Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński

RTM. PILECKI

Godzina 21.30, Rakowiecka 37

Nasz Dziennik

Jego nazwisko miało zniknąć z kart historii, a pamięć miała zostać
zatarta na wieki. A jednak od roku późnym wieczorem 25 maja na Rakowiecką 37
przychodzi coraz więcej osób, by oddać cześć rotmistrzowi Witoldowi Pileckiemu,
straconemu właśnie w tym miejscu. O godz. 21.30, 64 lata temu.

Od ubiegłego roku pod więzieniem mokotowskim przy ulicy Rakowieckiej
37, gdzie 25 maja 1948 r. zamordowano Witolda Pileckiego, Stowarzyszenie
Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński w symboliczny sposób upamiętnia to
wydarzenie. Pod murem więziennym gromadzą się wszyscy, dla których kultywowanie
pamięci o rotmistrzu jest niezwykle ważne. Podczas uroczystości przypominana
jest osoba Pileckiego, jest czas na modlitwę, wieńce i znicze. Podobnie było w
tym roku. Późnym piątkowym wieczorem na Rakowiecką przyszły prawdziwe tłumy
warszawiaków. W uroczystości uczestniczyła córka rotmistrza, pani Zofia
Pilecka-Optułowicz, która podkreśliła, że bardzo cieszy się z faktu, że jej
ojciec to postać coraz bardziej obecna w świadomości Polaków. Leszek Rysak,
członek Stowarzyszenia Motocyklowego Rajdu Katyńskiego i historyk IPN,
przywołując postać Pileckiego, wskazał, że jego życiorys powinien być znany i
ważny dla każdego Polaka. – Spotkanie pod więzieniem, w którym stracono
rotmistrza Pileckiego, organizowaliśmy spontanicznie po raz drugi. Ludzi było
więcej niż w ubiegłym roku. Mam nadzieję, że te spotkania na Rakowieckiej
przyjmą się podobnie jak jasnogórskie zloty. Przyjechaliśmy na motorach, ale
były również liczne delegacje szkolne, harcerze oraz dużo osób indywidualnych,
dla których sprawa Polski i jej bohaterów jest ważna – mówi "Naszemu
Dziennikowi" Wiktor Węgrzyn, prezes Stowarzyszenia Międzynarodowy Motocyklowy
Rajd Katyński. Zaznacza, że takie postaci, jak Pilecki czy Danuta Siedzikówna
"Inka" cały czas są dla młodych ludzi wzorami do naśladowania, a pamięć o nich
wymaga szczególnej troski.

Młodzi szukają bohaterów
Hołd Witoldowi Pileckiemu oddali w piątek również mieszkańcy Wrocławia i
Poznania. Ci pierwsi spotkali się przed pomnikiem rotmistrza przy Promenadzie
Staromiejskiej, gdzie historycy i kombatanci wspominali rotmistrza. Był wykład
prof. Wiesława Wysockiego z UKSW na temat Pileckiego, panel dyskusyjny "Od
Związku Walki Zbrojnej do "Solidarności"" i koncert. Z kolei w Poznaniu Zarząd
Towarzystwa Byłych Żołnierzy i Przyjaciół 15. Pułku Ułanów Poznańskich
zorganizował uroczystość, podczas której w krużgankach klasztoru Ojców
Dominikanów – Panteonie zasłużonych dla Ojczyzny – odsłoniono tablice
upamiętniające rtm. Witolda Pileckiego i ppłk. Łukasza Cieplińskiego.
Uroczystość, w której uczestniczył syn rotmistrza, pan Andrzej Pilecki, i wdowa
po synu ppłk. Cieplińskiego, poprzedziła Msza św. odprawiona przez ks. bp. Marka
Jędraszewskiego. Po odsłonięciu i poświęceniu tablic obu bohaterów wspominali
uczniowie szkół z Poznania i Kwilcza. – Biskup Marek Jędraszewski wygłosił
znakomitą homilię, w której nawiązał do najwyższych wartości w życiu człowieka,
jak uczciwość i prawda. Kościół był pełen ludzi, kilkadziesiąt pocztów
sztandarowych, później całą uroczystość na dziedzińcu prowadził pan Włodzimierz
Buczyński, wielce zasłużony dla całej idei wykonania tych tablic – relacjonuje
Tadeusz Jeziorowski, dyrektor Wielkopolskiego Muzeum Wojskowego. Co ciekawe, w
uroczystości upamiętniające rotmistrza Pileckiego i podpułkownika Cieplińskiego
najbardziej zaangażowała się młodzież szkolna. – Z naszej strony wyszła
inicjatywa do szkół – im. rtm. Pileckiego, którą mamy w Poznaniu, oraz szkoły z
Kwilcza, miejsca urodzenia ppłk. Cieplińskiego. Bardzo zaangażowała się także
szkoła im. gen. Andersa z Poznania, która wcześniej uczestniczyła w odsłanianiu
przez nas tablicy poświęconej jej patronowi. Uczniowie tych szkół przygotowali
specjalny program, przedstawili sylwetki obu bohaterów oraz przeczytali listy,
które rotmistrz Pilecki pisał z więzienia do swoich najbliższych, i uzasadnienia
wyroków, które pozbawiły ich życia. Ta młodzież utożsamia się z obu bohaterami,
uroczystości były dla nich wielkim przeżyciem – wskazuje Jeziorowski.

 

Piotr Czartoryski-Sziler