Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński

BRODY

 

OCZYSZCZENIE I UPORZĄDKOWANIE POLSKIEGO CMENTARZA WOJSKOWEGO W BRODACH

 

W 2011 roku, po uporządkowaniu i odrestaurowaniu cmentarza w Hucie Pieniackiej, Stowarzyszenie Huta Pieniacka postanowiło zająć się polskim cmentarzem wojskowym w Brodach. Stowarzyszenie Międzynarodowy Rajd Katyński wsparło tę inicjatywę decydując, że w 2012 roku Hutniaków w pracach na cmentarzu wspomogą uczestnicy III Zlotu w Hucie Pieniackiej.

We wrześniu 2012 r. członkowie Stowarzyszenia Huta Pieniacka rozpoczęli realizację kolejnego dużego przedsięwzięcia – dzięki wsparciu Rady OPWiM podjęło prace zmierzające do ocalenia polskiego cmentarza wojskowego w Brodach, gdzie pochowano żołnierzy poległych w latach 1914-1920. 

    Pierwsze prace na brodzkiej nekropolii Hutniacy wykonali już w ubiegłym roku. Zdołali wówczas uporządkować jedynie część cmentarza – ogrom pracy koniecznej do wykonania przerósł ich wyobrażenia. Postanowili jednak, że uczynią wszystko co w ich mocy, by to ważne miejsce ocalić od zapomnienia.
     Wrócili do Brodów znacznie lepiej przygotowani, wyposażeni w profesjonalny sprzęt a przede wszystkim w znacznie większym gronie. W dziele renowacji cmentarza Hutniaków wsparli  motocykliści uczestniczący w III Motocyklowym Zlocie Huta Pieniacka. W sumie w pracach wzięło udział 57 osób. Oczyszczono ok. 800 grobów, a wśród nich Grób Nieznanego Żołnierza. Wszystkim, którzy wspierali to przedsięwzięcie serdecznie dziękujemy! I zapraszamy dołączcie się w przyszłym roku!

 

 Relacja z IV-go Zlotu Huta Pieniacka 2013 r.

„Głównym zadaniem podczas IV Zlotu Huta Pieniacka będzie nasz udział w porządkowaniu Polskiego Wojskowego Cmentarza 1914 -1920 w Brodach na Ukrainie. Obiecuję; pot, bóle krzyża i mięśni, ale także poczucie dumy i zadowolenia ze spełnienia patriotycznego obowiązku, obowiązku sumienia, wobec Żołnierzy Legionów - Polaków, którzy są pochowani na Cmentarzu w Brodach, na Kresach II Rzeczpospolitej. Choć tyle możemy dla Nich zrobić." taką obietnicę złożył komandor zlotu w zaproszeniu wystosowanym do motocyklistów.

Kilkadziesiąt osób, kobiet i mężczyzn, motocyklistów zorganizowanych wokół Stowarzyszenia Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński oraz Stowarzyszenia Pomocy Polakom za Granicą Wschód-Zachód, działając z inspiracji i pod auspicjami Stowarzyszenia Huta Pieniacka, pracując przy renowacji Polskiego Wojskowego Cmentarza 1914-1920 r. w Brodach na Ukrainie, dosłownie, na własnej skórze, odczuło obiecane, przez komandora zlotu, bóle krzyża i mięśni, wylało pot i łzy.
Efekt, prowadzonych od trzech lat prac, przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania, zadziwia nie tylko nas samych, ale także przychylnie patrzących na nasz wysiłek mieszkańców miasta Brody i osoby, które przyłączają się, coraz szerzej, do tej inicjatywy.
A zaczęło się w 2009 r. od Małgosi Gośniowskiej – Kola, Prezes Stowarzyszenia Huta Pieniacka, która w imieniu swoim, a także ocalałych mieszkańców miejscowości Huta Pieniacka zaprosiła motocyklistów Rajdu Katyńskiego na spotkanie w miejscu, gdzie do końca lutego 1944 r. istniała i tętniła życiem duża osada, Polska wieś.
28 lutego 1944 r. świat w Hucie Pieniackiej się zawalił, wieś przestała istnieć.
Nie, nie wybuchł wulkan, nie wystąpiło tragiczne w skutkach trzęsienie ziemi, nie zalało jej tsunami, spotkało ją coś znacznie straszniejszego. To ukraińscy sąsiedzi, sterowani przez dowodzone przez Niemców oddziały SS Galizien, składające się z członków OUN – UPA, zmasakrowali, spalili żywcem, w bestialski sposób wymordowali, setki kobiet, dzieci i starców, mieszkańców wsi Huta Pieniacka. Zbrodnia była to potworna, tym bardziej, że uczestniczyli w niej sąsiedzi i znajomi, którzy przez wiele lat wspólnie z Polakami razem żyli na tych ziemiach, razem pracowali, razem bawili się, zakładali wspólne rodziny, razem walczyli o tzw. lepsze jutro.
Pierwszy raz dotarliśmy tam trzy lata temu, jadąc od Lwowa, przez Brody, Podkamień, później szutrowymi drogami dotarliśmy do miejsca gdzie kiedyś stała duża wieś. Na miejscu, na rozległej polanie, oznaczonej krzyżem - pomnikiem pomordowanych ofiar – mieszkańców wsi, słuchaliśmy z zapartym tchem jak, siedzący na kamieniu, ocalały z pogromu Pan Franciszek ........... , opowiadał o rodzicach, kolegach, o domu rodzinnym – o życiu w ukochanej Hucie Pieniackiej. Wokół niego ze łzami w oczach, stali, siedzieli i klęczeli młodzi i starsi, mężczyźni i kobiety. Twardzi motocykliści wpatrzeni w Pana Franciszka jak w obraz, czekali w napięciu na każde słowo starszego, ale w jakiś sposób szczególnie dystyngowanego, pana, a gdy chciał kończyć, prosili by nie przestawał, by mówił dalej. Zadawali dziesiątki pytań, jakby pytali o znajomych, o rodzinę, chcą wiedzieć jak wyglądała i żyła wieś, pytają o ulubione potrawy, o rytuały, jak obchodzono święta, co się jadło, co śpiewało, gdzie się robiło zakupy, z czego wieś była znana. Wieczorem po uroczystej mszy, nad dogasającymi ogniskami, jeszcze długo w noc, rozbrzmiewały pieśni; o rycerzach znad kresowych stanic, o pierwszej brygadzie, toczyły się nocne Polaków rozmowy, wieś Huta Pieniacka, na ten jeden dzień, na tą jedną noc - ożyła.
Postanowiliśmy wtedy, że będziemy te spotkania kontynuowali.

Nasze Zloty, to jednak nie tylko czas spotkań w gronie przyjaciół - to także ciężka praca. Stowarzyszenie Huta Pieniacka w porozumieniu i ze wsparciem Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa realizuje przedsięwzięcie związane z renowacją mogił na kwaterze żołnierzy z lat 1914-1920 na Polskim Wojennym Cmentarzu Wojskowym w Brodach.
Pierwsze prace przy odzyskiwaniu zarośniętego, ukrytego za gęstą ścianą drzew i krzaków, cmentarza, członkowie Stowarzyszenia Huta Pieniacka wykonali samodzielnie. Jednak wobec ogromu prac, które trzeba wykonać dla uratowania cmentarza, powstał pomysł aby włączyć w te prace motocyklistów, a motocykliści przyklasnęli tej inicjatywie.
I tak, już wspólnymi siłami, wyposażeni w narzędzia i sprzęt do prac leśno-ogrodniczych, zakupiony przez Stowarzyszenie Huta Pieniacka, we wrześniu 2012 r. pierwszy raz przystąpiliśmy do pracy. Z różnych stron Polski, przybyli na granicę w Hrebenne, motocykliści i motocyklistki, zebrało się nas ok. 70 osób.
Plan Zlotu Huta Pieniacka, zakładał dwudniowe prace na cmentarzu w Brodach, trzeciego dnia przejazd do Huty Pieniackiej na spotkanie z uczestnikami Rajdu Katyńskiego, wspólną mszę i nocne czuwanie, w miejscu gdzie kiedyś stała wieś. Później wzmocnieni siłami motocyklistów z rajdu, w sile ponad 120 motocykli, powróciliśmy do pracy na cmentarz w Brodach. We wrześniu tego roku, schemat prac powtórzyliśmy. Udało nam się, wydrzeć przyrodzie i przywrócić pamięci kilkaset, grobów żołnierzy poległych w walkach o wolną Polskę w latach 1914-1920.
Ból mięśni, pot i łzy wzruszenia, towarzyszyły nam przez cały czas trwania prac. Wykarczowaliśmy setki krzewów, krzaków, usunęliśmy kilkadziesiąt drzew i drzewek odsłaniając wspaniałą nekropolię. Co prawda większość krzyży na grobach, zastaliśmy połamanych lub przewróconych, ale każdy z osobna, z należną czcią i szacunkiem przywracaliśmy „do życia". W tym roku, dodatkową wspaniałą robotę wykonali motocykliści zrzeszeni przy Stowarzyszeniu Pomocy Polakom za Granicą Wschód-Zachód. Najpierw na wiosnę przyjechali i opryskali, odzyskany na jesieni, teren cmentarza środkami chwastobójczymi, później jeden z kolegów - Piotrek Kucab, własnoręcznie wykonał ok. 70 odlewów - betonowych, zbrojonych stalą, krzyży. Nie bez problemów przewiózł te krzyże przez granicę i już, z udziałem motocyklistów, równiutko, jak pod linijkę, jak żołnierze ustawieni w szeregu, krzyże zostały wkopane w teren cmentarza. Serce się radowało.
Widok odrestaurowanej części cmentarza działa dopingująco. Nie przyzwyczajeni przecież do tak intensywnej i ciężkiej pracy zlotowicze, zbierali w sobie dodatkowe siły i energię. Równo z nami współpracowali, nie oszczędzając sił, Polacy - mieszkańcy Brodów, współpracowali wynajęci przez Stowarzyszenie Huta Pieniacka - Ukraińcy, specjalizujący się w usuwaniu największych drzew i zarośli. Co chwila na drogę dojazdową do kwatery żołnierzy polskich, podjeżdżały traktory z przyczepami i samochody ciężarowe, na które ładowaliśmy tony ściętych drzew i gałęzi. Nikt się nie obijał, nikt nie ustawał w pracy. We wspólnej pracy nawiązywały się więzi i przyjaźnie lepsze i trwalsze, od tych zawieranych przy wieczornych ogniskach, a nad nami wszystkimi powiewała wysoko wzniesiona polska flaga i flaga z herbem miasta Wschowa – siedziby Stowarzyszenia Huta Pieniacka.
Po dwóch dniach ciężkiej pracy na cmentarzu, nastąpiła jednodniowa przerwa. Uczestnicy IV-go Zlotu Huta Pieniacka, zwinęli obóz, wsiedli na swoje maszyny i pojechali na spotkanie z uczestnikami Rajdu Katyńskiego do Huty Pieniackiej. Jeszcze spotkanie z merem miasta Brody i proboszczem polskiej parafii, jeszcze parada motocykli - przejazd przez miasto i kierujemy się na drogę na Tarnopol.
Droga, dająca wiele do życzenia, niby asfalt, ale poorany bruzdami, dziurami i koleinami. Mijamy po drodze miasteczka i wsie, wzbudzając życzliwą ciekawość. Dzieciaki biegną za nami wzdłuż drogi, śmiechem i podskokami reagują na nasze pozdrowienia, my trąbimy klaksonami odpowiadając na ich machanie. Krajobraz urozmaicony, teren pagórkowaty, przyjemne winkle /na każdym trę podnóżkami o asfalt/, trochę lasów, stare kołchozy, ludzie pracujący w polu.
Dojeżdżamy do miejscowości Podkamień, kolejne Polskie miejsce na mapie Podola. Nad miastem, na wzgórzu wznosi się piękny, przynajmniej niegdyś, klasztor oo. Dominikanów, też ciężko doświadczony zbrodnią ludobójstwa na Podolu i Wołyniu.
Skręcamy w kierunku wsi Pieniaki, na drogę kiedyś asfaltową teraz przypominającą dobry szwajcarski ser. Po kilku kilometrach docieramy do szutrowej drogi w kierunku na miejscowość Żarkiw. Na te kilka kilometrów drogi szutrowej, wielu motocyklistów czeka najbardziej, droga trudna, wymagająca, ale frajda z jazdy ogromna.

Droga szutrowa kończy się we wsi Hołubica. Dalej, jeszcze kilkadziesiąt lat temu, była droga do dużej polskiej wsi Huta Pieniacka. Od czasu, gdy wieś przestała istnieć w lutym 1944 r. droga, przestała być drogą, i zamieniła się błotno-kamienisty leśny trakt. Żadnych znaków drogowych, żadnej cywilizacji, jadąc max. 20 km./h na tzw. nogach, wspinamy się lekko pod górę zdążając do Naszych, do Huty Pieniackiej. Już sam dojazd, już sama świadomość, że jesteśmy tak blisko, że jedziemy drogą, którą „Oni" pokonywali codziennie, podnosi ciśnienie, sprawia, że dreszcze przechodzą po plecach. Jedziemy, wokół cisza. Motocykle jadą, jakby nie wydawały z siebie żadnego dźwięku - nie słychać silników, nikt nie trąbi, nie ma wesołego pokrzykiwania, nastrój robi się poważny.

Przyjeżdżamy tu już kolejny, czwarty raz, i za każdym razem miejsce, w którym stała wieś robi na nas kolosalne wrażenie. Pięknie, wysoko nad okolicznymi polami wśród wspaniałych lasów, położona polana. W dole źródła małej rzeczki i małe jeziorko, pogoda wspaniała, zapach traw, słychać świerszcze.
Zsiadamy z motocykli, budujemy osadę – rozbijamy namioty, rozpalamy ognisko... Huta Pieniacka, odżywa. Wielu z nas, szczególnie Ci, którzy są tu po raz pierwszy, otaczają pomnik ofiar. Poruszając ustami ale nie wydając z siebie dźwięku, czytają nazwiska ofiar wyryte na płytach pomnika. Jest COŚ magicznego w tej czynności.
Samo miejsce wydaje się mistyczne. Przecież naznaczone ogromną tragedią, na wielu z nas wpływa kojąco, stwarza bardzo pozytywną energię. To, jakby przyjechać z dalekiej podróży do domu, nie ma już trudu i znoju, jakieś wyimaginowane dotychczasowe problemy - przestają być problemami, jest czas na złapanie drugiego oddechu, na relaks, na odpoczynek... wśród swoich. Rozchodzimy się po terenie, ja idę do mojego ulubionego miejsca – nad jeziorko, uroczysko, długo gram na harmonijce.

Po południu dołącza do nas XIII Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński, dziesiątki motocykli - rozbijanie namiotów, gwar powitań i rozmów, to już nasza wieś, nasza Huta Pieniacka.
Wieczorem spotkanie. Po sześćdziesięciu dziewięciu latach, które upłynęły od dokonanego ludobójstwa w Hucie Pieniackiej znów odprawiona zostaje Msza Święta. Znowu mamy okazje spotkać się z ocalałymi z pożogi i rodzinami tych, co w tej ziemi pozostali na zawsze. Są z nami ocaleni i ich rodziny, przedstawiciele konsulatu, parafianie i siostry Sercanki z Brodów, jesteśmy my – motocykliści i motocyklistki, są z nami nasi ukraińscy przyjaciele i znajomi. Pan Franciszek, znowu otoczony jest wianuszkiem motocyklistów, ze wzruszeniem słuchających o rodzicach, kolegach, o domu rodzinnym – o życiu w ukochanej Hucie Pieniackiej.
Później ognisko, śpiewy; o rycerzach znad kresowych stanic, o pierwszej brygadzie – schemat powtarza się, jak co roku, ale co roku jest trochę inaczej, jest nas coraz więcej, jesteśmy coraz większą rodziną, jesteśmy Hutnikami, i te niebo rozgwieżdżone nad nami, nigdzie takiego przedtem nie widziałem.
Rano następnego dnia zwijamy namioty, sprzątamy teren, żegnamy się z Hutą Pieniacką staropolskim „do zobaczenia za rok", choć pewnie wielu z nas przyjedzie tu dużo wcześniej, 28 lutego 2014 r. będziemy uroczyście obchodzili siedemdziesiąta rocznicę zagłady wioski.

W sile, grubo ponad 100 motocykli, jedziemy na Polski Wojenny Cmentarz Wojskowy 1914 – 1920 w Brodach. Korzystając z naszej liczebności, porządkujemy teren cmentarza usuwając pozostałe jeszcze pnie drzew, gałęzie, podnosimy i ustawiamy kolejne krzyże - na kolejnych grobach. Podczas podniosłej uroczystości, z merem miasta Brody, z polskim konsulem ze Lwowa, z Polakami z Brodów i okolic, stawiamy kilkumetrowy krzyż wotywny w intencji Żołnierzy Polskich pochowanych na tym cmentarzu.
Jeszcze udzielamy wywiadów dla miejscowej telewizji, wozimy dzieci motocyklami, przyklękamy nad grobem ukraińskiego motocyklisty, młodego chłopaka, który wracając ze zlotu w Polsce, nie dojechał do domu. Wzruszające spotkanie z matką, ojcem i babcią. Śpij spokojnie kolego, odpoczywaj w pokoju.
I tak powoli kończy się IV-ty Zlot Huta Pieniacka, część z nas odjeżdża do domów, część dołącza do motocyklistów Rajdu Katyńskiego, będą kontynuowali podróż przez Złoczów do Lwowa, dalej Kraków i, w tym roku po raz pierwszy trasa na zachód, do Wiednia na obchody 330 rocznicy Odsieczy Wiedeńskiej.
Zdarzenia związane ze zlotem, odkrywają przed uczestnikami nowe horyzonty, burzą stereotypy, obalają niesprawiedliwe często opinie, o miejscowej ludności, o ich stosunku do Polski i Polaków, o ich stosunku do wzajemnej historii. Generalnie wracamy z każdego zlotu-rajdu inni, odmienieni. Zaczynamy dostrzegać i rozumieć, że są sprawy, które są ważniejsze od drobiazgów zaprzątających nam, na co dzień głowę, że warto czasami spojrzeć wstecz, że warto rozmawiać o trudnej historii, że trzeba tę historię zrozumieć i pielęgnować, że są miejsca, groby i ludzie, którym należy się nasz szacunek i hołd, które koniecznie trzeba znowu odwiedzić.
Wiemy, że za rok spotkamy się w Hucie Pieniackiej znowu, będziemy kontynuowali prace na
Polskim Wojskowym Cmentarzu 1914-1920 r. w Brodach, do zobaczenia Ukraino za rok.

Adam Świtalski,
Komandor Zlotu w Hucie Pieniackiej

Wspólnie z Hutniakami zapraszamy, dołącz się do Nas!

Jesli nie jedziesz na Rajd Katyński, dołącz do uczestników Zlotu!