzw. listą ukraińską, możemy być pewni ogólnego profilu i tych zamordowanych, przypuszczać obecność na niej np. wielu polskich ziemian, ale poszczególnych nazwisk musimy się domyślać.

Generalnie wszystkie tzw. listy Zbrodni Katyńskiej: katyńska (kozielska), charkowska (starobielska), kalinińska (ostaszowska), ukraińska i najbardziej dziś tajemnicza białoruska, choć miały swoje specyfiki, łączył wspólny mianownik — władze sowieckie umieściły na nich kategorie osób wyróżniających się: pełnioną funkcją polityczną lub społeczną, wykształceniem, pozycją społeczną, majątkową lub zawodową, a także identyfikowalnym przywiązaniem do tradycji walk o niepodległość i granice Polski. Związek Sowiecki eksterminował osoby odgrywające dużą rolę w społeczeństwie i państwie polskim, ze szczególnym uwzględnieniem osób pozostających w służbie państwowej, a w ramach tej kategorii tych, którzy służą państwu w mundurze. Przede wszystkim jednak komunistyczne państwo eksterminowało Polaków, gdyż to ta cecha łączyła ogół wymordowanych.

Podkreślić należy, że dobór na podstawie narodowej obejmował nie tylko kryterium obywatelstwa RP, ale przynależność do zbiorowości, połączonego wspólnotą języka, historii, tradycji i idei państwowej Narodu Polskiego. Dowodzi tego treść decyzji Politbiura WKP(b) z 5 marca 1940 r., znamionującej świadomy wybór spośród obywateli RP osób odpowiadających temu węższemu, trudno definiowalnemu, ale łatwo wyczuwalnemu, pojęciu Narodu Polskiego. W związku z tym wśród ofiar Zbrodni Katyńskiej było bardzo mało, zwłaszcza relatywnie do składu narodowościowego ziem RP anektowanych przez ZSSR, przedstawicieli mniejszości narodowych — obywateli RP poczuwający się do przynależności do innej niż polska wspólnoty narodowej. Suma ich na pewno nie przewyższała kilku procent wszystkich ofiar. Na tzw. liście ukraińskiej, obok zdecydowanej większości Polaków, była grupa członków narodowych organizacji ukraińskich, których należy uznać za Ukraińców, ale analogii nie odnajdziemy na pozostałych listach, w tym zapewne również na tzw. liście białoruskiej, gdzie nie należy się spodziewać odnalezienia podobnej ukraińskiej grupy działaczy białoruskich. Wśród zgładzonych jeńców wojennych, w tym oficerów WP, były osoby pochodzenia: ukraińskiego, białoruskiego, niemieckiego, tatarskiego czy karaimskiego, które posiadały obywatelstwo polskie i w zdecydowanej większości czuły się Polakami; w stosunkowo najliczniejszej grupie pochodzenia żydowskiego były osoby uważające się za Polaków, często indyferentne religijnie i osoby uważające się za obywateli RP narodowości żydowskiej, silnie związane służbą z państwem polskim, zwykle religijne. W wypadku niektórych osób identyfikacja narodowa była sprawą delikatną i nie zawsze musiała być ostra. Z identyfikacją narodową nie można mylić religijnej — fakt, że na grobach ofiar zbrodni, obok krzyży rzymskich, widnieją wschodnie, a także symbole judaizmu i islamu, nie oznacza automatycznie, że nie spoczywają tam Polacy. Ogólnego obrazu nie zmienia odnalezienie na tzw. liście ukraińskiej jednej obywatelki Szwajcarii czy też znalezienie się wśród ofiar kilku Gruzinów — oficerów kontraktowych WP, którzy po ucieczce przed bolszewikami z ojczyzny, związali swój los z Polską na śmierć i życie, jak się okazało dosłownie. Wszystkim ofiarom należy się szacunek.

Zamordowani na mocy decyzji z 5 marca 1940 r. byli obywatelami okupowanej przez dwie totalitarne potęgi Rzeczypospolitej Polskiej. Wśród ofiar relatywnie dużo pochodziło z województw anektowanych przez Związek Sowiecki, ale wiele również z terenów zajętych przez III Rzeszę Niemiecką. Jeńcy wojenni i więźniowie w zdecydowanej większości byli Polakami i tak bez najmniejszych wątpliwości traktowali ich decydenci Zbrodni Katyńskiej.


 

Kontekst, cel, kwalifikacja Zbrodni Katyńskiej

Bezpośredni kontekst mordu na polskich jeńcach i więźniach stanowiło uderzenie w ich rodziny. Akcję przeciwko bliskim wymordowanych władze ZSSR przeprowadziły równocześnie i w ścisłym powiązaniu z akcją „rozładowania” obozów specjalnych i więzień.

Decyzję o poddaniu represjom rodzin Polaków skazanych na zagładę 5 marca 1940 r. podjęło Politbiuro KC WKP(b) już w uchwale z 2 marca t. r., zaprotokołowaną ją w tym samym protokole nr 13 z posiedzenia tego kierowniczego gremium partyjnego, co decyzję o mordzie katyńskim. W swojej uchwalePolitbiuro WKP(b) poleciło NKWD ZSSR:

a) przeprowadzić do 15 kwietnia br. deportacje do rejonów Kazachskiej SSR na okres 10 lat wszystkich rodzin represjonowanych i znajdujących się w więzieniach byłych oficerów armii polskiej, policjantów, służby więziennej, żandarmów, wywiadowców, byłych właścicieli ziemskich, fabrykantów i wysokich urzędników byłego polskiego aparatu państwowego, w liczbie 22 — 25 tysięcy rodzin;

b) najbardziej zajadłych z liczby członków rodzin podlegających deportacji, w stosunku do których organa NKWD posiadają materiały o ich działalności antyradzieckiej w przeszłości bądź obecnie, aresztować i następnie przygotować ich sprawy do rozpatrzenia przez Kolegium Specjalne przy NKWD ZSSR (...).       

Stanięcie przed Kolegium Specjalnym, czyli tzw. OSO, oznaczało zesłanie do łagru albo wyrok śmierci, ale największą grupę dotknęła represja polegająca na zesłaniu decyzją administracyjną w głąb ZSSR. 7 marca 1940 r. Ludowy Komisarz Spraw Wewnętrznych Ł. Beria wydał szefom NKWD USSR i BSSR, Iwanowi Sierowowi i Ławrientiejowi Canawie następującą dyrektywę:

NKWD ZSSR poleca do 15 kwietnia br. deportować do rejonów Kazachskiej SSR na okres dziesięciu lat wszystkich członków rodzin byłych oficerów armii polskiej, policjantów strażników więziennych, żandarmów, wywiadowców, byłych obszarników, fabrykantów i wysokich urzędników państwowych byłego polskiego aparatu państwowego, przetrzymywanych w obozach dla jeńców wojennych i więzieniach zachodnich obwodów Ukrainy i Białorusi.” Dokument nie pozostawił cienia wątpliwości, jak szerokiej grupy osób dotyczy rozkaz: „Uwaga: Za członków rodzin uważa się żonę dzieci, a także rodziców, braci i siostry w przypadku jeśli zamieszkują razem z rodziną aresztowanego lub jeńca wojennego.

W tym samym dniu Ł. Beria polecił szefowi Zarządu ds. Jeńców Wojennych NKWD Pawiełowi Soprunience sporządzenie list członków rodzin osób przetrzymywanych w jego dyspozycji, a następnie przesłać je I. Sierowowi i Ł. Canawie. Tego samego dnia Soprunienko polecił komendantom Obozów Specjalnych wykonanie tej dyrektywy, poprzez wypełnienie kart ewidencyjnych zarazem jeńców i członków ich rodzin, wedle wzoru zawierającego rubryki: 1) Numer porządkowy; 2) Nazwisko, imię ojca, rok i miejsce urodzenia, ostatni stopień lub funkcja jeńca wojennego, jego majątek lub pozycja społeczna; 3) Skład rodziny, podaje się: nazwisko, imię, imię ojca, stopień pokrewieństwa, wiek, narodowość (każdego z członków); 4) Adres rodziny.

Cel sporządzenia takich spisów nie został oczywiście objaśniony indagowanym w tej sprawie przetrzymywanym w izolacji Polakom. Sporządzone według powyższego wzoru spisy członków ich rodzin stanowiły następnie dla organów NKWD w zachodniej USSR i BSSR podstawę do wpisania tych osób — członków rodzin zamordowanych w Katyniu, Charkowie i Twerze oficerów WP oraz innych jeńców i więźniów — na listy przeznaczonych do wywózki w głąb ZSSR.

W nocy z 15 na 16 kwietnia 1940 r. oraz kilku kolejnych dobach, osoby, które znalazły się na tych listach, załadowano pod przymusem, pozwalając im zabrać jedynie podręczny dobytek, do pociągów zmierzających na Wschód, głównie do Kazachstanu. Deportacja w kwietniu 1940 r., nazywana bardzo trafnie katyńską, objęła około 65 tysięcy Polaków, w większości kobiet i dzieci, przede wszystkim spośród rodzin ofiar Zbrodni Katyńskiej, ale dotyczyła także np. całych rodzin osadników wojskowych czy oficerów WP nie znajdujących się wówczas niewoli na terenie ZSSR, a na przykład w Armii Polskiej we Francji. Wobec realiów zesłania i w zamierzeniu władz sowieckich, niezależnie od formalnych terminów deportacji, zesłańcy nie mieli wrócić na ojczystą ziemię. Wielu zginęło w transportach, inni (często wysadzani w gołym stepie) po dotarciu na miejsce nie przeżywali „na nieludzkiej ziemi” w bardzo ciężkich warunkach, przy głodowych racjach żywieniowych, nawet ci którzy byli w stanie przetrwać, zgodnie z sowiecką praktyką, nie mieli co liczyć na powrót na te tereny z których ich wysiedlono.

Wywózkę katyńską z 1940 r. należy traktować jako bezpośredni kontekst samej Zbrodni Katyńskiej, a można nawet jako tej zbrodni element, natomiast jako szeroki jej kontekst należy postrzegać całość represji jakie spadły na Polaków po ataku ZSSR na Polskę we wrześniu 1939 r. i aneksji przeszło połowy terytorium RP kilkunastoma milionami obywateli, w największej części Polaków. W latach 1939–1941 działania nowych władz na tych terenach celowo i w sposób planowany prowadziły do wyniszczenia mieszkających na nich Polaków. W stosunku do ich ogółu obejmowały one represje administracyjne, np. przymusowe narzucenie obywatelstwa ZSSR i ekonomiczne, np. przymusowe wywłaszczenia czy konfiskatę oszczędności przy wymianie waluty, a także terror psychologiczny. Kluczowe znaczenie miały represje bezpośrednie, fizyczna likwidacja lub świadome doprowadzenie do śmierci części ludności poprzez: sądowe i pozasądowe mordy, zsyłki z wyrokami do łagrów, przymusowe wcielanie do specjalnych batalionów w Armii Czerwonej oraz przymusowe przesiedlenia, obejmujące deportację około pół miliona Polaków w głąb ZSSR. Dwie, najbardziej masowe wywózki, miały miejsce w lutym i czerwcu 1940 r., czyli w okresie bezpośrednio poprzedzającym i następującym po Zbrodni Katyńskiej. Szczególnie ciężkie represje objęły ponad milion osób, co charakterystyczne w tym wypadku były to najczęściej osoby należące do warstw wyższych społeczeństwa, wyróżniające się wykształceniem, pozycją ekonomiczną, funkcją pełnioną w społeczeństwie i państwa, zaangażowaniem społecznym i politycznym, czy sam patriotyzm, jak wypadku osadników wojskowych, często niewykształconych i niezamożnych, ale weteranów walki o niepodległość i granice państwa.

Celem tych wymierzonych we wszystkie warstwy społeczne, w tym jej elity, było zniszczenie polskości na obszarze okupacji sowieckiej, poprzez jeśli nie całkowite to przynajmniej częściowe etniczne wyczyszczenia wcielonych ziem polskich z Polaków oraz całkowite pozbawienie jej polskich elit państwowo i kulturotwórczych. Celem sowieckich działań było również osłabienie Narodu Polskiego jako całości, niezależnie do obszaru geograficznego, gdyż zwłaszcza w wypadku elit represjami obejmowano osoby pochodzące spod aktualnej okupacji niemieckiej.

Motywu takich działań należy upatrywać, że pozbawione związków kulturowych z polskością i w znacznym stopniu „oczyszczone” z Polaków obszary RP zdobyte przez ZSSR w 1939 r. zostaną na zawsze wydarte Polsce. Pozostałaby na nich co najwyżej grupa ludności polskojęzycznej, o cechach człowiek sowieckiego. Ziemie wschodnie RP miały zostać trwale zintegrowane ze Związkiem Sowieckim. Tak jak wcześniej tereny wcielone do USSR i BSSR na mocy traktatu ryskiego w 1921 r., po części zamieszkane przez Polaków, na których tylko w ramach tzw. „operacji polskiej” NKWD w latach 1937–1938 wymordowało 111 000 Polaków. Koniecznym warunkiem trwałego wcielenia do ZSSR ziem zajętych w 1939 r. było też trwałe zniszczenie Państwa Polskiego, które mogło się upomnieć o utracone ziemi i rodaków, w tym należy upatrywać kolejnego motywu akcji przeciwko Polakom jako narodowi państwotwórczemu i objęcia represjami również osób nie pochodzących z obszaru okupacji sowieckiej.

W powyższym kontekście prześladowań Polaków pod okupacją sowiecką w latach 1939–1941 staje się jasny cel Zbrodni Katyńskiej 1940 r.

Zagłada wiosną 1940 r.: oficerów Wojska Polskiego, zawodowych i powołanych z rezerwy (w cywilu: nauczycieli, lekarzy, urzędników, artystów, naukowców, etc.), a także policjantów i funkcjonariuszy innych służb mundurowych, urzędników państwowych i samorządowych, sędziów, prokuratorów, działaczy politycznych i społecznych, przemysłowców, ziemian i osadników wojskowych oraz przedstawicieli innych kluczowych dla istnienia narodu grup społecznych i zawodowych była w intencji sprawców ważnym elementem działań prowadzących do całkowitej lub częściowej likwidacji Narodu Polskiego. Miała przyczynić się do zniszczenie Narodu rozumianego jako wspólnota polityczna świadoma swojej historii i wyjątkowości, a więc państwowotwórczego. Zniszczenie tak ważnych dla trwania narodu grup obywateli RP, zagwarantować miało trwały upadek wymazanego przez Sowietów z mapy Europy wespół z Niemcami Państwa Polskiego, które nie miało już nigdy odzyskać suwerennego bytu politycznego.


Zbrodnia Katyńska jest ludobójstwem

 

Wymordowanie jeńców wojenne z Kozielska, Starobielska i Ostaszkowa oraz więźniów przetrzymywanych na anektowanych ziemiach RP jawią w tej sytuacji się jako część działań mających na celu uderzenie w polskość, czyli akt par exellance ludobójczy.

Ukłute przez Rafała Lemkina w trakcie II wojny św. pojęcie ludobójstwa (ang. genocide) zostało wprowadzone do języka prawnego i politycznego świata w rezolucji ONZ z 12 grudnia 1946 r. Jego właściwy żywot w prawie międzynarodowym rozpoczął się wraz z uchwaleniem 9 grudnia 1948 r. Konwencji, wprowadzającej obowiązującą do dziś definicję ludobójstwa. Konwencja z 1948 r. stwierdza, że ludobójstwem są takie czyny jak morderstwo, poważny zamach na konstytucję fizyczną i mentalną członków grupy, celowe pogorszenie warunków życia grupy, działania zmierzające do zmniejszenia liczebności grupy, porywanie dzieci na rzecz innej grupy o ile „którykolwiek z wymienionych popełniony został w zamiarze zniszczenia, całkowicie lub częściowo grup narodowych, etnicznych, rasowych, bądź religijnych, jako takich”.

Późne ukłucie i wprowadzenie w obieg prawny pojęcie ludobójstwa nie oznacza, że nie można odnosić do wcześniejszych zdarzeń. W ujęciu prawnym zasada „lex non retro agit” w wypadku „ludobójstwa” nie obowiązuje. Konwencja z 1948 r. stwierdza wprost: „we wszystkich epokach ludobójstwo wyrządzało ludzkości wielkie straty.

Charakter Zbrodni Katyńskiej — narodowe i społeczne kryterium doboru ofiar, motyw podjęcia decyzji i sposób jej przeprowadzenia, kwalifikują jako zbrodnię ludobójstwa. W przypadku ofiar Zbrodni Katyńskiej o ich zagładzie zadecydowało kryterium polskości. Wyróżnik społeczny był dodatkowym motywem zagłady.

Masowy charakter zbrodni nie podlega wątpliwości, a dokumenty wytworzone przez jej sprawców potwierdzają narodowe i społeczno — zawodowe kryterium doboru ofiar. Decydenci zbrodni abstrahowali od winy materialnej uwięzionych. Kryterium doboru nie stanowiły poglądy polityczne jeńców, gdyż te — włącznie ze stosunkiem do państwa i ustroju sowieckiego — były różnorodne, co było przez uwięzionych artykułowane i wiadome sowieckiemu aparatowi represji. Nie czyny, ani nawet nie poglądy przetrzymywanych były powodem ich wymordowania, a przynależność do narodu polskiego.

Przesłanki powyższe nie pozostawiają wątpliwości, iż mord katyński, jako skierowany przeciwko grupie wyróżnionej na podstawie narodowej i mający w swojej intencji jej zupełne lub prawie zupełne zniszczeniebył zbrodnią ludobójstwa.


Kłamstwo Katyńskie

 

Fakt masowego mordu udawało się stronie sowieckiej skrzętnie ukrywać przez kolejne następujące po zbrodni miesiące. Listy do jeńców, w tym kierowane za pośrednictwem Czerwonego Krzyża w Genewie, zatrzymywano lub zwracano z adnotacjami o złym adresie. Korzystając natomiast z braku stosunków z Rządem polskim Rząd sowiecki unikał jakichkolwiek oficjalnych wypowiedzi na temat losu jeńców.

Sytuacja uległa zmianie po uderzeniu niemieckim na ZSSR w dniu 22 czerwca 1941 r. i podpisaniu przywracającego stosunki dyplomatyczne pomiędzy Polską a ZSRR układu Sikorski – Majski 30 lipca 1941 r. W ZSSR rozpoczęło się formowanie Armii Polskiej, której szeregi zgodnie z wzajemnymi umowami mieli zasilić „amnestionowani” jeńcy wojenni. Fakt niestawienia się do armii Władysława Andersa tysięcy oficerów WP strona sowiecka bądź zbywała milczeniem, a przyciskana do muru tłumaczyła pokrętnie i często wręcz absurdalnie, Stalin posunął się nawet do supozycji, jakoby jeńcy uciekli do … Mandżurii.

Prawda o Zbrodni Katyńskiej nadeszła z niespodziewanej strony.

Wczesną wiosną 1943 r., po sygnałach od miejscowej ludności, Niemcy zdecydowali się przeprowadzić ekshumację w Lesie Katyńskim. Wynikiem było odnalezienie ciał pomordowanych polskich oficerów — ostatniego ogniwa dowodowego mordu na polskich oficerach popełnionego przez NKWD w 1940 r. Zainteresowany po klęsce III Rzeszy pod Stalingradem podkopaniem wiarygodności ZSSR minister Joseph Goebbels rozpoczął akcję propagandową. 13 kwietnia 1943 r. Radio Berlin ogłosiło informację o odnalezieniu w Lesie Katyńskim ciał polskich oficerów, która spotkała się z szerokim rezonansem w świecie.

W odpowiedzi na ogłoszenie przez Niemców odkrycia w Katyniu zwłok polskich jeńców pomordowanych przez bolszewików — moskiewskie radio ogłosiło 15 kwietnia 1943 r. komunikat „Sowinformbiuro”:

— oskarżający o mord na oficerach „niemieckich morderców faszystowskich”

— oskarżający Goebbels’a o prowokację skierowaną przeciwko ZSSR.

Sformułowany i ogłoszony został główny paradygmat Kłamstwa Katyńskiego.

Uzbrojeniu Kłamstwa w arsenał szczegółowych fałszerskich dowodów służyło tzw. „Wstępne śledztwo w tzw. sprawie katyńskiej”. Od początku października 1943 r. do stycznia 1944 r. funkcjonariusze NKWD – NKGB, podlegający Wsiewołodowi Mierkułowowi — Siergiejowi Krugłowowi, wykonali działania operacyjne mające na celu ukrycie prawdy o zbrodni i wykreowanie fałszywego obrazu losu polskich jeńców wojennych, m. in. zastraszali świadków oraz podrzucali dołów śmierci „dowody”, tak by przeprowadzane przesłuchania i ekshumacje służyły wyciągnięciu wniosków o niewinności sowieckiej i winie niemieckiej.

Światu pełną sowiecką wersję losu wymordowanych w 1940 r. Polaków przedstawiła Komisja Specjalnej do spraw ustalenie i zbadania okoliczności rozstrzelania przez niemiecko – faszystowskich najeźdźców w Lesie Katyńskim (w pobliżu Smoleńska) jeńców wojennych polskich oficerów pod przewodnictwem Nikołaja Burdenki, w której skład wchodził m. in. Metropolita Kijowski Nikołaj. 24 stycznia 1944 r. Komisja wydała „Komunikat”, m. in. stwierdzając:

— Z danych ekspertyz sądowo – medycznej wynika w sposób nie budzący żadnych wątpliwości, że egzekucje odbyły się jesienią 1941 r.

Wnioski, wypływające z zeznań świadków i ekspertyzy sądowo – lekarskiej, że jeńcy wojenni – Polacy zostali rozstrzelani przez Niemców jesienią 1941 r. znajdują całkowite potwierdzenia w dowodach rzeczowych i dokumentach wydobytych z grobów katyńskich.

— Rozstrzeliwując jeńców wojennych — Polaków w Lesie Katyńskim, niemieccy najeźdźcy faszystowscy konsekwentnie realizowali swoją politykę eksterminacji narodów słowiańskich.

Tym samym skonstruowano i proklamowano pełną wersję Kłamstwa Katyńskiego, podtrzymywanego w ZSSR i państwach satelickich przez następne półwiecze.


Zachód a Zbrodnia Katyńska

 

Stosunek Zachodu do Zbrodni Katyńskiej był od początku moralnie dwuznaczny, a postawa polityczna rządów USA i państw zachodnioeuropejskich zmieniała się zależnie od ich ideowej proweniencji i sytuacji międzynarodowej.

Po ujawnieniu w 1943 r. dołów śmierci przez Niemców, proklamacji fałszerskiej wersji i zerwaniu stosunków z RP przez ZSRR oba mocarstwa Anglosaskie i osobiście Winston Churchill i Franklin D. Roosevelt nie tylko odmówili poparcia polskim staraniom wyjaśnienia kwestii sprawstwa mordu, ale w korespondencji z Józefem Stalinem odcięli się od Polski i Polaków. Wspólnym motywem postępowania była obawa przed rozłamem w obozie koalicji antyhitlerowskiej, zaś w wypadku Prezydenta USA także jego niewiara w winę Sowietów.

Podczas Procesu Norymberskiego (1945 — 1946) sowieccy prokuratorzy, posługując się Kłamstwem Katyńskim, włączyli do oskarżenia niemieckich zbrodniarzy wojennych zbrodnię w Katyniu. Dzięki sprawności niemieckiej obrony i bezstronności, często niesłusznie krytykowanych w związku ze sprawą katyńską, anglosaskich sędziów wyrok skazujący nie zapadł. Konsekwencje wydania przez Trybunał Norymberski wyroku skazującego Niemców za Katyń są trudne do przecenienia, bez wątpienia byłyby tragiczne dla dalszego biegu sprawy katyńskiej. Sowiecka mistyfikacja nie powiodła się dzięki osobom delegowanym do Trybunału przez zachodnie rządy.

W okresie „zimnej wojny” Izba Reprezentantów 82 Kongresu USA powołała Specjalną Komisję ds. Zbadania Mordu w Lesie Katyńskim, która w latach (1951 – 1952) przeprowadziła zakrojone na wielką skalę, rzetelne dochodzenie w tej sprawie. Komisja pracująca pod kierunkiem kongresmana Raya Maddena jednoznacznie stwierdziła sowiecką winę („Russians”) za zbrodnię na polskich jeńcach wojennych. W odpowiedzi na aktywność tzw. komisji „katyńskiej” Maddena w bloku wschodnim przeprowadzona została największa w historii kampania propagandowa Kłamstwa Katyńskiego. Kampanię fałszu zainicjowano w ZSSR, a swoje apogeum osiągnęła ona w Polsce Ludowej, gdzie sprawie katyńskiej poświęcano całe numery gazet, a nawet wydano książkę Bolesława Wójcickiego pt. „Prawda o Katyniu”. Tło zainteresowania kongresmanów sprawą mordu na polskich jeńcach stanowił konflikt z komunistycznymi Chinami i pośrednio ZSSR w Korei, podczas którego na porządku dziennym stanęła m. in. kwestia postępowanie z jeńcami. Koniunkturalne podłoże aktywności Komisji nie stoi w sprzeczności z jej pozytywną rola w sprawie katyńskiej.

W latach 70. XX w. w Wielkiej Brytanii środowiska brytyjskie i polskie podjęły wysiłek przypomnienia światu o mordzie na Polakach (programy BBC, książki Luisa Fitz Gibbona. Podjęcie sprawy katyńskiej wywołało zakrojoną na największą skalę od czasu działalności komisji Maddena sowiecka i polska akcję w obronie Kłamstwa Katyńskiego. 15 kwietnia 1971 r. Biuro Polityczne Komitetu Centralnego Komunistyczne Partii Związku Sowieckiego, po akceptacji lub konsultacji m. in.: Leonida Breżniewa, Michaiła Susłowa, Jurija Andropowi i Andrieja Gromyki zdecydowało o podjęciu akcji, mającej zablokować nagłaśnianie prawdy o Katyniu w Wielkiej Brytanii. Do rządu brytyjskiego skierowano „démarche do MSZ Anglii”, wprost broniące sformułowanej w l. 1943/1944 wersji o polskich oficerach. W kolejnych latach inicjatywa erygowania w Londynie wskazującego na winę sowiecka pomnika ofiar Katynia wywołała zdecydowaną kontrakcję Moskwy i Warszawy, prowadzoną w celu obrony kłamstwa o jakoby niemieckiej odpowiedzialności za Katyń. Działania komunistów po części odniosły zamierzony przez nie skutek, przyczyniając się do zmiany lokalizacji pomnika i osłabienia jego wymowy w zakresie jednoznacznego wskazania winnych mordu. Sukces interwencji możliwy był dzięki miękkiej postawie brytyjskiego rządu, który za sprawą laburzystowskiego zaplecza zabronił nawet uczestnictwa brytyjskich weteranów w uroczystości odsłonięcia pomnika i hierarchii anglikańskiej, która zablokowała jedną z lokalizacji pomnika. Postawa władz brytyjskich uległa zmianie w latach 80., po zwycięstwie wyborczym Partię Konserwatywnej i objęciu rządów przez Margaret Thatcher, kiedy to uroczystości pod pomnikiem uzyskały oficjalną asystę brytyjskiej armii.

Reasumując, rola Zachodu, jako trudno definiowalnej, ale odczuwalnej kulturowej i politycznej rzeczywistości, nie była w sprawie katyńskiej jednoznacznie pozytywna, ale też wbrew powielanym często opiniom, negatywna. Zachód poprzez aktywność poszczególnych rządów, instytucji i osób prywatnych służył — zarówno w płaszczyźnie intencjonalnej, jak i w zakresie skutków działań — tak dobremu, jak i złemu. Zastanawiając się nad ambiwalencją postawy Zachodu wobec Katynia należy zwrócić uwagę na główne motywy postępowania ludzi Zachodu wobec tej konkretnej i innych zbrodni sowieckich i szerzej komunistycznych.

Już wojenne „light motivs” postępowania anglosaskich przywódców były prefiguracją dwóch głównych powodów pomijania bądź odrzucania na Zachodzie prawdy o Katyniu: zwykłego koniunkturalizmu politycznego (Roosevelt i Churchill), każącego przechodzić „do porządku dziennego” nad sprawą oraz fundamentalnego odmawiania uznania prawdy za prawdę (Roosevelt).

Druga z postaw wynikała z zakorzenionego już od Rewolucji rosyjskiej (a w sensie dziedzictwa wiary w progresywne utopie nawet francuskiej) postrzegania w licznych i wpływowych środowiskach ZSSR (tak jak wcześniej innych rewolucyjnych rządów) jako eksperymentu, którego zdezawuowanie podważałoby wiarygodność własnej wiary politycznej, zakładającej m. in. możliwość radykalnej pozytywnej przemiany świata i człowieka metodą rewolucji politycznej. W rzeczywistości politycznej oznaczało to usilną odmowę przyjmowania przez zachodnią lewicę w świecie zachodnim do wiadomości faktów świadczących źle o Związku Sowieckim, gdyż oznaczało to w jej rozumieniu przyznanie racji kontr-narracji ideowej i historiozoficznej zachodnich konserwatystów. Prawda była zakładnikiem politycznego przekonania. W okresie powojennym problem ten był bardziej niż w USA widoczny w Europie Zachodniej, gdzie sytuacji wbrew częstym opiniom radykalnie nie zmieniła nawet publikacja Archipelagu Gułag. Przekładają sytuację pułapki światopoglądowej, w którą została złapana m. in. prawda o Katyniu, na życie polityczne Zachodu, oznaczało to po prostu z reguły poparcie środowisk i partii prawicowych dla prawdy i odwrotne działanie środowisk i partii lewicowych. Konstatacja ta razić może na pierwszy rzut oka banalnością, ba zawiera ona w sobie bez wątpienia coś wręcz wulgarnego, ale przyjrzenie się przebiegowi sporów o sprawę Katynia, upewnia o jej prawdziwości. Rzeczywistość była banalna i zarazem odrażająca, jednak nie tyle powinna być dziś chyba powodem do czerpania poczucia moralnej wyższości dla prawicy, co w ogóle skłaniać do refleksji nad skłonnością widzenie rzeczy tak jak je chcemy widzieć, a nie takimi jakie są, również z motywów ideologicznych, partyjnych czy wręcz koteryjnych.


Polacy wobec dramatu katyńskiego. Lata 1943-1989.

 

Biorąc pod uwagę przynależność narodową ofiar zbrodni i jej wagę w historii Polski jest zrozumiałe, że sprawa Katynia najboleśniej i najżywiej była odczuwana przez Polaków. Już pochylając się nad problemem postawy Zachodu wobec Katynia nawiązaliśmy do walki o prawdę polskiej emigracji oraz przeciwstawnych działań władz PRL. Z jednej bowiem strony to Polakom, na emigracji i w kraju, najbardziej zależało na nagłośnieniu prawdy, z drugiej strony ukrycie prawdy o Katyniu stało się już od 1943 r. najżywotniejszym interesem polskich komunistów — współtwórców i władców Polski Ludowej.

Polscy komuniści w ZSSR i w okupowanym kraju bezwarunkowo zaakceptowali sowieckie fałszerstwo. Związek Patriotów Polskich, dowództwo I Korpusu (L)WP i Polskiej Partii Robotniczej propagowały ustalenia komisji Burdenki, mówiące o odpowiedzialności niemieckiej za mord w Katyniu. Po wkroczeniu Armii Czerwonej do Polski i zainstalowaniu w Warszawie powolnego Moskwie zdominowanego przez komunistów rządu Kłamstwo Katyńskie stało się oficjalną, państwową wersją wydarzeń.

W Polsce Ludowej głównym narzędziem niedopuszczania do rozpowszechniania prawdy o Katyniu byłapropaganda i cenzura. W okresie stalinowskim wprost propagowano fałszerską wersję komisji Burdenki. Wbrew częstym opiniom była ona również kolportowana, m. in. w drukach skierowanych do członków partii i wojskowych, również po 1956 r., aż do lat 80-tych XX w. Władza we wszystkich okresach PRL propagowała fałszywą sowiecką wersję wydarzeń, często w reakcji na szerzenie prawdy lub samo niebezpieczeństwo jej przekazywania, jak choćby w obliczu prób organizowania wiosną 1980 r. opozycyjnych obchodów czterdziestej rocznicy mordu. W innych okolicznościach komuniści preferowali rugowanie Zbrodni Katyńskiej z pamięci społecznej, próbując zmienić ją w jedną z tzw. „białych plam” historii Polski.

W PRL niezmiennie blokowano przekazywanie prawdziwych informacji na temat Katynia. Zapis cenzury z 1975 r. stanowił m. in. „Nie wolno dopuszczać jakichkolwiek prób obarczania ZSRR odpowiedzialnością za śmierć polskich oficerów w lasach katyńskich”. Przełamywanie monopolu komunistycznych władz na informowanie i nieinformowanie o Katyniu było zasługą: emigracji politycznej, rozgłośni nadających z Zachodu, zaś w kraju pojedynczych odważnych osób, a do początku lat 50. XX w. i od końca lat 70-tych XX w. również zorganizowanych grup opozycji politycznej, działających głównie w podziemiu.  

Ważnym narzędziem walki włodarzy Polski Ludowej z prawdą o Katyniu były też bezpośrednie represje wobec osób zagrażających kłamstwu. Na podstawie materiałów Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego/Ministerstwa Spraw Wewnętrznych oraz wymiaru sprawiedliwości ustalono około sto przypadków zaangażowania organów ścigania i „sprawiedliwości” w represje związane ze sprawą katyńską. Większość spraw kończonych ciężkimi wyrokami sądowymi przypada na okres stalinowski (do 1956 r.), represje Urzędu Bezpieczeństwa/Służby Bezpieczeństwa i milicji oraz sprawy w które zaangażowała się prokuratura, ale nie trafiły one do sądu lub zakończyły się względnie niewielkimi wyrokami, występowały z podobnym nasileniem przed i po 1956 roku, nasilając się w różnych momentach, np. w 1952 r. czy początku 1980 r.

Przykładem represji z pierwszej połowy lat 50-tych XX w. jest sprawa księdza Jana Lecha. Ten proboszcz beskidzkiej parafii Kamionek został aresztowany w kwietniu 1952 r., w okresie walki komunistów z komisją katyńską Kongresu USA R. Maddena. Oskarżono go o zorganizowanie w Polsce przesłuchań świadków, których zeznania sfabrykował tak, by „sprawstwo zbrodni katyńskiej przypisać pogromcy faszyzmu i jego zbrodni – Związkowi Radzieckiemu” i które miały być następnie „przesłane Kongresmanowi USA jako materiał propagandowy”. 30 września 1953 r. sąd wojskowy w Krakowie skazał księdza Lecha z paru artykułów Kodeksu Karnego WP na dziesięć lat więzienia, trzy lata infamii i przepadek całego majątku.

Inny przykład walki o prawdę i represji za nią może stanowić przejmująca historia ze schyłkowego okresu PRL. Po demonstracji w Tarnowie 14 kwietnia 1985 r. Alina Szymiczek, Andrzej Fenrych i Jan Gomoła złożyli w symbolicznym miejscu kwiaty, czcząc pamięć pomordowanych w Katyniu. Cała trójka stanęła przed Kolegium ds. wykroczeń w Tarnowie. 30 lipca 1985 r. Kolegium wydało orzeczenie o ich „winie”. 6 listopada 1985 r. podczas posiedzenia odwoławczego Jan Gomoła — kombatant wojenny, odrzucając haniebne zarzuty, nagle upadł i nie odzyskawszy już przytomności dzień później zmarł.

Dopiero od połowy 1989 r., w związku z rozkładem systemu komunistycznego, można było w Polsce jawnie i swobodnie głosić prawdę o Zbrodni Katyńskiej. Kłamstwo Katyńskie, jako fałsz „założycielski” sformułowany u zarania Polski Ludowej, nie przeżył jej upadku.

<< WPŁATY : 20 zł - Anonimowy Darczyńca (15-02-2013) / 80 zł - Krzysztof Katczuk (15-02-2013) / 200 zł - Anonimowy Darczyńca "na rzecz Wileńskiego Hufca Maryi" (08-03-2013) / 1,19 zł - "Motorizer" "symboliczna złotówka" (11-03-2013) / 200 zł - Grażyna i Tadeusz Wiśnik, Warszawa "dar dla dzieci z kresów" (04-04-2013) / 37,08 zł - Anonimowy Darczyńca (05-04-2013) / 100 zł - Falarz Edward, Kraków (05-04-2013) / Janina Odzierej Kneptuna, Legnica (05-04-2013) / 150 zł - Piotr Ostrowski, Gdańsk (05-04-2013) / 100 zł - Małgorzta Mańka, Poznań (08-04-2013) / 40 zł - Janina Zborowska, Legnica (10-04-2013) / 1000 zł - "zebranych podczas uroczystości poświęcenia tablic "Golgoty Wschodiu i Smoleńskiej" w Płocku, w dniu 14 kwietnia 2013 r. / 100 zł - Kazimierz Kaja, Mszana Dolna (15-04-2013) / 400 zł - Frank Stępień, Benfleet (15-04-2013) / 250 zł - Alina Bachowska, Kraków (16-04-2013) / 100 zł - Daniel Cetlicer, Starachowice (18-04-2013) / 120 zł - Bogumił Kubiak, Wrocław (18-04-2013) / 700 zł - Stowarzyszenie Więzionych Internowanych, Częstochowa (26-04-2013) / 500 zł - Krzysztof Bazydło "darowiznę proszę przekazać na zakup różańców", Włocławek (29-04-2013) / 1,14 zł – Pan Rafał Grunt, Warszawa (2.05.2013) / 780,00 zł – Pani Jadwiga Bednarska Wielkopolska, Związek Więźniów Politycznych Okresu Komunistycznego w Lublinie (8.05.2013)/ 100,00 zł – Pani Teresa Kicińska Kurdziel, Sosnowiec (14.05.2013) / 100,00 zł – Pani Maria Oleksiejuk, Warszawa (16.05.2013)/ 300,00 zł – Pan Jan Olszewski, Elbląg (21.05.2013) / 200,00 zł – Pani Stanisława Alicja Komorowska wraz z mężem, Biała Rawska (29.05.2013) / 1.500,00 zł – Pani Zuzanna Maria Burchard, Warszawa (29.05.2013) / 1.000,00 zł – Pani Teresa Stanisława Kołek, Wrocław (31.05.2013) / 150,00 zł - Pan Witold Biernacki z Olsztyna (24-06-2013) / 100,00 zł - Pani Izabela Przybylska ze Słomnik (17-07-2013) / 30,00 zł – Pan Andrzej Kacperski z Pruszkowa. Na cele statutowe.(05-08-2013) / 100,00 zł – Pan Zbigniew Wołoszyn z Gorzowa Wielkopolskiego. Dar serca na Motocyklowy Rajd Katyński (11.08.2013) / 1500,00 zł Pan Julian Wyszomirski z Warszawy. Darowizna dla Polaków na Kresach Rzeczypospolitej. (13-08-2013) / 50,00 zł Państwo Maria i Jerzy Malinowscy z Komorowa. Darowizna na cele statutowe (13-08-2013) / 200,00 zł – Pani Zofia Maria Janik z Warszawy. Dar. (13.08.2013) / 200,00 euro – Pani Halina Aston z Niemiec. Dar dla Polaków na Kresach. (15.08.2013) / 50,00 zł Anonimowy darczyńca (15-08-2013) / 50,00 zł – Pan Andrzej Kozłowski z Karczyna Wieś (12.08.2013) / 100,00 zł – Pani Wanda Maria Adamczuk z Lublina. Dar na cele statutowe. (13.08.2103) / 100,00 zł – Pani Otylia Latała z Łowicza (14.08.2013) / 100,00 zł – Pani Maria Pernach z Warszawy (22.08.2013) / 150,00 zł – Pani Małgorzata Mrozińska z Radomia. Dar dla Rodaków na Kresach (22.08.2013) / 300,00 zł – Pani Anna Gołębiewska z Warszawy. Darowizna na cele statutowe Stowarzyszenia (30.08.2013) / 100,00 zł. – Nieznany Darczyńca, suma przekazana pod Kościołem Św. Aleksandra, na Placu 3- Krzyży, - dla Polaków na Kresach. (11.07.2013) / 30,00 zł. – Pan Andrzej Kacperski z Pruszkowa – wpłata na cele statutowe. (05.08.2013) / 100,00 zł. – Pan Zbigniew Wołoszyn z Gorzowa Wielkopolskiego – dar serca na Motocyklowy Rajd Katyński (11.08.2013) / 200,00 zł. – Pani Maria Zofia Janik-Czachor z Warszawy – Dar (13.08.2013) / 50,00 zł. – Państwo Maria i Jerzy Malinowscy z Komorowa – darowizna na cele statutowe. (13.08.2013) / 1.500,00 zł. Pan Julian Wyszomirski z Warszawy – darowizna. (13.08.2013) / 50,00 zł. – Nieznany Darczyńca – dla Polaków na Kresach. (19.08.2013) / 1.000,00 zł. – Pan Bogdan Czerwiński ZPUH STOL-DOM – Dar dla polskich dzieci na Kresach. (19.08.2013) / 200,00 zł. Pan Sławomir Janus z Pierzchnicy – Dar dla polskich dzieci na Kresach (19.08.2013) / 2.560,08 zł. – Pani Jolanta Chełmińska wraz z pracownikami Łódzkiego Urzędu Wojewódzkiego i Administracji Zespolonej – na podarunki dla dzieci w czasie Rajdu. (19.08.2013) / 160,00 zł. – Pan Henryk Kowalczyk z Ostrowia Mazowieckiego – Dar dla Polaków na Kresach. (20.08.2013) / 500,00 zł. – Pan Czesław Straczyński z Gidle – GRATULACJE (20.08.2013) / 100,00 zł. – Pani Danuta Somczyńska-Stępka z Warszawy – na dary rajdowe (20.08.2013) / 100,00 zł. – Pan Grzegorz Kowalski z Sulejówka – darowizna na Rajd Katyński (21.08.2013) / 40,00 zł. – Łódzki Urząd Wojewódzki w Łodzi – wpłata na Rajd Katyński (21.08.2013) / 1.000,00 zł. – Pani Elżbieta Knyziak z Warszawy – dar dla polskich dzieci na Kresach. (22.08.2013) / 100,00 zł. – Państwo Lucyna i Tadeusz Szula z Okuniewa – darowizna. (22.08.2013) / 70,00 zł. – Pani Anna Walendzik z Warszawy – na cele statutowe Rajdu Katyńskiego (26.08.2013) / 250,00 zł. – Pani Janina z Placu Zamkowego – dla Polaków na Kresach (26.08.2013) / 50,00 zł. – Pani Helena i Józef Przybylscy ze Słomnik – darowizna (3.09.2013) / 50,00 zł. – Pani Jadwiga Rudz z Warszawy – dla dzieci na Kresach (16.09.2013) / 100,00 zł. – Wiesław Michał Bojarski z Lublina – darowizna (27.09.2013) / 30,00 zł. – Pani Łucja Janina Wojtczak z Góry – dar (27.09.2013) / 100,00 zł. – Pani Maria Wróbel z Gdyni – na organizacyjne cele rajdów (30.09.2013) / 50,00 zł. – Pan Mieczysław Józef Czajkowski z Gdańska – darowizna (1.10.2013) / 200,00 zł. – Pani Stanisława Pikula z Modliborzyc – wpłata. (9.10.2013) / 30,00 zł. – Pan Zbigniew Grabowski z Bojano – dar dla Polaków na Wschodzie. (10.10.2013) / 1.000,00 zł. Pani Danuta Somczyńska-Stępka z Warszawy – na odbudową kościoła w Okopach Świętej Trójcy. (15.10.2013) / 300,00 zł. – Pan Leszek Patejuk Przedsiębiorstwo Usług Geodezyjnych GEOPLAN z Wołomina – dary dla Polaków na Kresach. (21.10.2013) / 30,00 zł. – Pani Lidia Wolf z Sadowa – Darowizna. (28.10.2013) / 30,00 zł. – Pan Zbigniew Grabowski z Bojano – dar dla Polaków na Wschodzie. (12.11.2013) / 50,00 zł. – Pan Mieczysław Mleczko z Bielan Wrocławskich – darowizna na cele statutowe. (14.11.2013) / 500,00 zł. – Pan Czesław Strączyński z Częstochowy – wpłata na Rajd Katyński. (20.11.2013) / 20,00 zł. – Nieznany ofiarodawca na pogrzebie Pani Marianny Popiełuszko – na światełko na kresowych grobach. (25.11.2013) / 30,00 zł. – Pan Zbigniew Grabowski z Bojano – na dary dla Polaków na Wschodzie. (10.12.2013)<<DARY RZECZOWE : Książki dla Polskich dzieci na Kresach - Gimnazjum "Ofiar Katynia" w Lisiej Górze. /Książki-polska literatura klasyczna,polska literatura dla dzieci,książki-historia Polski,przybory szkolne - Uczniowie Szkoła Podstawowa w Bogdance powiat brzeziński,województwo łódzkie/ Artykuły i przybory szkolne o wartości 2.000,00 zł (06.07.12) - NIEZALEŻNY SAMORZĄDNY ZWIĄZEK ZAWODOWY, Region Śląsko-Dąbrowski, ZARZĄD REGIONU. / Książki, zabawki, przybory szkolne, zebrane w szkołach: -Gimnazjum Nr 42 z Oddziałami Dwujęzycznymi przy ul. Twardej Warszawa -Szkoła Podstawowa Nr 293 im. Jana Kochanowskiego w Warszawie-XXII LO im. Jose Marti w Warszawie. / Książki o tematyce historycznej, patriotycznej, płyty CD - Pani Wanda Schultz, Pruszków. / Materiały szkolne o wartości 1000,00 zł - Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji Sp. z o.o., Wołomin, ul. Graniczna 1, Prezes Zarządu, Paweł Solis. / Materiały szkolne o wartości 1228,00 zł - Przedsiębiorstwo Komunalne Sp. z o.o., Al. Armii Krajowej 34, Wołomin, Prezes - Ireneusz Maślany. / 100 szt. książek „Historia Polski” o wartości ok. 2000,00 zł - Poszukiwania Nafty i Gazu Jasło Sp. z o.o. Oddział NAFTGAZ w Wołominie, ul. Łukasiewicza 11, Prezes Jerzy Nalepa. / Środki spożywcze o wartości ok. 500,00 zł - TRANZBET Piotr Piotrowski, ul. Mińska 40, Wołomin. / Słodycze (ok. 62 kg) – Tago Przedsiębiorstwo Przemysłu Cukierniczego Tadeusz Gołębiewski, Ciemne, ul. Wołomińska 125, Radzymin. / Środki czystości o wartości ok. 1500,00 zł - DJCHEM CHEMICALS POLAND S.A., ul. Łukasiewicza 11a, Wołomin, Prezes Bogdan Władysław Domagała. / 50 plecaków o wartości 1500,00 zł – BJM Sp. z o.o., Wiceprezes Iwona Dorota Klimek i Barbara Stefania Myszk, ul. Wileńska 51 bud. A lok. nr 1, Wołomin. / Słodycze (ok. 90 kg) - Józef Tokarski, ul. Wileńska 43, Wołomin. / Buty i materiały szkolne o wartości ok. 550,00 zł - Zakład Energetyki Cieplnej w Wołomini, Sp. z o.o. , ul. Szosa Jadowska 49, Wołomin Prezes Zarządu Edward Olszowy. / 35 plecaków szkolnych o wartości 1035,00 zł - Przedsiębiorstwo Usługowe "UNIWERS" Zdzisław Kuniczuk, ul. Krasickiego 19, Ustka. / Materiały szkolne o wartości 986,00 zł - Andrzej Saulewicz HYDRO-INSTAL, ul. Żytnia 6 Wołomin. / Materiały szkolne o wartości 986,00 zł – Włodzimierz Królik "KROL" Zakład Robót Drogowych i Inżynieryjno Instalacyjnych, ul. Łukasiewicza 9G, Wołomin.  / Albumy „Perła wschodu” o wartości 600,00 zł oraz Słodycze ok. 62 kg - P.H.U. Jan Zientara S.C.  J.D.A.A. Zientara, ul.Szosa Jadowska 53, Wołomin. / Albumy i książki o wartości ok. 300,00 zł – Pani Maria Krukowska, ul. Mariańska, Wołomin. / 3 paczki książek – Ks. Sylwester Sienkiewicz, Parafia Matki Bożej Częstochowskiej, ul. Kościelna 56, Wołomin. / Albumy o wartości 300,00 zł - Edward Olszowy, Wołomin. / 10 plecaków szkolnych o wartości 300,00 zł - Konrad Rytel wice starosta wołomiński, ul. Prądzyńskiego 3, Wołomin. / 7 plecaków o wartości 203,00 zł - Krzysztof Kuc, ul. Chrobrego, Wołomin. / 2 kartony słodyczy - Cadbury WEDEL, ul. Zamoyskiego 28/30, Warszawa. / Albumy i materiały szkolne - Urząd Miasta Kobyłka, Pan Burmistrz Robert Roguski, ul. Wołomińska 1, Kobyłka. / Słodycze (ok. 70 kg) - PPHU Bomilla Sp. z.o.o Włocławek, ul. Wyszyńskiego 11/13, Włocławek. / Produkty spożywcze (chleby, maca, poduszeczki, etc.) 700 opakowań - Chaber S.A., Al. Prymasa Tysiąclecia 83, Warszawa. / Przybory szkolne, plecaki (1 paleta) - Zdzisław Struzik, Parafia Dobrego Pasterza Warszawa Wola ul Szczecińskiego 5. / Przybory szkolne, pamiętniki, zeszyty, zabawki, bryloczki, książki (3 kartony) – The Walt Disney Company (Polska) Sp. z o.o. Al. Armii Ludowej 26, Warszawa. / Książki, zabawki szkolne, przybory – Indywidualni, anonimowi darczyńcy. / Elementarze do nauki j. polskiego 40 egz. o wartości ok. 2000,00 zł - Instytut Papieża Jana Pawła II w Warszawie ul Hlonda 1, Warszawa. / Materiały promocyjne (notatniki, mapy, etc.) - Mirosław Treter, Urząd Miejski w Suwałkach, ul. Mickiewicza 1, Suwałki. >>Za wszelką pomoc bardzo serdecznie dziękujemy!<<